search
top

Moralność rodzimowiercy, cz. 1 – homoseksualizm

Temat homoseksualizmu i tzw. mniejszości seksualnych przez media i niektóre grupy podnoszony jest do rangi najistotniejszego, globalnego problemu społecznego, który po obu stronach „konfliktu” budzi znacznie więcej emocji, niż na to zasługuje. W tym wpisie postanowiliśmy zastanowić się jakie stanowisko wobec tego powinni zająć rodzimowiercy. 

Przy_studniZgodnie z dominującą na zachodzie ideologią stosunek do homoseksualizmu jest dziś jednym z kryteriów postrzegania człowieka, oraz umiejscawiania go po stronie odpowiednio dobrej „nowoczesności” lub złego „zacofania”, co w rezultacie pociąga za sobą różnej maści konsekwencje w przestrzeni publicznej. Jednakże, naszym zdaniem, rodzimowiercy nie powinni temu trendowi ulegać. Musimy także pamiętać, że w debacie publicznej temat ten nabrał charakteru politycznego, a polityka w przeciwieństwie do Przyrody jest zmienna i podlega wpływom epoki. Problem w tym, że sami rodzimowiercy, zarówno ci „liberalni” jak i „konserwatywni” często i chętnie podkreślają jakie znaczenie ma dla nich Przyroda. Rzecz jasna nie ma w tym nic dziwnego: rodzimowierstwo wywodzi się wprost z obserwacji natury, a tym samym z poznawania i rozumienia zasad, jakie w niej obowiązują – również człowieka. Wydawałoby się więc, że zasady te będą konsekwentnie respektowane przez rodzimowierców. Jak się jednak okazuje – niekoniecznie.

W dyskursie rodzimowierczym oraz częściej pojawiają się jednostki, a nawet wspólnoty „otwarte”, dla których homoseksualizm jest nie tylko kwestią prywatną, ale po prostu „światopoglądem” lub „stylem życia”. Trzeba w tym miejscu powiedzieć wprost, że w pierwszej kolejności jest to kwestia biologii. Kardynalnym błędem jest niezrozumienie, że Przyroda to nie tylko góry, lasy, morza, pola oraz rządzące nimi mechanizmy (typu zmiana pór roku), ale przede wszystkim zestaw wiecznych, niezmiennych i niekiedy surowych PRAW. Nasi Przodkowie rozumieli to doskonale, budując swoją kulturę na całkowitym ich poszanowaniu, w czym nie przeszkodziła im ani Chrystianizacja, ani industrializacja, ani nawet bolszewizm. Na bazie owych praw zbudowana została ludzka obyczajowość w każdej kulturze świata, i mimo iż różnice często są znaczne, to istnieją punkty wspólne, które wynikają po prostu z niezmienności mechanizmów naturalnych.

Jednym z nich jest stosunek do płciowości, którego najwyraźniej nie rozumieją dziś niektórzy ludzie mianujący się rodzimowiercami. Rodzimowierstwo jako religia tradycyjna opiera się – oprócz oddawania czci Bogom – na prawach Przyrody i włączaniu się w ich realizację. Z dymorfizmu płciowego wynikają najbardziej podstawowe fundamenty kultury. Podstawowym celem istnienia płci jest z kolei przedłużenie gatunku, a w perspektywie kulturowej – ekspansja rodziny, rodu, plemienia… Jednym słowem, zapewnienie sobie przyszłości.

Na tle tych oczywistości ciężko uznać homoseksualizm za normę. Uprzedzając ewentualne ataki w naszą stronę – nie mamy zamiaru tu niczego wartościować, ani nikogo potępiać. Zwracamy jedynie uwagę, że jest to odstępstwo od praw Przyrody, świętych przecież dla rodzimowierców. Ktoś prawdopodobnie może wytknąć, że przecież zjawisko homoseksualizmu występuje czasami (rzadko) w Przyrodzie, wśród niektórych gatunków zwierząt. Owszem, ale warto zauważyć, że jest wówczas klasyfikowane jako odstępstwo od normy i pojawia się w określonych warunkach. Są to ogólnie dostępne wiadomości.

Oczywiście – w pewnym sensie jako ludzie, a więc istoty społeczne funkcjonujemy na wyższym poziomie i związek dwojga ludzi niekoniecznie służyć musi prokreacji.  Homoseksualizm jest co prawda obecny w Przyrodzie (jak to napisano wyżej) i ludzkiej kulturze – tak samo współczesnej, jak i przedchrześcijańskiej. Tym tekstem nie zajmujemy jednak stanowiska w modnej dziś i jałowej dyskusji o akceptacji czy potępieniu homoseksualizmu. Wskazujemy tylko brak wyraźnego miejsca dla niego w łańcuchu życia. A tu w opozycji do bezgranicznej akceptacji tego zjawiska pozostaje zwyczajnie istnienie dwóch płci. Przykład bierzemy wprost w Przyrody, od samych Bogów: choćby Peruna i Mokoszy, gromu i ziemi.

Nie szukamy w tym momencie argumentów przeciw homoseksualistom, bo dla jednych są one oczywiste, a do innych nigdy nie dotrą. Nie rozumiemy jednak jak osoba, która żyje wbrew prawom tego mechanizmu widzi swoją rolę w Rodzimowierstwie. Wiara Przodków to życie, to rodzina, to pierwiastek męski i żeński oraz ich związek, którego owocem jest dziecko – nowe życie, nowe istnienie. Tak skonstruowany jest mechanizm wszechświata, na który rozważania polityczne i jakiekolwiek indywidualne zapatrywania nie mają wpływu. Zdać sobie sprawę z tego należy szczególnie dziś, kiedy tak ważne, fundamentalne kwestie zamiata się pod dywan w imię zapobiegania podziałom.

1508127_467328500046002_723875000_n

Na zakończenie chciałbym tylko nadmienić, że nie interesują nas komentarze o „dyskryminacji”, „homofobii” czy „zacofaniu”, które prawdopodobnie się pojawią, a które nie mają żadnego odniesienia do tych przemyśleń. Nie było celem tego artykułu szkalowanie kogokolwiek, „mówienie jak ma żyć” czy inne „wytykanie palcem”, a jedynie wskazanie, że Przyroda to przede wszystkim zestaw praw. Jest to tym smutniejsze, że właściwie tylko człowiek posiada umysłową zdolność do świadomego przeciwstawiania się Przyrodzie. W momencie kiedy robi to Rodzimowierca, dla którego stanowi ona rzekomo tak wielką wartość, jest to już nie tylko smutne, ale nosi znamiona zwykłej hipokryzji.  Rodzimowierstwo, jako ścieżka Bogów i Przodków, jest drogą do włączenia się w Przyrodę i jej taniec, zaś osoba dla której jest to szczególnie bliskie powinna po prostu być świadoma gdzie zaczynają się odstępstwa od tego mechanizmu.

Stąd właśnie, ostatecznie kwestią nie jest to, czy rodzimowierstwo powinno akceptować tzw. „mniejszości seksualne”, ale raczej to, do czego ich członkom właściwie jest potrzebna Rodzima wiara. I jest to temat dyskusji, którą chętnie podejmiemy.

Artykuł zainspirowały wypowiedzi i rozmowy rodzimowierców zasłyszane zarówno w realnym świecie, jak i Internecie.

Ziemisław i Dragomir

Powyższy tekst ilustrują następujące obrazy:

Witold Pruszkowski, „Przy studni (Umizgi)” 1882.

Andrej Szyszkin, „Kołysanka”.

Zobacz też:

30 Responses to “Moralność rodzimowiercy, cz. 1 – homoseksualizm”

  1. avatar Luty pisze:

    Jak zwykle w sedno.

    „Cz. 1” w tytule sugeruje, że szykujecie cykl wpisów. Czekam zatem na poruszenie kwestii narkotyków, a w szczególności wykorzystywania takowych podczas praktyk rodzimowierczych.

    • avatar Ziemisław pisze:

      Dzięki. Owszem, będą następne. W zamierzeniu wpisy miały być częściej, ale jest nas dwóch i robimy tysiąc innych rzeczy na raz, więc trochę nas to przerosło. Ale cykl będzie kontynuowany, już niebawem. Osobiście rozważałem poruszenie zarówno kwestii narkotyków, jak i przesadzania z alkoholem.

    • avatar Smoko pisze:

      Taaa. Co kiedy i ile… Nie żeby coś zmieniać ale zrozumieć.

  2. avatar Tomassus pisze:

    Podejmę dialog,
    szczerze mówiąc większość osób bez względu na wiarę wychodzi z założenia, aby nie wchodzić nikomu pod kołdrę. I jest to wporządku.

    Tylko należy zauważyć co innego, co nie było powiedziane powyżej, że przeciwnicy homoseksualizmu to przede wszystkim ludzie którzy walczą z agresywną propagandą pro-gejowską jaka jest w mediach.

    Ja sam jestem przeciwnikiem homoseksualizmu, ale mam znajomych którzy są homosiami, bi- i innymi których lubię, ich orientacja nie ma wpływu na stosunek koleżeński do nich. (chyba że dziewczyna jest lesbijką, to nawet nie ma co podbijać do takiej :p)

    Niestety w przestrzeni publicznej każdy kto jest przeciwnikiem homoseksualizmu, nazywany jest homofobem – co jest niewłaściwe i krzywdzące.

    Myślę że społeczność rodzimej wiary powinna kultywować płodność, w końcu tradycje i obrzędy temu sprzyjają. Ale ci co wierzą w rodzime bóstwa, a czują popęd do osób o tej samej płci są stworzeni do innych celów.

    Aha… na koniec… czasami zastanawiam się czy homoseksualizm, nie jest mylony z przyjaźnią połączoną miłością cielesną. Zgodnie z przysłowiem „Na bezrybiu i rak ryba.”

  3. avatar Angis pisze:

    Obraz rodzimej wiary, jaki wyłania mi się po przeczytaniu kilku wpisów, nie wygląda zachęcająco.
    Mam wrażenie, że autorzy tych tekstów są bardzo przekonani o słuszności i uniwersalności własnego stanowiska, choć w wielu środowiskach rodzimowierczych wciąż toczy się spór o kwestie moralne. Nie sądzę, by wszystko było tak proste i oczywiste, jak Państwo tutaj przedstawiają, dlatego pozwolę sobie na polemikę.

    „Z dymorfizmu płciowego wynikają najbardziej podstawowe fundamenty kultury. Podstawowym celem istnienia płci jest z kolei przedłużenie gatunku, a w perspektywie kulturowej – ekspansja rodziny, rodu, plemienia… Jednym słowem, zapewnienie sobie przyszłości.”

    Czy w takim razie Państwa zdaniem, głównym sensem istnienia człowieka (także jako wyznawcy rodzimej wiary) jest rozmnażanie się? Osoba, która z różnych przyczyn nie może posiadać potomstwa, jest duchowo skończona i nie ma szans na dalsze istnienie?
    Rozumiem zatem, iż uważają Państwo, że rodzimowierstwo jest religią zamkniętą nie tylko na mniejszości seksualne, ale także osoby bezpłodne. Nie wspominając o tych, którzy dzieci po prostu mieć nie chcą, bo wolą się spełniać na innych płaszczyznach (na których przecież również mogą być przydatni dla społeczności). Rozumiem, że według Państwa takie dusze skazane są na zagładę i niezależnie od czynów, jakich podejmują się podczas swojego życia, nie mają szans na, jak to określił autor wpisu „zapewnienie sobie przyszłości”, bo liczy się grupa, a nie indywiduum?
    Nie wiem w takim razie gdzie tu miejsce na indywidualizm i poszanowanie woli jednostki, które przyciągają do słowiańskiej wiary wiele osób zmęczonych chrześcijaństwem. Widać jedno od drugiego zbytnio się nie różni.

    Wracając jednak do samej kwestii homoseksualizmu, bardzo dziwią mnie fragmenty, w których twierdzą Państwo, że homoseksualizm jest nienaturalny i przeczy prawom przyrody. Tego rodzaju zachowania zdarzają się nie tylko wśród ludzi i nie stanowią żadnego zagrożenia dla całości gatunku. To się po prostu zdarza, to mniejszość. Tak było od zawsze, nie jest to wymysł naszych czasów. Współczesna „moda” na LGBT nie sprawi, że nagle wszyscy nagle przestaną interesować się przeciwną płcią. Piszą Państwo, że zdają sobie sprawę z tego, iż homoseksualizm się zdarza, ale jest to odstępstwo od normy. No dobrze. Co w związku z tym? Dlaczego każde odstępstwo od normy miałoby być przeciwstawieniem się prawom natury, a przyjmowanie w takim wypadku wiary przodków, hipokryzją?

    Nie rozumiem dlaczego osoba obdarzona potencjałem, kultywująca tradycję miałaby stracić prawo do nazywania się rodzimowiercą. Dlatego, że potencjalnie nie będzie miała dzieci? Podobnie, jak heteroseksualiści, którzy z przyczyn biologicznych nie mogą lub najzwyczajniej nie chcą mieć potomstwa. Niby dlaczego homoseksualny rodzimowierca miałby być w opozycji do doktryny? Czy dla Bogów ofiara otrzymana z rąk homoseksualisty będzie gorsza od tej, którą otrzyma od heteroseksualistów?
    Wydaje mi się, że warto dążyć do tego, by jednostki tworzące wspólnotę były silne, inteligentne, rozwinięte. Sądzę, że lepiej postawić na jakość, niż bez opamiętania płodzić dzieci tylko po to, by było nas więcej. Nie rozumiem gdzie tu w ogóle leży problem i co za różnica w którą stronę ktoś kieruje swoje popędy.

    Co w takim razie może zrobić jednostka homo lub biseksualna (nie wiem w czym przeszkadza to drugie, bo przecież biseksualiści mają możliwość rozmnożenia się), która jest bardzo uduchowiona, obdarzona silną wiarą i pragnie aktywnie tworzyć wspólnotę? Taka osoba jest wykluczona bez względu na wszystko? To dość katolickie.
    Skąd zresztą wiadomo, że potomek przykładnej, heteroseksualnej pary nie okaże się gejem? W takim przypadku koło się zamyka, bo przecież żaden z niego pożytek. :)

    • „Rozumiem zatem, iż uważają Państwo, że rodzimowierstwo jest religią zamkniętą nie tylko na mniejszości seksualne, ale także osoby bezpłodne”

      Najwyraźniej emocje wzięły nad Panią górę i zanim doczytała Pani tekst do końca już zaczęła z nim polemizować. Odsyłam do ostatnich akapitów.

    • avatar Ziemisław pisze:

      Mam wrażenie, że autorzy tych tekstów są bardzo przekonani o słuszności i uniwersalności własnego stanowiska, choć w wielu środowiskach rodzimowierczych wciąż toczy się spór o kwestie moralne

      Jesteśmy stroną w tym rzekomym sporze. A jaki jest cel zabierania głosu w sporze, jeśli nie uważa się swojego przekonania za słuszne, szczególnie posiadając argumenty dostarczane przez wieki ludzkiej kultury i samą Przyrodę?

      Czy w takim razie Państwa zdaniem, głównym sensem istnienia człowieka (także jako wyznawcy rodzimej wiary) jest rozmnażanie się? Osoba, która z różnych przyczyn nie może posiadać potomstwa, jest duchowo skończona i nie ma szans na dalsze istnienie?

      Z pewnością będzie miała problem z przekazaniem swoich genów. Jeśli z tekstu wywnioskowała natomiast pani, że uważamy za sens istnienia rozmnażanie, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. Oczywiście, z punktu widzenia biologii innego sensu życie właściwie nie ma i każdy człowiek odczuwa to na poziomie właśnie biologicznym. Ale nie o tym pisaliśmy.

      Rozumiem zatem, iż uważają Państwo, że rodzimowierstwo jest religią zamkniętą nie tylko na mniejszości seksualne, ale także osoby bezpłodne.

      Normalne społeczeństwa nie uznają czegoś takiego jak „mniejszości seksualne” więc proszę darować sobie tę nowomowę. Tak bezpłodność jak i zaburzenie popędu płciowego (którym jest m.in. tzw. homoseksualizm) są schorzeniami do leczenia, nie do budowania na nich ideologii.

      Nie wspominając o tych, którzy dzieci po prostu mieć nie chcą, bo wolą się spełniać na innych płaszczyznach (na których przecież również mogą być przydatni dla społeczności). Rozumiem, że według Państwa takie dusze skazane są na zagładę i niezależnie od czynów, jakich podejmują się podczas swojego życia, nie mają szans na, jak to określił autor wpisu „zapewnienie sobie przyszłości”, bo liczy się grupa, a nie indywiduum?

      Generalnie ludzie mogą degenerować się do woli, jeśli o nas chodzi. Wspólnoty rodzimowiercze nie muszą tego tolerować, ani osoby takie nie muszą się do nich na siłę pchać. Uniwersalnych wartości ludzkich nie ustanawiamy akurat my.

      Nie wiem w takim razie gdzie tu miejsce na indywidualizm i poszanowanie woli jednostki, które przyciągają do słowiańskiej wiary wiele osób zmęczonych chrześcijaństwem. Widać jedno od drugiego zbytnio się nie różni.

      A co nas obchodzi „indywidualizm i poszanowanie jednostki”, szczególnie, że na przestrzeni wieków rozwoju ludzkości taka rzecz w ogóle nie istniała, bo nie przedstawia żadnej realnej wartości? Nikt niczego nikomu nie zabrania, ani nie narzuca. Jak się nie podoba, to zawsze można się pobawić w tolerancyjny islam albo inne new age. Najwięcej problemów z „wolnością i poszanowaniem jednostki” mają ci, którzy sami je sobie wyszukują, albo wierzą w jakieś wyimaginowane prawa. Chrześcijaństwo nas nie interesuje, natomiast nie z nim jednym dzielimy uniwersalne i STARSZE NIŻ ONO wartości.

      Dlaczego każde odstępstwo od normy miałoby być przeciwstawieniem się prawom natury, a przyjmowanie w takim wypadku wiary przodków, hipokryzją?

      Ponieważ zjawisko homoseksualizmy w Przyrodzie jest zaledwie patologią, natomiast w kulturze ludzkiej – przemyślaną ideologią, za którą idą konsekwencje społeczne, kulturowe i biologiczne. Z kolei Wiara Przodków JEST normą, nie odstępstwem od niej.

      Nie rozumiem dlaczego osoba obdarzona potencjałem, kultywująca tradycję miałaby stracić prawo do nazywania się rodzimowiercą. Dlatego, że potencjalnie nie będzie miała dzieci? Podobnie, jak heteroseksualiści, którzy z przyczyn biologicznych nie mogą lub najzwyczajniej nie chcą mieć potomstwa. Niby dlaczego homoseksualny rodzimowierca miałby być w opozycji do doktryny? Czy dla Bogów ofiara otrzymana z rąk homoseksualisty będzie gorsza od tej, którą otrzyma od heteroseksualistów?
      Wydaje mi się, że warto dążyć do tego, by jednostki tworzące wspólnotę były silne, inteligentne, rozwinięte. Sądzę, że lepiej postawić na jakość, niż bez opamiętania płodzić dzieci tylko po to, by było nas więcej. Nie rozumiem gdzie tu w ogóle leży problem i co za różnica w którą stronę ktoś kieruje swoje popędy.

      Naprawdę, niechże pani przeczyta tekst jeszcze raz. Co pani z tą bezpłodnością? Ktoś ją tu szkaluje? Bezpłodność nie jest przemyślanym aktem działania, jw odróżnieniu od homoseksualizmu (tak, wiem, napisze pani zaraz, że jest wrodzony, a innym razem – że nabyty, jak to zwykle czynić jego zwolennicy zależnie od kontekstu dyskusji), tematu ofiary nie poruszaliśmy. Mówimy przede wszystkim o konsekwencjach ludzkich. A jeśli wspólnota stawia na jakość, bez zważania na ilość, to nigdy nie przetrwa. I tyczy się to zwłaszcza rodzimowierstwa, gdzie młode pokolenie jest stosunkowo nikłe.

      Co w takim razie może zrobić jednostka homo lub biseksualna (nie wiem w czym przeszkadza to drugie, bo przecież biseksualiści mają możliwość rozmnożenia się), która jest bardzo uduchowiona, obdarzona silną wiarą i pragnie aktywnie tworzyć wspólnotę? Taka osoba jest wykluczona bez względu na wszystko? To dość katolickie.
      Skąd zresztą wiadomo, że potomek przykładnej, heteroseksualnej pary nie okaże się gejem? W takim przypadku koło się zamyka, bo przecież żaden z niego pożytek

      Jeśli o mnie chodzi, może robić sobie co chce. My nie musimy tego ani tolerować, ani tym bardziej akceptować.

      • avatar Citr pisze:

        Dlaczego każde odstępstwo od normy miałoby być przeciwstawieniem się prawom natury, a przyjmowanie w takim wypadku wiary przodków, hipokryzją?
        Ponieważ zjawisko homoseksualizmy w Przyrodzie jest zaledwie patologią, natomiast w kulturze ludzkiej – przemyślaną ideologią, za którą idą konsekwencje społeczne, kulturowe i biologiczne. Z kolei Wiara Przodków JEST normą, nie odstępstwem od niej.

        Popieram zadane pytanie, a odpowiedz chyba nie zostala przemyslana. Czy Przyroda tworzy patologię, jeżeli tak to sie Panów zdaniem sie myli i sama popelnia blad? Z tego, co zostalo napisane „rodzimowierstwo wywodzi się wprost z obserwacji natury”, wiec jest homoseksualizm jest obecny w naturze, znaczy ze jest naturalny, a nie patologiczny. Stawiaja sie Panowie ponad przyrodą, zeby decydowac, ktore jej dzialania sa sluszne?
        Popieram to, co napisala Pani Magdalena ponizej. Jezeli Przyroda stwarza ludzi homoseksualnymi od czasow pierwotnych to znaczy, ze ma dla nich zadania do wykonania w spoleczenstwie i to raczej nie do Panstwa nalezy decydowanie o tym…

        • avatar Beata pisze:

          I właśnie z tym poglądem się zgadzam. Rodzimowierstwo dla mnie jest zbiorem wszystkiego co daje nam przyroda z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. I jeśli stworzyła homoseksualizm to zaakceptujmy to i zastanówmy się jak go wykorzystać z pożytkiem dla wszystkich. Nie odrzuvajmy homoseksualizmu dla zasady, bo to domena chrześcijan i prawicowców.

    • avatar Kasienka pisze:

      Wydaje mi sie ze Angis w paru punktach nie zrozumiala tego artykulu. W artykule nie zostalo powiedziane, ze wykluczane beda osoby bezplodne. Jesli tak Angis mysli to chyba nie wie jak funkcjonowaly spolecznosci, w staroslowianskich grupach, narodach itp. nie istnial indywidualizm, to sa spolecznosci kolektywne. Wiec nie ma co sie denerwowac, bo indywidualizm, egomanizm, narzyzm, egoismus nie istnialy w przeszlosci w takich ugrupowaniach. Dlatego tez moge zrozumiec dlaczego tak wiele ludzi ma dosc i szuka czegos nowego albo starego. Kobiety bezplodne sa jak najbardziej wartosciowe z wielu powodow, jednym przykladem jest sytuacja gdy niektore matki umieraja przy porodzie albo z innych powodow, wtedy np. kobiety bezplodne moga adoptowac osierociale dzieci.

  4. avatar peredryk gamoń pisze:

    Tekst poniekąd ciekawy, wnioskowania i argumentacja przeprowadzone spójnie… brak mi jednak próby wnikliwszego odniesienia się do kwestii

    „Nie rozumiemy jednak jak osoba, która żyje wbrew prawom tego mechanizmu widzi swoją rolę w Rodzimowierstwie.”

    tj. nie widze próby zrozumienia, a faktycznie tylko stwierdzenie, że takie rozumienie nie jest autorowi dostępne. Co bowiem z właściwymi różnym regionom kulturowym przykładami rodzimych wierzeń, które miejsce dla takich osób znajdują? Przy czym nie chodzi o żadne współczesne swobodne interpretacje, ale przeciwnie – dobrze udokumentowane żywe (tj. nie rekonstruowane) kultury plemienne. U Indian Zuni na przykład, także u wielu plemion Prerii, osoby transeksualne jak najbardziej miały swoje miejsce. Ci ciekawe: nikt nie twierdził, że są to osoby „normalne”, przeciwnie: to właśnie ich nienormalnośc była interpretowana jako oznaka wybrania przez świat duchów do pełnienia specjalnych ról w życiu społecznym i – w szczegolności – religijnym. Warto przy tym odnotować, że gdy u ludów rolniczych transseksualiści cieszyli sie z reguły jednoznacznym szacunkiem, o tyle o bardziej wojowniczych, półkoczowniczych plemion Prerii powszechniejsze było jednak ambiwaletne ich traktowanie, czyli z jednej strony respekt wobec osoby dotkniętej przez Transendencję, z drugiej zaś – kpiny, pewne lekceważenie, nikt też raczej nie marzył o tego rodzaju karierze. Do czego jednak zmierzam: czy nalezy wyciagnąć z tego wniosek, iż te ludy pod każdym innym opisywanym względem tak bliskie naturze, postrzegające siebie jako jej element, dążące do jak najpełniejszej z nią harmonii, ujawniały w ten sposób jakiś fundementalny defekt całej swojej kultury, jakąś degenerację… czy może miały w tym jednak swoją rację i sens?

  5. avatar termos pisze:

    Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Autorzy jednak przedkładają swoje osobiste „lubienia” i „nielubienia” nad solidną refleksję. Mam przy tym wrażenie że powielacie błędy katolickich doktryniarzy. Odpowiedź na każde pytanie, formuła na każdą wątpliwość. Dużo o wspólnocie, rodzinie … problem w tym, że i wspólnotę i rodzinę tworzą jednostki i indywidualności, czy się to komuś podoba czy nie. I dlatego indywidualnie powinno się do każdej tego typu sprawy podchodzić. Nawet uniwersalne i prastare wartości do których jeden z Panów się odnosi nie są tak jednoznaczne jak chcieliby Autorzy. Co do miejsca homoseksualistów we wspólnocie – no cóż, jak sądzę jeśli ktoś wyznaje się na leczeniu a mnie akurat dręczy choroba to guzik mnie obchodzi z kim lekarz dzieli życie, byle mnie wyleczył. Co do prokreacji zaś – gwarantuję że homoseksualizm nie powoduje obumarcia plemników ani komórek jajowych. Zwłaszcza w przypadku kobiet nie wpływa na biologiczną potrzebę macierzyństwa, realizowaną bez większego rozgłosu. Oczywiście inną kwestią jest przywleczona z Zachodu moda na kretyńskie parady, ale te akurat nie wzbudzają entuzjazmu nawet u znamienitej większości osób homoseksualnych płci obojga. Pozdrawiam, tuż przed Dziadową rodzinną wieczerzą.

  6. avatar Agnus deorum pisze:

    Patrzcie, a już zaczynało mi się rodzimowierstwo podobać… Ale z kimś, kto pisze „A co nas obchodzi ‚indywidualizm i poszanowanie jednostki’, szczególnie, że na przestrzeni wieków rozwoju ludzkości taka rzecz w ogóle nie istniała, bo nie przedstawia żadnej realnej wartości”, to ja jednak nie mam o czym rozmawiać. I to niezależnie od Panów dosyć ciaśniutkich poglądów na homoseksualizm.

  7. Hmm… Nie ukrywam, że powyższy artykuł przeczytałam z pewnym zdziwieniem. Odniesienia do Przyrody i tego co jest w niej naturalne lub nie, wydają mi się bardzo uproszczone.
    Weźmy na przykład takie wilki. Żyją one w dobrze zorganizowanych grupach społecznych (watahach), złożonych z osobników silnych, zdrowych (tu pomaga selekcja naturalna) i ma się rozumieć płodnych. Jednakże tylko dwa najsilniejsze wilki w całej watasze mają potomstwo. Cała reszta (choć nie jest homoseksualna) wspomaga parę alfa w wychowaniu potomstwa. Trudno jest określić zachowanie wilków nienaturalnym.
    Zastanawiam się, czy pokora wobec darów Bogów nie byłaby na rodzimowiercy postawą bardziej właściwą? Być może jesteśmy po prostu zbyt prości, zbyt uwikłani w naszą codzienność (jakże odległą od świata, w którym żyli nasi słowiańscy przodkowie), aby dostrzec naturalność i normalność zachowań dla nas niezrozumiałych.
    Dla orłów naturalne jest zabijanie piskląt, aby umożliwić przeżycie najsilniejszemu.
    Dla wilków naturalne jest powstrzymanie się od prokreacji, aby umożliwić parze alfa wychowanie najsilniejszych szczeniąt.
    Być może dla ludzi naturalne (choć nie powszechne) jest zainteresowanie inną płcią – życie w szczęśliwym związku, bez obarczania się brzemieniem potomstwa, co, nie oszukujmy się, zwiększa produktywność i dyspozycyjność jednostki w społeczności.

  8. avatar Nastii pisze:

    Jestem patriotką, czczę starych Bogów, czuję bliskość natury. Mam w sobie psychologicznie zarówno pierwiastek męski jak i żeński. W naturze nie istnieje 100%.

    Kocham kobietę, jestem kochana przez kobietę. Balansuje mnie. Ma inne cechy męskie i inne żeńskie niż ja.

    Są mężczyźni, którzy mi się podobają, ale nigdy mężczyzny nie pokochałam. Przynajmniej nie w taki sposób.

    Mogę mieć dzieci, nikt mi tego nie zakazał w żaden sposób. Ba! Chcę mieć dzieci, instynkt macierzyński świruje mi od lat. Ale nie muszę rodzić. Jest wystarczająco porzuconych dzieciaków, którymi można się zaopiekować. Tak – to jest ta właśnie społeczna przydatność dla ogółu.

    Dla osób hetero jestem też „tłumaczem między-płciowym”. Totalnie zarówno kobiety jak i mężczyźni mają problem ze zrozumieniem się nawzajem w miejscach, gdzie dla mnie wszystko jest oczywiste. Nie mam problemu przyjaźnić się zarówno z mężczyznami jak i z kobietami bez efektu „friend-zone”. Balansują mnie we mnie. Znajduję wewnętrzną harmonię i równowagę właśnie dzięki nim.

    Najbardziej we wszystkich dyskusjach denerwujące jest skupienie na gejach. A co z nami? Kobietami, które przecież od milionów lat zajmują się potomstwem. Ale, słychać tylko ZAKAZ ADOPCJI DLA PEDAŁÓÓÓÓÓÓÓW.

    Nie uważam się niepotrzebna społecznie. I mimo, że póki co dzieci nie mam, będę mieć, bo mam naprawdę duże pokłady miłości i wiedzy, które chcę przekazać dalej. Geny dla mnie są mniej istotne.

  9. avatar Witbor pisze:

    Homoseksualizm na pewno nie jest czymś co powinno się propagować tak jak widać w niektórych „postępowych” krajach, gdzie karmi się dzieci informacją o związkach homo w celu przyzwyczajenia ich i rozwinięcia „tolerancji”. Rodzimowiercy powinni zachować zimną krew i starać się nie wpuszczać tego typu rzeczy do swoich kręgów.

  10. avatar Anonymous pisze:

    Homoseksualizm u zwierząt nie jest tak całkiem niespotykany. Zachowania takie zaobserwowano do tej pory u ponad 1500 żyjących na wolności gatunków, a zjawisko to dobrze udokumentowano u ponad pięciuset z nich.Np. samice hien posiadają bardzo duże łechtaczki. Nie są żadnym odstępstwem od normy przypadki kopulacji dwóch samic. Samce lwów gwałcą swoich rywali, by dobitniej okazać swoją dominację. U bizonów amerykańskich częste są przypadki łączenia się w pary osobników tego samego gatunku (częściej samców niż samic).

    Mogę wyliczać w nieskończonczoność, ale nie w tym rzecz. W przeciwieństwie do słów autorów, homoseksualizm u zwierząt nie jest sporadyczny, czy też nienormalny. Na pewno nie jest dominujący, ale to tak jak u człowieka. Występuje u mniej więcej podobnego odsetka zwierząt jak u ludzi, a to że tych osobników jest tam mniej niż u ludzi, jest kwestią tego, że ludzi jest ponad 7 miliardów, a np. lwów ok 25000.

    Z naukowego, a także biologicznego punktu widzenia istnienie tych osobników (bez względu na gatunek) ma duże znaczenie, zwłaszcza w przypadku bardzo liczebnych populacji. Blokują oni do pewnego stopnia nadmierny przerost liczebności. Taki, gdyby wystąpił, w rezultacie doprowadziłby do całkowitego wymarcia populacji (były w tym zakresie prowadzone badania na szczurach – eksperyment Calhouna). Z biologicznego punktu widzenia lepiej jest poświęcić pewną pulę genów niż całą populację.

    Podobnie jak autorzy, nie stawiam tezy, jednak w opozycji do nich przedstawiam fakty poparte badaniami naukowymi, nie opinie. Możecie mnie teraz zlinczować etc, ale to już świadczy tylko o was. Możecie we mnie rzucać PRAWAMI, ale widać,nie tylko człowiek je łamie, a kwestia samoświadomości zwierząt od wieków jest kwestią sporną. I tak, w tym ostatnim akapicie pozwoliłem sobie na przedstawienie własnego punktu widzenia, lecz tylko tutaj.

    Wnioski do wysnucia pozostawiam wam,

  11. avatar Wiedmir pisze:

    Autor zdrowo się zagalopował w swoich purytańskich etycznych wywodach, homoseksualizm nie jest kwestią moralną, ponieważ przyroda nie dała homoseksualistom wyboru, urodzili się z taką preferencją seksualną i już. Brak wyboru niweczy sens oceny moralnej, równie dobrze autor może zarzucać niemoralność kleszczom wysysającym krew, a na dodatek zarażającym chorobami. Teza, że „podstawowym celem istnienia płci jest z kolei przedłużenie gatunku” jest mocno naciągana, ponieważ zdecydowana większość istot żywych na tej planecie doskonale rozmnaża się bezpłciowo. Zróżnicowanie płciowe, za które płaci się przy okazji sporą cenę (dymorfizm i dobór płciowy sporo energii kosztuje), jedynie zwiększa szansę na zróżnicowanie genetyczne, niejako przyspieszając zmienność ewolucyjną, ale nie zawsze się to biologicznie opłaca. Nawet gdyby uznać, że płeć i związana z nią zmienność zawsze jest korzystna, to niby jak homoseksualizm temu szkodzi? Przecież homoseksualiści rozmnażają się płciowo (ich komórki rozrodcze tak samo, jak u hetero przechodzą mejozę), a nie przez klonowanie. Większość z nich chce mieć dzieci i ma dzieci. Autor podąża wyraźnie tokiem katolickiej propagandy, która bałamutnie głosi, jakoby homoseksualizm niweczył prokreację, a to bzdura. Nawet gdyby homoseksualiści nie mieli dzieci (a przeważnie mają), to i tak mogą być przydatni w opiece na dziećmi bliskich osób, realizując tzw. altruizm krewniaczy, który sprzyja przetrwaniu grupy. Tak z resztą socjobiologia tłumaczy fakt przetrwania homoseksualizmu, którego dobór naturalny od pokoleń bynajmniej nie wyeliminował. A skoro jest rzekomo aż tak szkodliwy dla przetrwania, to już dawno powinien zaniknąć. Że już nie wspomnę o wszechmocnym bogu (bogach), którzy tolerują tych zdegenerowanych homosi i odradzają w kolejnych pokoleniach w zastraszającej ilości ok. 6-10 % populacji ludzkiej :)
    Pomaganie rodzinie, to normalna strategia u zwierząt społecznych, choćby psowatych, u których w stadzie rozmnaża się ledwie kilka par, czasem nawet tylko jedna. Reszta samic i samców pomaga odchować szczeniaki, sama nie przystępując do rozrodu.
    A na koniec przesłanka antropologiczna na rzecz tego, że autor się jednak myli – zdecydowana większość kultur przed i poza chrześcijańskich akceptuje homoseksualizm, praktycznie nie jest w nich problemem. Bardzo mało prawdopodobne, żeby pogańscy Słowianie mieli inne poglądy w tej kwestii, skoro nie mieli okazji przeczytać w świętej księdze:
    „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.” (Kpł 20; 13-14)
    Tym bardziej że świat przyrody, którego dawni Słowianie na pewno byli uważnymi obserwatorami, dostarczał im zupełnie innych wzorców.

    • avatar Duchtynia pisze:

      Chciałoby się wejść w polemikę, a już w pierwszym zdaniu pada stwierdzenie, że „urodzili się tacy”, a pod koniec następuje (a jakże by inaczej!) prztyczek sugerujący „katolstwo” co eliminuje Wiedmira jako pretendenta do poważnej rozmowy na temat zjawiska.

  12. avatar wizun pisze:

    Problem polega raczej nie na tym czy homoseksualizm jest – tylko czy osoby z takimi skłonnościami są dopuszczane do obrzędów.

    Wierzenia przodków były dwojakie:

    – kolektywne (wspólnota gminna, rodowa, opolna) – w ramach lokalnej grupy społecznej

    – zindywidualizowane (wędrownych dziadów, guślarzy, wędrownych pasterzy, pustelników, babek-zielarek, wędrownych grajków/bardów) – żyjące w większej mierze poza społecznością lub na jej uboczu.

    Często zapomina się o takim właśnie dwutorowym rozwoju duchowym człowieka w religiach rodzimych.

    Współcześnie powinniśmy zwrócić także na to uwagę. Jeśli coś występuje w przyrodzie ale w sposób ideowy zagraża społeczności to może być przez tą społeczność odsunięte – ma prawo zmierzać własną drogą. Jeśli zaś nie jest ostentacyjnym manifestem idei LGBT i przez osoby homo nie jest propagowane w grupie – to w czym jej zagraża? wszystko zależy od indywidualnego przypadku.

    • avatar Duchtynia pisze:

      Wydaje mi się, że nie tylko my podkreślaliśmy właśnie, że kwestią nie jest „czy homoseksualista może być Rodzimowiercą?” ale raczej „Do czego Rodzimowierstwo potrzebne homoseksualiście” oraz „czy wspólnota ma taką osobę tolerować tylko ze względu na jej przypadłość oraz ewentualne społeczne konsekwencje późniejszych zarzutów o rzekomą nietolerancję”.

  13. avatar Koliber pisze:

    dawno nie czytałem tylu bzdur i pseudonaukowych wywodów w jednym miejscu, do tego po raz kolejny próbujących dzielić rodzimowierców na lepszych i gorszych lub wręcz próbujących dyktować, kto ma prawo mienić się rodzimowiercą. I tak:
    1. „W dyskursie rodzimowierczym oraz częściej pojawiają się jednostki, a nawet wspólnoty „otwarte”, dla których homoseksualizm jest nie tylko kwestią prywatną, ale po prostu „światopoglądem” lub „stylem życia”.” – KONKRTNIE, dla których to wspólnot rodzimowierczych „homoseksualizm jest „światopoglądem lub stylem życia”? Bo to, że dla niektórych „jest kwestią prywatną” to akurat (szczególnie w myśl zasady żyj jak chcesz bylebyś przy tym nie krzywdził innych) naturalne.
    2. Bardzo proszę by autorzy wyraźnie zdefiniowali co rozumieją przez „Prawo Przyrody” tudzież „Prawo Natury” oraz wyraźnie wskazali różnice z „Prawem naturalnym”.
    3. „naszym zdaniem, rodzimowiercy nie powinni temu trendowi ulegać” – moim zdaniem, każdy rodzimowierca powinien się zająć własnym życiem seksualnym.
    4. „w debacie publicznej temat ten nabrał charakteru politycznego” – skoro tak, to co do tego ma kwestia wyznaniowa?
    5. „ciężko uznać homoseksualizm za normę” – a kto uznaje? I na jakich zasadach? Konkretnie?
    6. „Zwracamy jedynie uwagę, że jest to odstępstwo od praw Przyrody” – jak wyżej p. pkt. 2.
    7. „warto zauważyć, że jest wówczas klasyfikowane jako odstępstwo od normy i pojawia się w określonych warunkach” – to że coś nie jest powszechne, czy jak ktoś woli „normą”, nie znaczy jednocześnie, że jest „wbrew naturze”. Nie róbcie prostytutki z logiki.
    8. „Nie szukamy w tym momencie argumentów przeciw homoseksualistom, bo dla jednych są one oczywiste, a do innych nigdy nie dotrą.” – przekonanych nie potrzebujemy przekonywać, a nieprzekonanych nie przekonamy? To poco pisać te dyrdymały? Może sobie raczej panowie jakąś babę znajdą zamiast niezdrowo fascynować się homoseksualizmem? Czyżby kryptogeje, czy tylko kryptokatole?
    9. „Nie rozumiemy jednak jak osoba, która żyje wbrew prawom tego mechanizmu widzi swoją rolę w Rodzimowierstwie.” – bardzo prosto – szczególnie np. jeśli gej wnosi do społeczności rodzimowierczej i robi dla kontynuacji, umocnienia i krzewienia rodzimej wiary znacznie więcej niż np. cała rzesza internetowych pieniaczy potrafiących jedynie wykrzykiwać „sława” przy ognisku.
    10. „Tak skonstruowany jest mechanizm wszechświata” – mocarze… 😛

    PS. Może być jako 11. Jako osoba heterosekualna nie mam przeciwko osobom homoseksualnym. W przypadku facetów więcej babeczek dla nas. W przypadku kobiet… a jakoś jeszcze mniej mi przeszkadzają.

  14. avatar Wiedmar pisze:

    Generalnie zgadzam się. Nie rozważam czy to dobre, czy godne potępienia bo na niektóre sprawy człowiek nie ma wpływu i Natura obdarza go pewnymi cechami. Jednak, to co nie jest normą NIE JEST NORMALNE – nie znaczy to, że ma spłonąć na stosie. Nie oznacza też, że zachowanie nie będące normą jest chorobą czy dewiacją ale nadal NIE JEST NORMALNE – jest NIEZGODNE z NORMĄ. I tyle. Mam upodobanie w płci przeciwnej, ale nie mam też zamiaru nikogo pacyfikować z powodu jego odmiennych poglądów na ten temat, z tym, że również wolałbym nie być zmuszany do „lubienia” czegoś co nie tkwi w mojej naturze. Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem sens artykułu?

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.