search
top

Kalendarz słowiański Haliny Łozko a rodzimowierstwo w Polsce

Kalendarz Haliny Łozko znany z książki „Rodzima Wiara Ukraińska” jest chętnie powielany i stosowany przez wielu rodzimowierców w Polsce. Czy słusznie? Postanowiliśmy przyjrzeć się datom uznawanym przez autorkę za rodzime, słowiańskie święta.

Jednym z podstawowych elementów w każdej religii, a więc również w rodzimowierstwie, są obrzędy poświecone czy to bogu, czy to pamięci mistycznego wydarzenia, poprzez które wzmacnia się, przeżywa i wyraża swoją wiarę. Naturalne jest zatem, iż ludzie zainteresowani religiami etnicznymi szukają informacji odnośnie obrzędów rodzimowierczych – kiedy się je obchodzi, jak wyglądają, jakie mają znaczenie. Te nietrudno znaleźć – sensowna wiedza na ich temat dostępna jest choćby na wikipedii, a i wiele stron internetowych mniej lub bardziej zaangażowanych w temacie oferuje artykuły na ten „pogańskich zwyczajów”.

Surfując jednakże po sieci w poszukiwaniu owej wiedzy co chwila natykamy się na przeklejany ze strony na stronę, z bloga na blog „kalendarz rodzimowierczy” zawierający ogromną ilość świąt, najczęściej opisanych jednym zdaniem, opatrzonych dokładną datą. Fragmenty z owego kalendarza przeklejane są następnie w różnych grupach na FB, szczególnie przez najbardziej „ortodoksyjnych neofitów”, czujących się w obowiązku przypominać innym, że to właśnie dziś przypada takie, a nie inne święto, i trzeba o tym pamiętać. I tylko tyle, ponieważ części tych świąt zwyczajnie nie da się należycie obejść, a i ich znaczenie w kontekście obrządku koła rocznego może budzić wątpliwości.

Ów wspomniany kalendarz to nic innego jak „Koło Swaroże” opisane przez Halinę Łozko w jej publikacji „Rodzima Wiara Ukraińska” z 1994 roku, wydanej w Polsce w roku 1997 przez Wydawnictwo Toporzeł. Książka ta, skądinąd interesująca, jest jednocześnie na swój sposób problematyczna, ponieważ do niedawna stanowiła chyba jedyną rodzimowierczą publikację w Polsce. Mimo, iż odnośnie samej istoty rodzimowierstwa nie dostarcza ona zbyt wielu informacji, zawiera rzecz – wydawałoby się – bezcenną, czyli właśnie ów kalendarz. W rzeczywistości przeniesienie go do Internetu wywołało jedynie chaos, szczególnie wśród neofitów, dla których zawarte w nim rewelacje są wiedzą objawioną. Oczywiście, rodzimowierstwo nie jest religią posiadającą twarde dogmaty odnośnie obrzędowości, ale nie polega też na bezsensownym odtwarzaniu wyjętych z kontekstu zabiegów.

Naturalnie nie zamierzam deprecjonować pracy pani Łozko. Jest ona historykiem i etnografem, a także wołchwem, stąd całkowicie ufam jej wiedzy na tematy, które porusza. Problem z kalendarzem polega na tym, iż jest on bezkrytycznie przyjmowany za pewnik, mimo iż:

– Zawarte w nim opisy świąt mają rodowód głównie ukraiński, co powoduje rozbieżności nie tylko z folklorem polskim, ale również z ustaleniami współczesnego rodzimowierstwa polskiego przecież z niego czerpiącego;

– Opisane w nim święta często są niemożliwe do zorganizowania, a co za tym idzie – świętowania, co z kolei powoduje konsekwencje w postaci rodzimowierców, obchodzących święta poprzez wrzucanie tekstu i obrazków na Facebook.

Stąd wziął się pomysł na stworzenie swego rodzaju analizy kalendarza, zarówno pod kątem „rodzimości[1]” opisanych w nim obrzędów, ale przede wszystkim ich sensowności z rodzimowierczego punktu widzenia przy założeniu, że praktykujemy w – mniej więcej – powszechnie przyjęty w Polsce sposób. W następnych kilku akapitach podejmę zatem próbę polemiki z kalendarzem i zestawienia jego zawartości z nieformalnym kalendarzem polskich rodzimowierców. Kończąc chciałbym jeszcze podkreślić, że analiza nie ma na celu wykazania „fałszywości” opisanych w nim obrzędów. Spotkałem się z opiniami, że wiele z nich jest wymysłem autorki. Być może; nie zamierzam tego w tym miejscu rozstrzygać, a jedynie spojrzeć na całość trzeźwym okiem polskiego rodzimowiercy.

  • Opisane przez p. Łozko „Koło Swaroże” zaczyna się od przypadającej na 1 marca Jaskółki. Jest to zwyczaj prawdopodobnie charakterystycznie ruski[2], gdzie 1 marca bywa kulturowym pierwszym dniem Wiosny, podczas gdy w Polsce jest nim 21 marca, dzień wiosennej równonocy. Polscy rodzimowiercy obchodzą wówczas Jare Gody, które z kolei w kalendarzu p. Łozko nie występują w ogóle. Święto jest częścią dwutygodniowych „ptasich świąt”, natomiast brak w książce szerszych informacji czym one właściwie są, chociaż ich ptasi charakter sugeruje związek z Dziadami Wiosennymi i ogólnie zabiegami związanymi z kultem Przodków. Na 1 marca przypadały w starożytnym Rzymie matronalia – święto kobiet poświęcone Junonie. Można tu odnaleźć analogię, kojarząc mitologiczny motyw przynoszenia przez powracające ptaki dzieci (odradzania się dusz) z biologiczną funkcją kobiet. Z punktu widzenia współczesnego rodzimowierstwa nie ma problemu, by na przednówku wiosny czcić Przodków, szczególnie jeśli obchodzimy Dziady Wiosenne (przypadające jednak raczej na pełnię wiosny – maj).

               .

  • Kolejne dni w kalendarzu to m.in.: Wiosenny Nowy Rok[3] / Święto matki ziemi przypadające na 9 marca (w polskim rodzimowierstwie nie występujące – możemy jednak znaleźć analogię z Jarymi Godami, kiedy to przecież czci się właśnie matkę ziemię, Mokosz), Soroczyny (zwyczaj rozdawania dzieciom 40 obwarzanków, jedzenia 40 klusek – od wyrazu „sorok” oznaczającego po prostu „czterdzieści” – kolejny rdzennie ruski zwyczaj) czy wypadające w tygodniu przed równonocą Wiosenny Tydzień Jaryły, Wierzbica, Pasieka. O ile same związane z nimi zwyczaje wątpliwości nie budzą (np. święcenie wierzby czy czczenie Jaryły, poświadczone historycznie – chociaż to ostatnie jest tu umiejscowione o blisko miesiąc wcześniej, niż miało to miejsce w źródłach), tak już trudno wyobrazić sobie, aby współcześni rodzimowiercy święcili ule czy wynosili je ze stebnika. Pszczoły oczywiście są metaforą urodzaju, ale z dzisiejszej perspektywy wydaje się to mnożeniem zabiegów o urodzaj ponad miarę, dodatkowo ograniczonym do konkretnej profesji. Obrzędy ku czci Jaryły teoretycznie można połączyć z obchodami Jarych Godów, będących wówczas ich zwieńczeniem.

.

  • Opisane przez autorkę zwyczaje związane z równonocą w zasadzie również nie budzą zastrzeżeń, chociaż widać jak na dłoni ich osadzenie w folklorze ukraińskim (Wełykdeń, Wołoczilne). Tuż przed 21 marca autorka opisuje również wersję Dziadów Wiosennych (Nawski Wielki Dzień), z kolei po tej dacie w kalendarzu umiejscowione są m.in. święto Bogini Wiosny[4] (ze skokami przez ogień w Polsce kojarzonymi raczej z kupalnocką, samo święto wydaje się być mnożeniem obrzędów Jarych) czy wiosenne święto Peruna (jak najbardziej logiczne, aczkolwiek opis sugeruje, że pierwszy grom następuje dokładnie 26 marca dając znak do rozpoczęcia prac – szczególnie w ostatnich latach rzeczywistość weryfikuje takie nadzieje[5]). Marzec kończy obrzęd Radunicy – znów nawiązujący do Dziadów Wiosennych, ale o ewidentnie wschodnim rodowodzie[6].

.

  • Kwiecień rozpoczyna święto Wodnika Wiosennego. Składają się na nie modły i składanie ofiary Wodnikowi, aby ten nie zatapiał gospodarstwa – zwyczaj ładny, acz data wydaje się być dość przypadkowa, szczególnie, że 11 kwietnia zwykle wypada już po wiosennych roztopach. Jeśli ktoś czci lokalne istoty, nie ma też powodu ograniczać się do wyłącznie jednego dnia. Na 15 kwietnia w kalendarzu p. Łozko przypada święto Jarowita[7], obchodzone również w Polsce (czasami w formie Maika), natomiast następujący po nim „Rachmański Wełykdeń” poświęcony żyjącym za morzem „rachmanom” ma już charakter zdecydowanie wschodni, zarazem z pewnością przynajmniej częściowo przedchrześcijański (puszczanie skorupek jaj na wodę). 22 kwietnia w kalendarzu to Święto Łady, podczas którego dziewczęta modlą się o szybki i szczęśliwy ślub. Dzień następny to z kolei Lelnik, czyli święto córki Łady, święto dziewcząt. Z praktycznego punktu widzenia mamy tu powtórkę z następującej za dwa miesiące Kupałnocki, będącej świętem miłości[8].

.

  • 23 kwietnia to (znów) święto Jaryły (Jarowita) będące jednocześnie świętem mężczyzn – patrz punkt 4. Kwiecień kończy (30 IV) święto Welesa, w myśl którego powinno się dokonać wypędu bydła na pastwiska[9]. Abstrahując już, czy którykolwiek rodzimowierca jest w stanie tego dokonać, umiejscowienie święta w kalendarzu jest uzasadnione, jeśli pamiętamy o Wiosennych Dziadach.

.

  • Maj rozpoczyna święto „Bogini Mai”, opisanej tu jako „starosłowiańska bogini roślinności”. O ile obchody Maiku/Gaiku znane są w Polsce, tak imię boginii Mai sugeruje raczej rodowód rzymski/grecki/hinduski. W zgodzie z interpretacją Długoszową, u nas byłoby to święto Dziewanny nie uznawanej przez większość grup rodzimowierczych, podobnie zresztą jak Żywia, której święto autorka umiejscawia 2 maja. Znanym natomiast również w Polsce jest opisany przez nią zwyczaj słuchania, ile lat życia (lub lat pozostałych do ślubu, itd.) wykuka kukułka.

.

  • W dniach od 8 do 11 maja w kalendarzu Haliny Łozko przypadają święta związane z rusałkami, w Polsce zwanymi raczej boginkami. Współcześnie zwyczaj zachował się głównie na Rusi, chociaż Rusałki czczą również nieliczni rodzimowiercy polscy. W ciągu obchodów Rusalnego Tygodnia autorka wymienia też święto Mokoszy (powtórzone w sierpniu) oraz Zielnik, będący dniem zbierania ziół. Niektóre opisane przez nią zwyczaje, jak majenie chat i wicie wieńców w Polsce stanowią element Zielonych Świątek, w wersji rodzimowierczej – święta Jarowita/Maiku.

.

  • 15 czerwca to według p. Łozko Letni Światowid. Już sama nazwa budzi zastrzeżenia, gdyż obecnie chyba całość środowiska rodzimowierczego zgadza się co do jej błędności[10]. Data jest z kolei nieprzypadkowa, gdyż 15 czerwca Kościół obchodzi wspomnienie św. Wita[11]. 20 czerwca rozpoczynać ma z kolei trwający do 3 lipca Letnie Świętowania Jarylskie. Autorka jako ich elementy wymienia bliżej niesprecyzowane jarmarki i igrzyska, będące być może zachowanym w ukraińskim folklorze echem dawnych wierzeń. Zakres dat nie wydaje się mieć jednakże konkretnego znaczenia astronomicznego dla współczesnego rodzimowiercy.

.

  • Na noc przesilenia letniego autorka słusznie przypisuje Noc Kupały (Słońcakres, Sobótka) opisując obchodzone również przez polskich rodzimowierców zwyczaje (z pewnymi różnicami – Marzannę w Polsce topi się z początkiem wiosny, natomiast w Kupałę pali się raczej Jaryłę, niż Kupajłę, którego polscy rodzimowiercy raczej nie czczą jako boga). Co ciekawe, na ten sam dzień autorka przypisuje również święto Symargła (Perepłuta). Dziwnym wydaje się zamienne używanie tych dwóch imion, jeśli wiemy, iż Siem i Rgieł patronują urodzajowi i rodzinie, z kolei słabo poświadczony Perepłut – wodzie i libacjom. Natomiast sens czczenia tych Bogów akurat w ten dzień jest w jakiś sposób zachowany (chociaż Siem i Rgieł nie wydają się być szczególnie w Polsce rozpowszechnieni, a co dopiero Perepłut).

.

  • 29 czerwca autorka po raz kolejny powtarza święto Wodnika, opisując je jako święto rybaków. Komentarz ten sam co wcześniej.

.

  • Czerwiec kończy w kalendarzu p. Łozko pogrzeb Jaryły. Zachowując konsekwencję, obrzęd ten powinien zostać dopełniony raczej w okolicach Nocy Kupały, jako święta znaczącego początek i koniec pory. Z kolei z początkiem lipca autorka opisuje święto Swaroga, jako święto kowali i zaślubin[12], a także początek sianokosów. Data znów wydaje się przypadkowa, a w najlepszym razie orientacyjna. Na 4-5 lipca przypadać ma Letnie Święto Miesiąca, w czasie którego wróży się z barw i zachowania Księżyca wynik żniw. Polska tradycja zna zasadę rozpoczynania wszystkich przedsięwzięć zgodnie z cyklem księżyca dlatego też, jeśli potraktujemy prace agrarne jako metaforę, nie ma sensu tworzyć oddzielnego święta księżycowego, skoro jego zachowanie jest cyklem, który można dostosować do indywidualnych potrzeb. Zresztą, ustalanie takiego święta na konkretną datę mija się z celem, gdyż fazy Księżyca nie pokrywają się z kalendarzem – np. 4 lipca 2016 wypada… nów, co czyni święto niemożliwym do uczczenia, a wróżbę – do zrealizowania.

.

  • 20-27 lipca to u Haliny Łozko Perunowy Tydzień. Otwierające go Święto Peruna, o którym pisał choćby Gieysztor, jest przez polskich rodzimowierców akceptowane, przypada też na czas pełni lata, a więc czasu siły, witalności i zarazem spodziewanego końca letnich burz. Inna sprawa, że następne opisane przez autorkę święta – znów – stanowią raczej tradycje lokalne i natywne dla jej kraju pochodzenia: Perunica letnia (święto „kobiecej postaci Peruna”), Czur/Palikopa – charakterystyczne dla wierzeń wschodnich, wreszcie Spasy: miodowo-makowy, jabłkowy, chlebowy. Trzy ostatnie święta mają typowo praktyczny, dziękczynny charakter i nie ma problemu by je adaptować na polskie warunki w razie potrzeby, chociaż ich daty są raczej orientacyjne[13], związane z wegetacją i zbiorami.

.

  • 16 sierpnia – święto Lasowika, w polskiej wersji Borowego. Uznawane przez niektórych rodzimowierców, data znów przypadkowa[14], chociaż autorka uzasadnia ją „czczeniem Lasowika na trzeciego Spasa”. Rodowód takiej chronologii jest być może lokalny. 19 sierpnia – Letni Poświst (Strzybóg), kiedy to dokonuje się wróżb z wiatru odnośnie urodzaju owsa. Wróżenie z wiatru jest elementem obecnym chyba w większości kultur agrarnych, przy czym zawężanie tej czynności tylko do konkretnego dnia nie wydaje się sensowne (szczególnie o tej porze roku).

.

  • Wrzesień w Kole Swarożym Haliny Łozko rozpoczyna Wesele świeczki. O ile – sądząc z opisu – rodowód tego zwyczaju jest typowo ludowy (pierwsze jesienne rozpalenie ognia domowego w piecu czy świecy), tak z punktu widzenia rodzimowiercy współczesnego sugerowany przez autorkę 1 września[15] jest datą bezsensowną, gdyż początek jesieni świętujemy w równonoc jesienną. Rozpoczyna ono jednocześnie porę ciemną, więc symboliczne jej powitanie ogniem domowym jest oczywiście jak najbardziej zasadne.

.

  • Jesienna Perunica to przypadające na 4 września rzekome święto na cześć Błyskawicy i Gromu, podczas którego dokonuje się zabiegów chroniących dom przed pożarem. Ich sens oczywiście jest bezsporny, wątpliwości budzi natomiast – znów – data, gdyż takie zabiegi powinno przeprowadzać się przede wszystkim na wiosnę i lato.

.

  • 8-9 września to w kalendarzu autorki święto Rodzanic, w czasie którego kobiety modlą się o dobry połóg, zdrowie dzieci, wspomina się też zmarłych. Autorka opisuje tu nadwodne obrzędy takie jak tworzenie korowodu wokół starej kobiety czy rozdawnictwo chleba owsianego. Tradycje te wydają się mieć charakter lokalny o ludowym rodowodzie. Co ciekawe jednak, autorka Rodzanice opisuje jako Boginie, podczas gdy zwykło się je uznawać za istoty pół-boskie, córki boga Roda. Również podana przez autorkę data z punktu widzenia rodzimowierstwa nie ma sensu, jako że Rodzanicom zawierzać powinny raczej kobiety będące pod ich bezpośrednim wpływem, a więc ciężarne czy w połogu.

.

  • W połowie września Halina Łozko opisuje Święto Wyraju, kiedy to żegna się odlatujące na zimę ptaki i łączy to z modłami do Przodków. Sam zwyczaj i jego symbolika jest jak najbardziej rodzimowiercza, mało sensowne wydaje się jedynie ograniczanie go do konkretnej daty, jako że odlot ptaków jest procesem rozciągającym się na o wiele dłuższy okres czasu. Z kolei 20 września mamy powtórzone Święto Strzyboga, co jedynie potwierdza, że wróżby z wiatru można czynić przy wielu okazjach i w każdej porze roku.

.

  • Święto Plonów, znane również jako Dożynki, w kalendarzu Haliny Łozko występuje jako Wielkie Święto Światowida [sic!]. Jego opis właściwie pokrywa się ze zwyczajami dożynkowymi, jeśli pominąć oczywiście fakt modłów do „Światowida[16]”. Na ten sam dzień (w kalendarzu jest to 24 września) autorka przypisuje również Święto Domowika, czyli ruskiej wersji polskiego Uboża. Obchodzenie święta ducha domowego w dzień (lub po) obchodów święta plonów ma sens, jako że pokrywa się tu funkcja zapewniania dostatku. Nic natomiast niewiadomo o tego rodzaju święcie na ziemiach polskich[17], trudno również ustalić jego rodowód na Ukrainie (sądząc po opisie autorki jest to tradycja lokalna, na tyle jednakże uniwersalna, że mogły ją znać również inne kultury agrarne). 27 września mamy pojawia się powtórzone święto Pasieki – jego obchody stanowią odwrotność obchodów wiosennych (ule zanosi się do stebnika), są natomiast równie niemożliwe do realizacji przez większość rodzimowierców. O sensowność daty należy pytać osoby związane z pszczelarstwem, gdyż z astronomicznego punktu widzenia nie ma ona uzasadnienia.

.

  • Pierwszy dzień października opisany jest jako jesienne święto Matki Ziemi. Również tu opis autorki sugeruje raczej zwyczaj ludowy, niekoniecznie związany z religią (początek jesienno-zimowych robót, modły o zamążpójście dziewcząt). Z kolei na dzień 25 października autorka wyznacza Dziady, obchodzone również przez polskich rodzimowierców. Data, jak się wydaje, jest umowna, natomiast co do opisu święta nie ma zastrzeżeń. O wiele bardziej mgliste jest przypadające na ostatni dzień października kolejne święto księżyca (Jesienne Święto Miesiąca), w czasie którego przewiduje się „zimowe pomyślności” – skoro tak, sensowniejszą datą byłaby np. ostatnia pełnia przed przesileniem zimowym, natomiast ów zwyczaj być może jest – znów – tradycją lokalną (choć jak w przypadku wcześniejszego święta księżycowego umieszczanie go w konkretnej dacie jest bez sensu). Co ciekawe, ponownie na ten sam dzień autorka przypisuje jeszcze jedno święto – tym razem jest to drugie święto Mokoszy, mające przebieg dwuetapowy – wieczorem 31 października następują modły, z kolei następnego dnia – rozpoczęcie robót domowych. W praktyce święto raczej dziwnie umiejscowione i mało realne do obejścia przez współczesne rodzimowierczynie; szczególnie, że na tę datę zwykle przypadają raczej przygotowania do Zaduszek (których datę często utożsamia się z datą obchodów Dziadów).

.

  • 1 listopada to także dzień pługa, święto kowali. Nie trzeba komentować jego sensowności z punktu widzenia dzisiejszych rodzimowierców. Podobnie jest z przypisywanymi na 8 listopada Turami, świętem myśliwych. Obchodzony 3 listopada w Polsce Dzień Św. Huberta, rozpoczynający sezon, mniej więcej pokrywa się jeśli chodzi o datę, może mieć też częściowo przedchrześcijański rodowód, jednak jest to – znów – święto ograniczone ściśle do profesji i nie mające tak naprawdę znaczenia religijnego dla rodzimowiercy.

.

  • Opisywany przez autorkę przypadający na 14 listopada Koroczun jest pochodzenia ewidentnie ruskiego (choć sama nazwa znana jest chociażby na Słowacji czy Bałkanach). Opis autorki ogranicza się do dwóch, niewiele mówiących zdań, chociaż sam obrzęd jest znany w folklorze przy czym jest to obrzęd po prostu bożonarodzeniowy przypadający na 21 grudnia (np. Kronika Nowogrodzka nazywa tak dzień zimowego przesilenia).

.

  • Listopad kończą w kalendarzu Haliny Łozko dwa święta. Pierwsze, to przypadające 24 listopada Święto Doli – jego umiejscowienie jak i symbolika częściowo pokrywają się z naszymi Andrzejkami (którym przypisuje się przedchrześcijański rodowód, chociaż niekoniecznie słowiańskiego pochodzenia; św. Andrzej jako patron zakochanych i spraw matrymonialnych może być nakładką na wcześniejsze wierzenia tego typu). Drugie – Kalita – ma ewidentnie lokalny, ludowy charakter.

.

  • Znane w Polsce Mikołajki (zwyczaj ku czci św. Mikołaja) autorka opisuje jako Spas Zimowy, jednocześnie święto poświęcone Welesowi. Trudno w tym przypadku nie przyznać jej racji – postać św. Mikołaja jest bezpośrednią kontynuacją wierzeń w boga chtonicznego, w tym przypadku właśnie Welesa zapewniającego dostatek. Stąd zachowany do dziś w polskiej kulturze zwyczaj rozdawania upominków „do buta”, co można interpretować jako zapowiedź nadchodzącej zimy, a więc całkowitych rządów Welesa.

.

  • Opis święta przesilenia zimowego jest jak najbardziej zgodny z tym, co praktykują polscy rodzimowiercy, chociaż oczywiście u autorki pojawiają się elementy wschodnie. Jest to szczególnie widoczne w opisywanym przez nią Święcie Roda przypadającym na 23 grudnia, gdzie sam Rod jest wymieniony jako najwyższy bóg, prabóg.

.

  • Styczeń otwiera Święto Dany, bogini raczej nie uznawanej wśród rodzimowierców, tu opisanej jako bogini wody.

.

  • Na początek lutego przypada natomiast Gromnica, w Polsce pozostałością takiego święta ma być Święto Matki Boskiej Gromnicznej. W ramach jego obchodów święcono świece zwane Gromnicami, mające chronić dom przed uderzeniem Peruna. Kwestia rodowodu tego święta nie budzi zastrzeżeń. Autorka proponuje czcić tego dnia Bogów oraz palić smoliste łuczywa. 2 lutego wypada mniej więcej w połowie zimy, stąd zabiegi ochronne przed nadchodzącą wiosną wydają się być słuszne.

.

  • Opisany przez autorkę rozpoczynający się 9 lutego Welesowy tydzień, jest w jakiejś formie uznawany przez niektórych rodzimowierców; w opisie widać ślady zwyczajów charakterystycznych także dla Polski, przy czym „zaglądanie do chlewów i stajni” jak również obchodzenie wsi w przebraniach może być niewykonalne dla przeciętnego rodzimowiercy.

.

  • Dzień po Tygodniu Welesowym autorka wymienia trwający tydzień „Kołodij”, zwyczaj ewidentnie wschodni. Tuż przed jego zakończeniem pojawia się Święto Strzyboga – podobnie jak wcześniej, przewidywanie pogody na wiosnę na jej przednówku wydaje się jak najbardziej uzasadnione. Natomiast następujące po nim Łełeczyny są wprost opisane jako „święto ptasiego totemu Ukraińców” co wyczerpuje dyskusję na jego temat. Same obchody są skądinąd bardzo ciekawe i sensowne z rodzimowierczego punktu widzenia – polegają na wzywaniu ptaków do powrotu z Wyraju.

.

  • Kalendarz kończy mgliście opisane Nowolecie – Wiosenny Nowy Rok – wypadający o dziwno na 26 lutego, która to data wydaje się być mało sensowna[18].

.

Podsumujmy. Warto docenić pracę p. Haliny Łozko, przy czym należy odpowiedzieć sobie na pytania, czy a) obchody świąt rodzimowierczych są dla nas czymś więcej niż postem na FB, b) czy opisany zwyczaj nie tylko posiada rodowód polski, ale czy jest sensowny z punktu widzenia rodzimowiercy, oraz c) czy obchody danego święta są w ogóle wykonalne, w momencie gdy większość rodzimowierców mieszka w miastach, a nawet mieszkając na wsi rzadko posiadają gospodarstwo razem z bydłem, ulami, trzodą chlewną i tak dalej.

Celem tego zestawienia nie było deprecjonowanie pracy autorki, a jedynie wskazanie, że bezmyślne przeklejanie owego kalendarza i nieustanne grzmienie, że dziś jest takie, a takie święto, ma niewiele sensu. Puszczając wodze fantazji możemy wyobrazić sobie społeczność rodzimowierczą żyjącą z uprawy roli i hodowli zwierząt, gdzie wszystkie wymienione przez p. Łozko zabiegi – czy to rdzennie ruskie, czy nie – mają nie tylko sens, ale również przenikają się w mistyczny sposób z praktyką „zawodową”. Póki co jednak trzymajmy się sprawdzonego kalendarza solarnego, akceptowanego przez większość rodzimowierców w Polsce. Oczywiście, oprócz najważniejszych świąt wiele grup dodaje zwyczaje lokalne oraz święta pomniejsze – i jest to słuszne i dobre. Pamiętać należy jedynie, że nie każdy ludowy zwyczaj ma uzasadnienie religijne, a do nas jako kontynuatorów starej wiary należy obowiązek właściwego odczytywania ludowej mądrości i brania z niej tego, co jest kontynuacją obrzędowości przedchrześcijańskiej.

 


Przypisy:

[1] Tu należy sprecyzować: wiele zabiegów, rytuałów czy elementów obrzędowych ma charakter ogólnosłowiański, sięgający do czasów sprzed wędrówki ludów, a nawet dawniej. Poprzez „rodzimość” danego zwyczaju rozumiem jego lokalizację kulturowo-geograficzną, co – jeśli zabieg ma znaczenie kultowe i uniwersalne – nie oznacza, że musi być deprecjonowany jako „obcy”. Pamiętać należy natomiast, że od wielu, wielu wieków Słowianie nie stanowią kulturowej jedności i w tym właśnie tkwi całe piękno, dlatego szukać należy najpierw na własnym podwórku.

[2] W znaczeniu – pochodzący z Rusi.

[3] Co ciekawe, autorka nazywa Wiosenny Nowy Rok „Szczodrym Wieczorem”, w Polsce przypadającym raczej na okres przesilenia zimowego.

[4] Kościół Katolicki obchodzi tego dnia rocznicę Zwiastowania Pańskiego. Pojawia się analogia z powrotem ptaków, ciążą, odrodzeniem duszy.

[5] Co ciekawe tego dnia Kościół Katolicki wspomina św. Dyzmę (Dobrego Łotra), ale trudno powiedzieć, czy występuje tu związek.

[6] Trzeba natomiast zauważyć, że z puntku widzenia mitologii wszelkie czczenie Przodków na wiosnę ma oczywiście sens, jeśli zgadzamy się, że jest to czas powrotu dusz na ziemię.

[7] 23 kwietnia cerkiew prawosławna obchodzi święto św. Jerzego, a więc właśnie Jarowita/Peruna.

[8] „Prawda Ruska” umiejscawia to święto w okresie od 25 maja do 25 czerwca.

[9] Sama czynność wypędzania bydła jest też elementem obchodów święta św. Jerzego.

[10] Światowidem nazywamy formę rzeźby przedstawiającą 5 bogów i trzy sfery świata; natomiast imię czczonego na Rugii boga to Świętowit (Svantevit).

[11] Patrz „Chronica Slavorum” Helmolda.

[12] Zgodnie ze wschodniosłowiańską teologią Swaróg nie zajmuje najwyższej pozycji w panteonie.

[13] 6 i 16 sierpnia, czyli w dniu spasów chlebowego i jabłkowego, cerkiew i kościół obchodzą święto przemienienia pańskiego. Samo słowo „Spas” w językach wschodniosłowiańskich stanowi po prostu określenie tego właśnie wydarzenia, jak również przydomek Jezusa (Zbawiciel).

[14] Jak wyżej.

[15] Tego dnia cerkiew wspomina św. Idziego – patrona m.in. rybaków, karmiących matek, myśliwych i jednego z najpopularniejszych w średniowiecznej Europie świętych, natomiast brak tu wyraźnego związku z motywem rozpalania nowego ognia.

[16] Weźmy jednakże poprawkę, że książka po raz pierwszy wydana została w roku 1994.

[17] Chyba, że powiążemy postać Uboża z ostatnim zżętym snopem, w którym ma przecież „przetrwać” życie przez zimę, a który jest istotnym elementem np. obchodów Szczodruszki.

[18] Nowymi Latkami w Polsce nazywa się wypiekane na Trzech Króli czy Nowy Rok obrzędowe pieczywo w kształcie zwierząt i ich gospodarza – mają one zapewniać pomyślność w nadchodzącym roku.

Zobacz też:

6 Responses to “Kalendarz słowiański Haliny Łozko a rodzimowierstwo w Polsce”

  1. avatar robert pisze:

    Witam, jakie umocowania te święta mają w źródłach historycznych?

    • avatar Ziemisław pisze:

      Które? Te wypisane przez Łozko? Część prawdopodobnie wątpliwe.

      • avatar robert pisze:

        Tak też właśnie słyszałem.Interesuje mnie data lub czas w jakim powinny być obchodzone Dziady, gdzie mogę znaleźć coś na ten temat?

        • avatar Ziemisław pisze:

          Z tego co można zauważyć, interpretacje są różne. Niektórzy obchodzą zarówno Dziady Jesienne i Wiosenne (których echo dalej żyje w zwyczajach ludowych), niektórzy tylko jedne z nich. W mojej grupie wyznaczamy Dziady na czas około pierwszego nowiu po równonocy jesiennej, więc często pokrywa się to z przeddniem obecnego święta Wszystkich Świętych.

          • avatar robert pisze:

            A w takim razie Dziady wiosenne, kiedy przypadają ?

          • avatar Ziemisław pisze:

            Kwiecień, początek maja. Osobiście uważam je za niezbyt potrzebne mnożenie obchodów. Różnica polega ma tym, że Wiosenne obchody poświęca się duszom powracającym, odradzającym się.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.