search
top

Czym Świętowit różni się od Światowida

Światowid to nazwa pisma wydawanego przed II wojną światową, kin w Katowicach i Krakowie, marki pralek oraz sera. Tą nazwą bywa także określany posąg znaleziony niedaleko rzeki Zbrucz, ale w żadnym wypadku nie jest to imię czczonego na Rugii słowiańskiego boga. Teonim arkońskiego bóstwa znamy z łacińskich kronik, które nazywają go Zvanthevith. Wygląd odkrytego w 1848 posągu z kronikami skojarzył Joachim Lelewel, rozszyfrowując imię jako „Światowid”. Dla polskiego naukowca sprawa była jasna – głowy posągu skierowane są w cztery strony, więc patrzy na cały świat. Wypisz-wymaluj Światowid! A jednak Lelewel nie miał racji. Gdzie tkwi powtarzany do dziś błąd? Zacznijmy od tego, że kult Świętowita (przynajmniej pod takim imieniem) nie funkcjonował w miejscu, gdzie odnaleziono słynny słup. Po drugie odkryta w Liczkowcach rzeźba nie przedstawia pojedynczego boga. Na ścianach słupa przedstawiono dziewięć postaci, z których pięć stanowią prawdopodobnie istoty wyższe. I wreszcie, wygląd idola zbruczańskiego nie pokrywa się z opisami posągu Świętowita. Co wiemy o kulcie z Arkony? W świątyni stał posąg ogromny, wielkością przewyższający postać ciała ludzkiego, czterema głowami i tyluż karkami wzbudzający zdziwienie, z których dwie w stronę piersi a dwie w stronę pleców zdawały się patrzeć. Zresztą wzrok umieszczonych z przodu czy z tyłu [głów], jedna w prawo, druga w lewo zdawały się zwracać. Brody były podgolone, włosy postrzyżone tak, że widoczny był zamiar artysty, aby przedstawić sposób, w jaki Rugianie pielęgnowali swe głowy. W prawej trzymał róg z rozmaitego kruszcu zrobiony, który kapłan znający się na ofiarach co rok napełniał miodem, aby ze samego stanu napoju mógł wywnioskować o obfitości roku przyszłego. Lewa ręka na boku wsparta tworzyła łuk. Tak opisywał kącinę Saxo Gramatyk. Z obserwacji kronikarza można wywnioskować, że posąg przedstawiał postać o czterech niezależnych głowach i karkach z jednym ciałem (zwróćcie uwagę jak Gramatyk opisuje ręce trzymające róg i łuk). Przed odnalezieniem posągu tak też wyobrażano sobie zachodniosłowiańskie bóstwo. Ciekawą interpretacja opisu kronikarza jest rycina, którą w XVIII wieku wykonał francuski mnich Bernard de Montfaucon. Różnice między opisem posągu z Arkony i wyglądem posągu z Liczkowiec zauważyli też badacze, m. in. Włodzimierz Szafrański  i Aleksander Brückner. Z drugiej strony, należy pamiętać, że niewielkie posążki znalezione na Wolinie i w duńskim Svendborgu formą przypominają słynny zabytek ze Zbrucza.  Na brzmienie imienia Świętowita dużo światła rzuca jedna z bardziej absurdalnych historii Helmonda. Kronikarz przekonywał, ze Niemcy dawno już schrystianizowali Rugian, a ich patronem był Święty Wit. Kuriozalny pomysł jest jednak etymologiczną wskazówką na to jak powinno brzmieć imię tego boga. Słowo „święty” początkowo nie miało... read more

Rola ołtarzyka domowego w rodzimowierstwie

Kult domowy obecny był i jest w wielu kulturach, poświadczony został prawdopodobnie również u Słowian (przykładem może być np. figurka Świętowita wolińskiego). Nie byłoby to niczym dziwnym: religia nie ogranicza się wszak do wyłącznie wspólnotowego jej przeżywania. Przeglądając wypowiedzi Rodzimowierców niejednokrotnie spotkać się można z dość infantylnymi głosami krytyki odnośnie posiadania ołtarzyka w domu – głównie wskazywano na rzekome „kopiowanie chrześcijan” [sic!] w tym temacie. Trudno polemizować z takimi, mało poważnymi, opiniami. Należy raczej zdać sobie sprawę ze znaczenia dla kultu domowego i osobistego faktu posiadania „świętego kąta”. Przede wszystkim, ołtarzyk taki jest miejscem tworzącym autonomiczną sferę sacrum. Nie jest on obiektem kultu samym w sobie, a jedynie cząstką świętości, którą zabieramy do domu. Oczywiście, zasadniczo już sam dom jest sferą sacrum dla jego domowników, jednakże ołtarzyk składający się z wizerunków boskich i innych przedmiotów kultowych (np. pamiątek po przodkach) podkreśla jedynie jego świętość, a pozostawanie go w zasięgu wzroku jest nie tylko poświadczeniem żywej wiary domowników, ale również jej umocnieniem. Szczególnie ważną funkcją ołtarzyka jest palenisko, na którym płonie święty ogień. Dawniej ogień taki płonął nieustannie i służył nie tylko celom kultowym; dziś nie zawsze jest to możliwe. Jednak wystarczy, żeby ogień płonął podczas pobytu domowników w domu – wszak to właśnie ich ma jednoczyć wokół siebie, a także chronić i inspirować. Przy ogniu rodzina może się modlić, może składać w niego ofiarę. Jest on manifestacją ognia obrzędowego, który skupia wokół siebie wiernych podczas obrzędów. W domu łączy zaś domowników – rodzinę. Ołtarzyk, którego zdjęcie zamieszczamy składa się z kilku elementów, jednak jego układ i budowa są zupełnie dowolne – powinny odpowiadać potrzebom domowników. Nasz składa się z trzech idoli zbruczańskich, z których główny obracany jest zależnie od pory roku – zresztą elementy wystroju całego ołtarzyka, również zmieniają się w zależności od nich. Kolejnym elementem są wyobrażenia bogów Mokoszy i Dadźboga, a więc Ziemi i Słońca. Pomiędzy nimi, u dołu większego idola zbruczańskiego ustawiliśmy figurkę Welesa, u którego stóp złożona jest symboliczna ofiara z pieniędzy. Centralnym punktem jest ogień, który w zależności od potrzeb i okazji, jest świecą albo płonącym drewnem, ziołami, itd. Po jego bokach znajdują się ofiary składane wedle indywidualnej potrzeby – obecnie są to kołacz i kasza. Na ołtarzyku znajdują się też inne artefakty – tak zwana Perunowa strzałka (belemnit) znaleziona przy roztrzaskanym przez Piorun drzewie; odłamki trafionej przez Gromowładnego topoli zebrane w poświęcone mu święto; drewniane krążki z symbolami; para „ludzików” wykonanych ze zboża. Ołtarzyk z obu stron zamykają poświęcone Przodkom rzeźby chłopa i... read more

5 książek o Słowianach, które musisz przeczytać

Internet to podstawowe źródło informacji dla wielu osób zainteresowanych rodzimowierstwem i kulturą dawnych Słowian. Mogłoby się wydawać, że w Sieci znajdziemy opracowanie wszystkich istotnych informacji. Dużo w tym prawdy, ale jest także druga strona medalu – nieprawdopodobne ilości bzdur, oraz powierzchowność dostępnych informacji. Siłą rzeczy, zdobywając wiedzę w tym temacie warto znać kilka publikacji, które zagłębiają się w temat i analizują go znacznie solidniej i rzetelniej niż anonimowe hasło na Wikipedii, czy wpis na amatorskiej stronie internetowej, nie wspominając już o wiarygodności zdobytych w ten sposób wiadomości. Przygotowując listę kierowaliśmy się dwoma kryteriami. Po pierwsze, proponowane książki muszą być łatwo dostępne dla polskiego czytelnika. Po drugie, muszą być, w miarę możliwości, przystępne w odbiorze – dlatego więc nie uwzględniliśmy tu m. in. Moszyńskiego. Te pięć publikacji uznaliśmy za podstawowe źródła wiedzy dla osoby wkraczającej w świat przedchrześcijańskich wierzeń Słowian. Nie jest to oczywiście lista wyczerpująca temat, ale idealnie nadaje się na pierwsze okołosłowiańskie pozycje na półce.   1. Aleksander Gieysztor „Mitologia Słowian” Ta książka to już swoisty znak czasów. Dla większości miłośników tematu było to pierwsze zetknięcie się z pogańską słowiańszczyzną. Z perspektywy nauki Aleksander Gieysztor dokonał tytanicznej pracy, rozliczając poprzedników i usuwając z rodzimego panteonu nieprawdziwe informacje. Jako pierwszy zastosował do badań nad naszymi mitami komparystykę, która pozwoliła na pełniejsze zrozumienie charakteru wielu bóstw. Chociaż lektura nie należy do prostych, gwarantujemy, że cierpliwość się opłaci, ponieważ jako wstęp do tematu dzieło jest bezcenne. Polecamy też sięgnięcie po uzupełnione wydanie Uniwersytetu Warszawskiego z 2006 roku. 2. Bogusław Gerlach „Sanktuaria Słowiańskie” Szukając wiadomości o wierzeniach przodków skupiamy się na mitologii i często zapominamy o dorobku cywilizacyjnym, czy materialnej otoczce kultu notując w głowie jedynie zdawkową wiedzę na temat Arkony i Radogoszczy. W tym przypadku książka Gerlacha stanowi doskonałe uzupełnienie wiedzy. Autor omawiając obyczaje i wierzenia Słowian, ze skrupulatnością kreśli mapę ówczesnego świata, relacji politycznych oraz, co nas interesuje najbardziej, pogańskich miejsc kultu. Dodatkowo Gerlach przemyca informację o tym jak słowiańska kultura przetrwała formalny, tzw. „chrzest polski”, oraz śledzi losy pogańskich świątyń po przyjęciu chrześcijaństwa. Jedynym zarzutem jaki mam wobec tej książki to skupienie się wyłącznie na zachodniej słowiańszczyźnie, pomijając całkowicie Bałkany i ziemie ruskie. 3. Jerzy Strzelczyk „Od Prasłowian do Polaków” Ta niepozorna broszurka wydana pod koniec lat 80. stanowi pomimo niewielkiej ilości stron wspaniałe kompendium wiedzy na temat historii Słowian, oraz procesów, które w efekcie doprowadziły do powstania naszego państwa. Za publikacją stoi zresztą nie byle kto, bo Jerzy Strzelczyk, utytułowany mediewista, autor wielu innych fundamentalnych prac na temat... read more

Kalendarz słowiański Haliny Łozko a rodzimowierstwo w Polsce

Kalendarz Haliny Łozko znany z książki „Rodzima Wiara Ukraińska” jest chętnie powielany i stosowany przez wielu rodzimowierców w Polsce. Czy słusznie? Postanowiliśmy przyjrzeć się datom uznawanym przez autorkę za rodzime, słowiańskie święta. Jednym z podstawowych elementów w każdej religii, a więc również w rodzimowierstwie, są obrzędy poświecone czy to bogu, czy to pamięci mistycznego wydarzenia, poprzez które wzmacnia się, przeżywa i wyraża swoją wiarę. Naturalne jest zatem, iż ludzie zainteresowani religiami etnicznymi szukają informacji odnośnie obrzędów rodzimowierczych – kiedy się je obchodzi, jak wyglądają, jakie mają znaczenie. Te nietrudno znaleźć – sensowna wiedza na ich temat dostępna jest choćby na wikipedii, a i wiele stron internetowych mniej lub bardziej zaangażowanych w temacie oferuje artykuły na ten „pogańskich zwyczajów”. Surfując jednakże po sieci w poszukiwaniu owej wiedzy co chwila natykamy się na przeklejany ze strony na stronę, z bloga na blog „kalendarz rodzimowierczy” zawierający ogromną ilość świąt, najczęściej opisanych jednym zdaniem, opatrzonych dokładną datą. Fragmenty z owego kalendarza przeklejane są następnie w różnych grupach na FB, szczególnie przez najbardziej „ortodoksyjnych neofitów”, czujących się w obowiązku przypominać innym, że to właśnie dziś przypada takie, a nie inne święto, i trzeba o tym pamiętać. I tylko tyle, ponieważ części tych świąt zwyczajnie nie da się należycie obejść, a i ich znaczenie w kontekście obrządku koła rocznego może budzić wątpliwości. Ów wspomniany kalendarz to nic innego jak „Koło Swaroże” opisane przez Halinę Łozko w jej publikacji „Rodzima Wiara Ukraińska” z 1994 roku, wydanej w Polsce w roku 1997 przez Wydawnictwo Toporzeł. Książka ta, skądinąd interesująca, jest jednocześnie na swój sposób problematyczna, ponieważ do niedawna stanowiła chyba jedyną rodzimowierczą publikację w Polsce. Mimo, iż odnośnie samej istoty rodzimowierstwa nie dostarcza ona zbyt wielu informacji, zawiera rzecz – wydawałoby się – bezcenną, czyli właśnie ów kalendarz. W rzeczywistości przeniesienie go do Internetu wywołało jedynie chaos, szczególnie wśród neofitów, dla których zawarte w nim rewelacje są wiedzą objawioną. Oczywiście, rodzimowierstwo nie jest religią posiadającą twarde dogmaty odnośnie obrzędowości, ale nie polega też na bezsensownym odtwarzaniu wyjętych z kontekstu zabiegów. Naturalnie nie zamierzam deprecjonować pracy pani Łozko. Jest ona historykiem i etnografem, a także wołchwem, stąd całkowicie ufam jej wiedzy na tematy, które porusza. Problem z kalendarzem polega na tym, iż jest on bezkrytycznie przyjmowany za pewnik, mimo iż: – Zawarte w nim opisy świąt mają rodowód głównie ukraiński, co powoduje rozbieżności nie tylko z folklorem polskim, ale również z ustaleniami współczesnego rodzimowierstwa polskiego przecież z niego czerpiącego; – Opisane w nim święta często są niemożliwe do... read more

Słowianie Połabscy. Dzieje zagłady

W księgarniach pojawiła się książka  Roberta F. Barkowskiego „Słowianie Połabscy. Dzieje zagłady”. Słowianie połabscy. Dzieje zagłady Robert F. Barkowski Cena detaliczna: 34,90 Wydawca: Bellona 272 stron format 145×205 mm oprawa miękka Ciągłość historyczna Słowian połabskich została zamknięta w przedziale czasowym pomiędzy VIII a XII wiekiem. Nie pozostawili po sobie państw, królestw, terytoriów lub chociażby ugrupowań etnicznych. Zostali wchłonięci przez państwo Niemieckie i ulegli germanizacji. A mimo to pamięć o nich jest nadal bardzo żywa, a to dzięki przebogatym świadectwom pozostawionym w literaturze i archeologii. Niniejsza publikacja opisuje szczegółowo dzieje walk Słowian połabskich, i to nie tylko z Niemcami ale również z monarchią Karolińską, z Wikingami z Danii, z państwem Piastowskim oraz, czego nie wolno pominąć, wojny domowe. W 798 roku armia Obodrytów pod wodzą księcia Drażko zadaje w bitwie pod Święcianą druzgocącą klęskę zjednoczonym siłom Sasów północnych, zabijając w pierwszym starciu 4000 wojów osławionej saskiej piechoty. W latach 954-960 zawiązuje się koalicja pomiędzy Obodrzycami i Wieletami, wymierzona w krwawe rządy margrabiego Gerona na Połabiu. Kulminacyjnym momentem toczonych walk jest bitwa nad rzeką Reknicą w dniu 16 października 955 roku. Bitwa, dzięki zdradzie Ranów z wyspy Rugii, kończy się kompletnym zwycięstwem Niemców pod dowództwem samego cesarza Ottona I, książę słowiański Stojgniew ginie na polu walki a wraz z nim jego najprzedniejsi rycerze. W dniu 29 czerwca 983 roku armie Wieletów ze Związku Lutyckiego zdobywają i palą miasto Hobolin (dziś Hawelberg) nad Łabą. Saski garnizon miasta zostaje wycięty w pień, katedra zrównana z ziemią a kler wraz z biskupem wybici. Trzy dni później, 2 lipca podobny los spotyka miasto Brenna (dziś Brandenburg). W tym samym czasie książę Obodrzycki Mściwoj najeżdża i zdobywa Hamburg, niszcząc i paląc miasto. Tak wybucha jedno z licznych powstań na Połabiu, te akurat zakończone pełnym sukcesem powstańców – Niemcy zostają wyrzuceni poza Łabę, do ich rodzinnych mateczników. W 1033 roku dochodzi do większej bitwy pod Wierzbnem pomiędzy Wieletami a Niemcami zakończonej sromotną klęską tychże ostatnich. Ginie przywódca Sasów graf Liudgard oraz 42 jego najlepszych rycerzy. To tylko cztery przykłady z ponad 250 wojen toczonych przez Słowian połabskich przez okres ponad 400 lat, głównie przeciwko Niemcom, ale również Duńczykom i sporadycznie Polakom. Nie brak również walk bratobójczych pomiędzy poszczególnymi plemionami. Dzieje pełne sławnych bitew i częstokrotnie zwycięskiego oręża słowiańskiego na Połabiu. Co ich nie ustrzegło przed zagładą. W XII wieku zaznacza się upadek państw słowiańskich na Połabiu, które dostają się pod jarzmo niemieckich kolonizatorów i ulegają germanizacji zatracając słowiańską... read more

« Previous Entries Next Entries »

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.