search
top

Moralność rodzimowiercy, cz. 2 – aborcja

Kiedy człowiek „staje się” człowiekiem? Kiedy otrzymuje duszę? Jak widzieli to dawni Słowianie? To niektóre z zagadnień kluczowych w kwestii wypracowania rodzimowierczego stanowiska na temat aborcji.

Stosunek do przerywania ciąży jest kolejnym zagadnieniem budzącym kontrowersje w debacie publicznej. Zwolennicy wykazują się przy tym niesłychaną hipokryzją, kiedy to niejednokrotnie ubolewają publicznie nad losem zwierząt czy też stają się promotorami  wegetarianizmu, jednocześnie odmawiając prawa do życia człowiekowi w nieco wcześniejszym stadium rozwoju niż noworodek, mówiąc o tym tak jakby jego usunięcie (sic!) było rodzajem ostatecznej formy antykoncepcji. Problem jedynie w tym, że antykoncepcja ma zapobiegać, a nie niwelować skutki.

Zacznijmy od początku. Czy płód jest człowiekiem? Odpowiedź na to pytanie budzi dziś skrajne i zupełnieemocje. Również wśród naszych przodków nie była to prosta kwestia. W pierwotnej wspólnocie pierwsze, „tymczasowe” imię (właściwe nadawano w czasie postrzyżyn czy kosoplecin) nadawano dziecku dopiero po sześciu tygodniach życia (o czym pisał chociażby A. Szyjewski w swojej pracy „Religia Słowian”). Można w tym miejscu zatrzymać się i stwierdzić, że to ostateczny argument „ZA”, ostatecznie odczłowieczający płód. Proponujemy jednak przyjrzeć się tej sprawie bliżej, bo takie stwierdzenie nosi po prostu silne znamiona ignorancji.

1475872_427672943999733_208303378_n

Po pierwsze -jako rodzimowiercy, chyba wszyscy zgodnie, uznajemy istnienie duszy, która posiadającej zdolność reinkarnacji. Niezależnie, czy za Przodkami uznajemy, że składa się ona z kilku aspektów (dusza-dech i dusza-jaźń) czy nie (dusza jednorodna), rozumiemy, że zachodzi fakt jej wędrówki. Dziecko, nowy członek rodziny i wspólnoty, potencjalnie nosić więc będzie w sobie jakąś część duszy swojego Przodka. Pytanie – czy zatem ów fakt nie jest wystarczającym powodem, aby uświęcić nowe życie? Ponadto, warto również zwrócić uwagę, że płód poroniony czy spędzony nabiera specyficznych właściwości (porońce, kłobuki), nie zawsze jednoznacznie dobrych lub złych. Z drugiej strony wskazać można na bliski związek małych dzieci z Nawią, jako istot powiązanych z wodą i będących niejako jedną nogą we „wcześniejszym” świecie. Co jednakże wzmacnia jedynie poczucie świętości najmłodszych, również tych, którzy na świat dopiero przyjdą: jako nowych w świecie Jawii należy ich chronić i pozwolić w pełni do niego przejść, aby mogli żyć, rozwijać się, wreszcie – kontynuować tradycje. Z przekazów wiemy także, że kobietę w ciąży uważano za noszącą w sobie dwie dusze. Tak więc nawet jeśli do pewnego stopnia przyjmiemy liberalną teorię o „potencjalnym człowieku”, to moment faktycznie zapłodnienia rozpoczyna proces, którego efektem końcowym jest powstanie człowieka pełnego. Celowe i świadome zatrzymanie tego procesu pozbawia nas nie tylko tego czym rozwijające się dziecko jest w danym momencie, ale także tego czym kiedykolwiek będzie mogło się stać.

Jednocześnie zwolennicy aborcji chętnie podnoszą argument  o „nieupieczonym chlebie” , wedle których dziecko przed urodzeniem lub np. przed osiągnięciem danego miesiąca ciąży nie jest człowiekiem, a jedynie zygotą, zlepkiem komórek czyli właśnie „nieupieczonym chlebem”. Patrząc racjonalnie, dziecko tydzień przed porodem jest na takim samym stopniu rozwoju, co po porodzie. Dziecko pod koniec drugiego miesiąca ciąży nie różni się od dziecka rozpoczynającego trzeci miesiąc życia pod sercem matki  w sposób pozwalający na stwierdzenie z pełną odpowiedzialnością „wczoraj nie był to człowiek, dziś jest”. A jednak dyskurs w tej sprawie przybiera coraz radykalniejsze formy, nurzając się w oparach absurdu, kiedy to kwestię życia ŻYWEJ ISTOTY sprowadza się do „prawa człowieka” matki, odmawiając człowieczeństwa istocie ludzkiej w jej łonie. A skoro „prawa człowieka”, to czemu odmawiamy ich dziecku w łonie matki? To proste: gdyż lansuje się pogląd, iż człowiek to w istocie nie jest. Reszta jest tragiczną konsekwencją. Szczytem cynizmu jest zresztą nazywanie pozbawienie tej istoty życia „prawem reprodukcyjnym” i przypomina to celowe odwracanie terminologii znane z Orwella, gdzie na przykład organ zajmujący się wojną zwał się szumnie Ministerstwem Pokoju.

Podsumujmy – jak więc konkretnie do tematu powinni odnieść się rodzimowiercy? Podejdźmy do tego trójstopniowo, patrząc na kwestię z perspektywy biologicznej, duchowej oraz kulturowej.

W pierwszym przypadku stanowisko rodzimowierstwa powinno być zgodne z poglądem naukowym: człowiek jest człowiekiem od poczęcia do śmierci. Zapłodnienie komórki jajowej przez plemnik powoduje powstanie NOWEGO ŻYCIA, które nie istniało przedtem. Ma ono swój unikalny kod genetyczny i za kilka tygodni zacznie nabierać kształtów i cech istoty ludzkiej. Dyskusja, czy jest to zaledwie zlepek komórek czy nie, nie ma tu większego sensu: jest to człowiek na najniższej fazie rozwoju, która stanowi zapowiedź powstania pełnoprawnej, świadomej istoty ludzkiej. Z takiego też powodu owo życie powinno być chronione, nie zaś traktowane jak „potencjalny człowiek” czy też komórka. Wspomniano o tym w pierwszej części artykułu. Zapłodnienie zapoczątkowuje ludzkie życie, nawet jeśli miałoby się ono zakończyć z jakiegoś powodu przed 9 miesiącem ciąży.

Jak już wspominano wyżej, rodzimowierstwo uznaje istnienie duszy. Interpretacje różnią się, ale chyba jedną z najpopularniejszych (i najmocniej osadzoną w indoeuropejskim rdzeniu) jest ta mówiąca o dwóch aspektach duszy. Duszę-dech dziecko wchłania wraz z pierwszym oddechem. Dusza-jaźń natomiast odradza się. Dlatego też nie ma żadnych podstaw, by dla pojawienia się duszy-jaźni wyznaczyć moment inny, niż poczęcie. Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że ciężarna kobieta nosi w sobie powracającego Przodka. Jeśli jednym z filarów Rodzimowierstwa jest kult Przodków, to konkluzja jest jasna.

Perspektywa kulturowa oczywiście wiąże się bezpośrednio z poprzednimi dwiema. Dzieci – to przyszłość. To rozwój wspólnoty i jej zabezpieczenie. Szczególnie dziś, w czasach gdy europejskie wspólnoty narodowe stanowią oblężone twierdze, a ich dzietność jest znikoma, każde nowe życie jest na wagę złota. Abstrahując od warunków ekonomicznych mogących mieć negatywny wpływ na „opłacalność” posiadania potomstwa (skądinąd jednak bogate państwa Zachodu, gdzie problem finansowy nie występuje, dzietność mają równie mizerną!), należy pamiętać, że pierwszą i najważniejszą działalnością na rzecz zachowania wspólnoty i jej tożsamości jest – a jakże – posiadanie przez nią młodej generacji. Bez dzieci, którym można by przekazać jego spuściznę, również rodzimowierstwo skazane jest na zagładę.

Dlatego właśnie, rodzimowiercy, stojąc na stanowisku poszanowania Przyrody i jej praw, powinni być całkowicie przeciwni zabijaniu ludzi na wczesnym etapie rozwoju, szczególnie, że nie potrafią oni nawet stanąć w swojej obronie, ani nie są świadomi, co się z nimi dzieje. Kwestie chorób płodu czy ciąży z gwałtu należy traktować równie jasno: leczyć przyczynę, nie skutki. Winę za gwałt ponosi gwałciciel, nie dziecko. Winę za chorobę ponoszą geny lub czynniki zewnętrzne, nie dziecko. Natomiast winę za śmierć, zawsze ponosi ten, kto dziecko na nią skazał.

Zobacz też:

30 Responses to “Moralność rodzimowiercy, cz. 2 – aborcja”

  1. avatar Alex pisze:

    Czyli de facto nic nie różnicie się w tej kwestii od ortodoksyjnych katolików. Być może dlatego, że kilkaset lat katolicyzmu zrobiło już potężny wyłom w słowiańskich duszach, na tyle duży, że słowiańska wolność nawet u rodzimowierców (niby kultywatorów tradycji) ginie pod butem religijnego fanatyzmu!

    „Leczyć przyczynę, a nie skutki?”- dobre sobie. To już się stało, jest nieodwracalne. Przyczyna była i już jej nie ma, został tylko skutek, który czasem jest niepożądany.
    Poza tym z jakiej niby racji trzeba skazywać nieuleczalnie chore dziecko na wieczne, niemożliwe do ukojenia cierpienia? Dlaczego zgwałcona 14-stolatka musi cierpieć podczas porodu i być obciążona wychowaniem dziecka sprawcy?

    No i wreszcie co z przypadkiem, gdy rozwój płodu zagraża życiu matki- ratować matkę, czy może po katolicku nie robić nic, czyli zabić obu???

    Ciała macie wolne, dusze już częściowo słowiańskie, ale umysł nadal mocno przybity do krzyża, przez co wszystko interpretuje po katolicku!

    Troszkę humanizmu panowie!

    • avatar Ziemisław pisze:

      Dziękuję za komentarz i zalecam solidną dawkę logiki i przede wszystkim wyzwolenia się z katolickiej paranoi, która trawi środowisko. Świat nie zaczął się wraz z chrześcijaństwem i zapewniam, że kwestie moralne również. Humanizm? Nie zajmujemy się bredniami. Pozdrawiam.

    • avatar Ziemisław pisze:

      Nie różnimy się też od wielu innych kultur czy religii. Świat nie zaczął się wraz z katolicyzmem, kwestie moralne też, zapewniam. Chrześcijaństwo nie jest też jedyną religią świata, ani nawet najstarszą. Słyszał pan o tym? Fanatyzm? W kwestii dzieci? Co zatem nie jest fanatyzmem w pana osądzie?
      Najbardziej przybity do krzyża umysł mają podobni panu tropiciele katolicyzmu w rodzimowierstwie, którzy widzą go dosłownie w każdym jego aspekcie, chyba nie rozumiejąc, co jest starsze i co wywodzi się z czego. Jak się pan już dowie – zapraszam do dyskusji.

    • avatar Wiedmir pisze:

      Nic do dać, nic ująć – Alex doskonale podsumował te parakatolickie wywody.
      Dodam od siebie tylko, że aby widzieć je jako wyraz chciejstwa, a nie analizę rzeczywistości (nawet domniemanej) wystarczy spojrzeć na faktyczny stosunek do aborcji wśród Słowian, rzeczywistych, a nie wyimaginowanych w głowach autorów duchtyni. Wszędzie poza Polską w słowiańskich krajach aborcja jest legalna praktycznie na życzenie kobiety, a w Polsce, mimo że prawo ją na żądanie kościoła mocno ogranicza, mało kto się tym przejmuje. Kwitnie czarny rynek usług aborcyjnych, leków poronnych, turystyka aborcyjna itp. Oczywiście pozamałżeński i poza prokreacyjny seks też kwitnie, jako i drzewiej bywał :)
      To jest właśnie wyraz słowiańskiej moralności, wątpię, żeby przed wiekami było inaczej. Ani historia, ani etnologia, ani antropologia ludu polskiego nie wskazuje, że było inaczej. Zresztą trudno pogodzić bachanalia słowiańskie typu „noc kupały” i ogólną swobodę obyczajową z brakiem kontroli dzietności. Nie wierzę, że dawni Słowianie byli aż tak naiwni.

      • avatar Ziemisław pisze:

        Nie wierzę, że dziś Słowianie są aż tak głupi jak autor wpisu. Dziś jest dziś, wczoraj było wczoraj. Taka była kontrola dzietności, że populacja gwałtownie rosła; dziś gwałtownie wymiera a kolejni idioci płaczą, że „kościół im zabrania” zabijać własne dzieci. I autor mówi o jakimś szacunku dla Przyrody?

  2. avatar Sławomira pisze:

    Nie mam aż tak radykalnych poglądów; nie potrafię potępić zgwałconej kobiety, która usuwa ciążę (choć sama raczej bym nawet w takiej sytuacji tego nie zrobiła). Poza tym, gdy dziecko jest tak chore, że w zasadzie nie ma szansy żyć (czyli właściwie jest martwe), to aborcja może być dobrym wyjściem. Tak samo, gdy wiadomo, że tej ciąży matka nie przeżyje.
    Ale nie jestem za aborcją na życzenie. Nigdy nie będę.
    I nie, ciąża z gwałtu to nie jest skazanie na wychowywanie dziecka gwałciciela. Żadna kobieta przez fakt urodzenia dziecka nie jest zmuszana do opiekowania się nim; domy dziecka istnieją, okna życia też.

  3. avatar Alex pisze:

    Zgadzam sięuważamm, że rodzimowierstwo niewątpliwie jest religią znacznie starszą od chrześcijaństwa i prawdopodobnie było w pełni ukształtowanym systemem wierzeń na długo przed narodzeniem Chrystusa. Nie jestem też tropicielem katolików pośród rodzimowierców. Po prostu uważam, że o poglądach naszych praprzodków na temat aborcji nie wiemy prawie nic z uwagi na praktycznie brak źródeł pisanych na ten temat. Wszystko to sfera rekonstrukcji na podstawie poglądów i wierzeń na bliskie w miarę tematy.
    Nie jestem zwolennikiem aborcji na życzenie i bez powodu, dla widzimisię kobiety, jednakże jako lekarz i humanista uważam, że ustalony w naszym prawie z wielkim trudem kompromis ma swoje humanitarne podstawy. Jednym z nadrzędnych celów medycyny jest bowiem zapobieganie cierpieniu, które może uczynić życie człowieka nieznośnym. Aborcja obarczonego bardzo ciężkimi, niemożliwymi do korekcji wadami, które i tak mogą doprowadzić dziecko do przedwczesnej szybkiej śmierci ma właśnie taki sens- zapobiega bezsensownemu straszliwej cierpieniu. W związku z tym powinna być bez względu na poglądy o istnieniu duszy uznana za rzecz moralną. O jej dopuszczalności powinno decydować (i obecnie decyduje) kryterium rozwoju układu nerwowego, gdyż to on decyduje o istnieniu świadomości i możliwości odczuwania negatywnych bodźców.
    Co zaś się tyczy fanatyzmu w tej kwestii, to za przykład może posłużyć postawa profesora Chazana, który umyślnie, zwodził pacjentkę, żeby przeczekać okres dopuszczalności aborcji i zmusił ją w ten sposób do urodzenia śmiertelnie chorego dziecka, które przez miesiąc cierpiało niewyobrażalne katusze, zanim nie umarło w szpitalu. To właśnie jest chory i niebezpieczny fanatyzm.
    Moralność w takich kwestiach to problem bardzo złożony i niewątpliwie dla różnych osób istnieją różne priorytety. Dla pana, jako żercy może być nim troska o duszę, dla mnie jako lekarza jest nim zapobieganie cierpieniu. Uważam jednakże, że w kwestiach medycznych to słowo lekarzy jako ekspertów jest ważniejsze, a w kształtowaniu poglądów na kwestie moralne powinna brać udział również nauka. Fundamenty etyki medycznej jako uniwersalnej powinny być świeckie, bowiem wszyscy ludzie bez względu na wyznanie chorują, cierpią i umierają tak samo, wymagają też takiego samego leczenia. Religia może pełnić zaś funkcję wspomagającą, szczególnie posługa duchownych przy chorych (niestety u nas w kraju to tylko ksiądz katolicki, a żercy to pewnie w szpitalu nigdy nie spotkam, niestety).

  4. avatar Mirosław pisze:

    Ok, a co z tymi ludowymi metodami „spędzania płodów”? Co z obecnością pewnych ziół, służących oczywistym celom w zielnikach na naszych terenach?

  5. avatar KB pisze:

    Pozwolę się wtrącic jako kobieta: jeśli Rodzimowierstwo to wiara szanująca przyrodę i naturę, to chyba kluczowym jest tu poszanowanie woli kobiety – matkidawczyni życia, i zaufaniu że ona dokona właściwych wyborów. Rolą społeczności jest przede wszystkim otoczenie kobiet opieką i wsparciem a nie próba ich kontroli i narzucania swojego zdania – czy to przymuszania do aborcji, czy też potępiania za jej wybory.

    • avatar Ziemisław pisze:

      Czyli wedle Pani rozumowania:

      – kobieta „matka, dawczyni życia” może stworzone przez siebie życie zamordować, bo taka jej „wola” lub „wybór”;
      – oferowanym przez wspólnotę wsparciem i opieką dla kobiety jest wspieranie i opiekowanie się nią podczas gdy ona dokonuje mordu na przyszłym członku tejże wspólnoty;
      – „narzucaniem zdania” i „kontrolą” jest sprzeciw wobec mordu, acz nie jest już nimi oczywiście zamordowanie dziecka. Co więc ze zdaniem samego dziecka odnośnie jego życia, no i niezbywalnym prawem do tegoż?

  6. avatar Angis pisze:

    Kolejny wpis, który porusza kwestię istotności rozmnażania się w obrębie rodzimej wiary, a świadczy o stawianiu „dobra ogółu” nad wolę jednostki.

    Zawsze śmieszyło mnie, że większość osób będących przeciwnikami aborcji, to mięsożercy. Nie wiem jak jest w Państwa przypadku, ale zgaduję, że tutaj wygląda to dość podobnie. Być może warto byłoby poświęcić temu kolejny wpis. 😉
    Nie mam nic przeciw ani aborcji, ani jedzeniu mięsa, bo uważam śmierć za zjawisko całkowicie naturalne, a jak sami Państwo napisali, rodzimowierstwo jest religią, w której poszanowanie natury jest niezwykle istotne. Trudno dopatrywać się nienaturalności w samym zadawaniu śmierci, niezależnie od tego, czy dotyczy ona rośliny, zwierzęcia, płodu (którego przecież nie można nazwać rozwiniętym, myślącym człowiekiem), a w pewnych sytuacjach nawet dorosłego człowieka. Bo nie widzę niczego strasznego w karze śmierci.
    W naturze silniejsze zawsze zabija słabsze i nie ogranicza się to wyłącznie do świata ludzi.

    Wracając jednak do samego tekstu:

    „Dziecko, nowy członek rodziny i wspólnoty, potencjalnie nosić więc będzie w sobie jakąś część duszy swojego Przodka.”

    Z tego co mi wiadomo, nie wszyscy rodzimowiercy wierzą w to, iż dusze odradzają się wyłącznie w obrębie własnego rodu. Nie każdemu zresztą będzie dane odrodzić się na tym świecie.
    Czy posiadają Państwo jakieś źródła mówiące o tym, że dawni Słowianie wierzyli w odradzanie się wyłącznie w obrębie swojej rodziny?

    Poza tym, nawet jeśli tak by to wyglądało, ciało jest przecież pewnym rodzajem „pojemnika”. Nie jest wieczne, jest ulotne, zmienne. Dlaczego religia, która uznaje istnienie nieśmiertelnej, inkarnującej duszy miałaby stawiać ten pojemnik wyżej niż wolę, a często również zdrowie lub nawet życie dorosłej, rozumnej istoty, którą niewątpliwie jest kobieta mająca urodzić?

    Dusza danej osoby, która została stłumiona w łonie, mogłaby podróżować dalej, tak jak wygląda to w przypadku każdej innej śmierci. To tylko zniszczenie „potencjalnego ciała”. To nawet nie jest odebranie duszy od ciała, do którego zdążyła się przywiązać, czy ego, które wytworzyła sobie za życia.

    „Patrząc racjonalnie, dziecko tydzień przed porodem jest na takim samym stopniu rozwoju, co po porodzie. Dziecko pod koniec drugiego miesiąca ciąży nie różni się od dziecka rozpoczynającego trzeci miesiąc życia pod sercem matki w sposób pozwalający na stwierdzenie z pełną odpowiedzialnością „wczoraj nie był to człowiek, dziś jest”. A jednak dyskurs w tej sprawie przybiera coraz radykalniejsze formy, nurzając się w oparach absurdu, kiedy to kwestię życia ŻYWEJ ISTOTY sprowadza się do „prawa człowieka” matki, odmawiając człowieczeństwa istocie ludzkiej w jej łonie. A skoro „prawa człowieka”, to czemu odmawiamy ich dziecku w łonie matki? To proste: gdyż lansuje się pogląd, iż człowiek to w istocie nie jest. Reszta jest tragiczną konsekwencją.”

    Ten fragment wygląda bardzo katolicko.
    Mam wrażenie, że autorzy uświęcają płód, wynosząc go ponad zdrowie (także psychiczne, w przypadku gwałtu) czy życie (kiedy jest zagrożone) dorosłej kobiety, która już jest częścią danej wspólnoty, o czym zresztą mówią późniejsze akapity.

    „W pierwszym przypadku stanowisko rodzimowierstwa powinno być zgodne z poglądem naukowym: człowiek jest człowiekiem od poczęcia do śmierci.”

    Nie wiem co to zdanie ma wspólnego z nauką.

    „Dusza-jaźń natomiast odradza się. Dlatego też nie ma żadnych podstaw, by dla pojawienia się duszy-jaźni wyznaczyć moment inny, niż poczęcie.”

    Nie wiem skąd ta pewność co do momentu wkroczenia duszy w ciało. Proszę o jakieś źródło.

    „Dzieci – to przyszłość. To rozwój wspólnoty i jej zabezpieczenie.”

    Znowu to samo, co w tekście dotyczącym homoseksualizmu. Czy w takim razie kultywując tradycję, przekazując pewne prawdy innym albo pełniąc funkcję znachora, szeptuna lub żercy będę gorszym rodzimowiercą niż osoby, które nie robią niczego poza rodzeniem lub płodzeniem dzieci?

    Na końcu pojawia się fragment, który nieco przeraża:

    „Kwestie chorób płodu czy ciąży z gwałtu należy traktować równie jasno: leczyć przyczynę, nie skutki. Winę za gwałt ponosi gwałciciel, nie dziecko. Winę za chorobę ponoszą geny lub czynniki zewnętrzne, nie dziecko. Natomiast winę za śmierć, zawsze ponosi ten, kto dziecko na nią skazał.”

    Jak rozumiem autorzy twierdzą, że należałoby wychowywać dzieci z gwałtu, a także zdeformowane, ciężko chore. Absurd. Leczenie przyczyny, a nie skutków? Gwałt czy choroba już nastąpiły, to jest nieodwracalne. A w wychowywaniu kalekiego, gorszego, słabego potomstwa nie ma niczego naturalnego. Zwierzę widząc, że urodziło coś ułomnego, porzuci to albo zagryzie. Tylko ludzie odeszli od natury do tego stopnia, by wywyższać kalectwo nad normalność, co też jest dużym problemem dzisiejszego społeczeństwa.

    • avatar Ziemisław pisze:

      „Kolejny wpis, który porusza kwestię istotności rozmnażania się w obrębie rodzimej wiary, a świadczy o stawianiu „dobra ogółu” nad wolę jednostki.”

      Każda tradycyjna wspólnota – a do takowych nawiązujemy jako rodzimowiercy – stawia dobro wspólnoty ponad jednostką i jej złudnymi „prawami” czy „wolnościami”. Natomiast zwolennicy aborcji stawiają dobro jednostki ponad dobrem drugiej jednostki, w ich mniemaniu mniej wartościowej tylko dlatego, że jeszcze się nie urodziła.

      „Zawsze śmieszyło mnie, że większość osób będących przeciwnikami aborcji, to mięsożercy. Nie wiem jak jest w Państwa przypadku, ale zgaduję, że tutaj wygląda to dość podobnie. Być może warto byłoby poświęcić temu kolejny wpis.”

      Zawsze mnie śmieszyło, że zwolennicy aborcji jednocześnie często płaczą nad „prawami” zwierząt i spożywaniem ich mięsa.

      „Nie mam nic przeciw ani aborcji, ani jedzeniu mięsa, bo uważam śmierć za zjawisko całkowicie naturalne, a jak sami Państwo napisali, rodzimowierstwo jest religią, w której poszanowanie natury jest niezwykle istotne. Trudno dopatrywać się nienaturalności w samym zadawaniu śmierci, niezależnie od tego, czy dotyczy ona rośliny, zwierzęcia, płodu (którego przecież nie można nazwać rozwiniętym, myślącym człowiekiem), a w pewnych sytuacjach nawet dorosłego człowieka. Bo nie widzę niczego strasznego w karze śmierci.
      W naturze silniejsze zawsze zabija słabsze i nie ogranicza się to wyłącznie do świata ludzi.”

      Czyli według pani naturalne jest zadawanie śmierci własnemu dziecku i to nie z pobudek zwierzęcych jak np. selekcja czy pożywienie, ale „bo wolność wyboru”.

      „Z tego co mi wiadomo, nie wszyscy rodzimowiercy wierzą w to, iż dusze odradzają się wyłącznie w obrębie własnego rodu. Nie każdemu zresztą będzie dane odrodzić się na tym świecie.
      Czy posiadają Państwo jakieś źródła mówiące o tym, że dawni Słowianie wierzyli w odradzanie się wyłącznie w obrębie swojej rodziny?”

      Ten model duszy jest uznawany przez większość i zgodny z wzorcami indoeuropejskimi. W folklorze m.in. ruskim zachowała się tradycja, że np. przodek zamieszkuje stół czy wciela się w kolejnych gospodarzy. Własny ród to pojęcie szersze niż atomowa rodzina, to także plemię, a w szerszym kontekście naród, grupa etniczna. Element tego odradzania się widzimy np. w genach.

      „Poza tym, nawet jeśli tak by to wyglądało, ciało jest przecież pewnym rodzajem „pojemnika”. Nie jest wieczne, jest ulotne, zmienne. Dlaczego religia, która uznaje istnienie nieśmiertelnej, inkarnującej duszy miałaby stawiać ten pojemnik wyżej niż wolę, a często również zdrowie lub nawet życie dorosłej, rozumnej istoty, którą niewątpliwie jest kobieta mająca urodzić?

      Ponieważ mówimy o kwestiach związanych z życiem doczesnym. Odrzucanie rzeczywistości na rzecz wyczekiwania nagrody w zaświatach to domena religii abrahmowych. Z perspektywy człowieka zamieszkującego Jawię nie ma innej bezpośrednio dostępnej alternatywy niż ten „pojemnik”. Dlaczego mamy stawiać zdrowie lub życie matki nad zdrowie dziecka? Jak sama pani stwierdziła, jest to naturalne, przeszłość ustępuje miejsca przyszłości, skoro bawimy się w tak prymitywne zabawy myślowe.

      „Dusza danej osoby, która została stłumiona w łonie, mogłaby podróżować dalej, tak jak wygląda to w przypadku każdej innej śmierci. To tylko zniszczenie „potencjalnego ciała”. To nawet nie jest odebranie duszy od ciała, do którego zdążyła się przywiązać, czy ego, które wytworzyła sobie za życia.”

      Nie, bo nie jest to dusza kompletna. Folklor mówi wyraźnie o specjalnych właściwościach płodów, i nie zawsze są to właściwości pozytywne, ani bynajmniej ludzkie. Bawi się pani w jakiś buddyzm.

      „Ten fragment wygląda bardzo katolicko.
      Mam wrażenie, że autorzy uświęcają płód, wynosząc go ponad zdrowie (także psychiczne, w przypadku gwałtu) czy życie (kiedy jest zagrożone) dorosłej kobiety, która już jest częścią danej wspólnoty, o czym zresztą mówią późniejsze akapity. (…)
      „W pierwszym przypadku stanowisko rodzimowierstwa powinno być zgodne z poglądem naukowym: człowiek jest człowiekiem od poczęcia do śmierci.”
      Nie wiem co to zdanie ma wspólnego z nauką.”

      Bla, bla, bla, proszę przewietrzyć pokój z katolickich fobii. Świat nie zaczął się z chrześcijaństwem ani z nim nie skończy, ani wokół niego się nie kręci. Nie ma żadnej osobnej kategorii naukowej dla płodu jako istoty odmiennej od człowieka. Jest człowiek w różnych fazach rozwoju. Stosując pani logikę, człowiekiem nie powinien być uznawany zmarły, starzec czy dziecko, a nawet kobieta, bo różnią się znacznie stopniami rozwoju czy właściwościami.

      „Dusza-jaźń natomiast odradza się. Dlatego też nie ma żadnych podstaw, by dla pojawienia się duszy-jaźni wyznaczyć moment inny, niż poczęcie.”
      Nie wiem skąd ta pewność co do momentu wkroczenia duszy w ciało. Proszę o jakieś źródło.”

      Proszę o dowód, że tak nie jest. Moment zapłodnienia tworzy unikalną istotę z unikalnym kodem dna. Więc, jak można łatwo wywnioskować – z unikalną duszą. Poza tym, kiedy miałaby wchodzić? W losowym momencie? Tradycja ludowa mówi jasno, że kobieta w ciąży ma dwie dusze.

      „Dzieci – to przyszłość. To rozwój wspólnoty i jej zabezpieczenie.”
      Znowu to samo, co w tekście dotyczącym homoseksualizmu. Czy w takim razie kultywując tradycję, przekazując pewne prawdy innym albo pełniąc funkcję znachora, szeptuna lub żercy będę gorszym rodzimowiercą niż osoby, które nie robią niczego poza rodzeniem lub płodzeniem dzieci?

      A co to za katolicyzm słyszę w pani słowach? To ktoś albo jest wartościowym mistykiem, albo płodzi dzieci? Dziwne ma pani poglądy.

      „Na końcu pojawia się fragment, który nieco przeraża:
      „Kwestie chorób płodu czy ciąży z gwałtu należy traktować równie jasno: leczyć przyczynę, nie skutki. Winę za gwałt ponosi gwałciciel, nie dziecko. Winę za chorobę ponoszą geny lub czynniki zewnętrzne, nie dziecko. Natomiast winę za śmierć, zawsze ponosi ten, kto dziecko na nią skazał.”
      Jak rozumiem autorzy twierdzą, że należałoby wychowywać dzieci z gwałtu, a także zdeformowane, ciężko chore. Absurd. Leczenie przyczyny, a nie skutków? Gwałt czy choroba już nastąpiły, to jest nieodwracalne. A w wychowywaniu kalekiego, gorszego, słabego potomstwa nie ma niczego naturalnego. Zwierzę widząc, że urodziło coś ułomnego, porzuci to albo zagryzie. Tylko ludzie odeszli od natury do tego stopnia, by wywyższać kalectwo nad normalność, co też jest dużym problemem dzisiejszego społeczeństwa.”

      Istnieje szereg środków, które umożliwiają kobiecie oddanie dziecka pod inną niż swoja opiekę. To rozwiązanie zawsze będzie moralnie wyższe, niż skazanie dziecka na śmierć. Wedle pani logiki – pozabijajmy chorych zamiast ich leczyć, tańsze to i szybsze.

    • avatar Poświst pisze:

      / Angis /
      Chciałbym odpowiedzieć na dwa pytania do twierdzeń zawartych w artykule. Dodatkowo pewna deklaracja na koniec.

      1.
      cyt. koniec cyt.

      Odp. Tak, są takie źródła. W książce „Reinkarnacja. Z dziejów wierzeń przedchrześcijańskiej Europy” dr Jerzy Tomasz Bąbel poświęca część pracy Słowianom. Przytacza źródła i argumenty pośrednie.
      Z tych ostatnich część dobrze znamy jak wielość dusz, z których jaźń ulatuje na skrzydłach ptaków do Wyraju i czasami wraca by odrodzić się w rodzie. Stąd popularne twierdzenie, że dzieci często są podobne do dziadków, nie do rodziców. To wyraz przekonania, dawnej wiary bo przecież genetycznie po rodzicach mamy po 50% materiału genetycznego jądrowego (plus mDNA po matce) a po dziadkach po 25%. Przy tym kiedyś chodziło raczej o dziadów – przodków, nie o rodziców naszych matek i ojców.

      Zatem odnosząc się do wiary rodzimej nie twórzmy własnowierstwa twierdząc, że różne osoby różnie wierzą. To ich przekonania prywatne, nie związane z rodzimowierstwem.

      2.
      cyt.<„Patrząc racjonalnie, dziecko tydzień przed porodem jest na takim samym stopniu rozwoju, co po porodzie. Dziecko pod koniec drugiego miesiąca ciąży nie różni się od dziecka rozpoczynającego trzeci miesiąc życia pod sercem matki w sposób pozwalający na stwierdzenie z pełną odpowiedzialnością „wczoraj nie był to człowiek, dziś jest”. A jednak dyskurs w tej sprawie przybiera coraz radykalniejsze formy, nurzając się w oparach absurdu, kiedy to kwestię życia ŻYWEJ ISTOTY sprowadza się do „prawa człowieka” matki, odmawiając człowieczeństwa istocie ludzkiej w jej łonie. A skoro „prawa człowieka”, to czemu odmawiamy ich dziecku w łonie matki? To proste: gdyż lansuje się pogląd, iż człowiek to w istocie nie jest. Reszta jest tragiczną konsekwencją.”

      „Dusza-jaźń natomiast odradza się. Dlatego też nie ma żadnych podstaw, by dla pojawienia się duszy-jaźni wyznaczyć moment inny, niż poczęcie.”

      Nie wiem skąd ta pewność co do momentu wkroczenia duszy w ciało. Proszę o jakieś źródło.

      2. Istnieje źródło pośrednie, w dodatku dotyczące życia, nie jaźni. Należy to wyraźnie rozróżnić, wszak mówimy o różnych duszach.
      Życie jest związane z tchem. "Oddać ostatni dech", "padł bez ducha" to frazy określające odejście z ciała duszy (dech) będącej przejawem życia. Frazy te wyraźnie określają charakter duszy jak i moment opuszczenia przez nią (a zatem przez życia) ciała. Można próbować przywrócić oddech, jeśli się uda to człowiek żyje, jeśli nie to umiera.
      Zatem pojawienie się życia to pojawienie się tchu – duszy życia zatem i życia – w ciele. Życia zaczyna się gdy dziecko złapie pierwszy dech (duszę życia).
      W żywych do dziś wierzeniach dziecko przynosił z południa święty ptak, bocian. Dziecko, nie płód. Ochrona bocianów, postrzeganie ich jako świętych, ma w Polsce obyczajową podstawę. Pozwolę sobie zacytować Norwida:
      Do kraju tego
      Gdzie winą jest dużą
      Popsować na gruszy gniazdo bocianie
      Bo wszystkim służą
      Tęskno mi panie

      Zupełnie czym innym jest jaźń – świadomość, poczucie odrębnego istnienia, umiejętności przyczynowo skutkowe, itp. Nie ma jasnego przekazu na temat chwili pojawienia się tej duszy.
      Po procesie społecznym – czędo (dziecko) nabiera umiejętności społecznych, zdobywa własne zdania, nabiera poczucia odrębności i odpowiedzialności co wieńczy rytuał postrzyżyn. Możemy sądzić, że ta dusza się kształtuje a nie zasiedla człowieka w jednej chwili. Zaczyna zasiedlać po urodzeniu, wykształca się w człowieka odpowiedzialnego gdy ten staje się pełnoprawnym członkiem rodu, społeczności.
      Istnieje również zdanie, że najważniejszą cechą świadomości jest poczucie odrębności własnego ciała i to moment wykształcenia się duszy.
      Myślę, że nie jest to do końca jasne podobnie jak czasami istniejąca trzecia z dusz – mara.

      Deklaracja, o której wspomniałem na początku:
      Uważam, że wspólnoty wyznaniowe, związki i grupy, nie muszą odpowiadać na wszystkie pytania.
      Istnieją sfery wyznaniowe, są prywatne regulowane sumieniem wyznawców, i takie, których nie reguluje wyznanie lecz obowiązujące prawo. Dotyczy to również niektórych aspektów etycznych, moralnych.
      Tylko jedno wyznanie w Polsce, kościół katolicki, uzurpuje sobie prawo do zabierania głosu w absolutnie każdej sprawie. Nie jest dla mnie wzorem :)

    • avatar Beata pisze:

      Angis, mialam cos skomentowac ale napisalas/es wszystko co i ja mialam na mysli wiec nie bede powtarzac ;). Podsumowujac,Aborcja zawsze istniala i zawsze istniec bedzie i jest to zgodne z natura. thats it. A ten artykul brzmi jak jakis katolicki wywod.

  7. Myślę, że w powyższej dyskusji, jak zresztą w większości dyskusji na temat aborcji, zupełnie pomijane jest jedyne istotne w tej kwestii zagadnienie.
    Czy rodzimowierca może wybaczyć dokonanie aborcji? Czy Bogowie wybaczą?
    Nie oszukujmy się – jeśli kobieta naprawdę pragnie dokonać aborcji, to przewie ciążę, bez względu na wiarę, wyznanie, religie, stanowisko partnera, rodziny, społeczeństwa, prawa itd. itp. Prawda jest bowiem taka, że większość kobiet dokonuje aborcji z (być może źle pojmowanej, ale jednak) miłości do nienarodzonego dziecka.
    Pytanie jest – co potem? Czy Bogowie wciąż spojrzą na nią z miłością? Czy członkowie rodzimowierczej wspólnoty przyjmą ją pod swój dach. Czy zrozumieją, ukoją jej ból, poczucie winy, wstyd. Czy dadzą jej szansę na nowe życie?

    • avatar Beata pisze:

      „Czy Bogowie wybaczą?”
      bogowie ktorzy stwozyli tak brutalny swiat gdzie jeden zabija drugiego beda sie rozczulac nad zygota? nie sadze


      „Czy członkowie rodzimowierczej wspólnoty przyjmą ją pod swój dach”
      a to juz inna sprawa, ile ludzi tyle pogladaow ale lepiej nie zwierzac sie innym z takich rzeczy.;) odpowiadasz tylko przed bogami i wlasnym sumieniem. zdanie innych sie nie liczy

  8. avatar Smoko pisze:

    Ha.Ha.Ha… eugenika jest świadectwem rozwoju cywilizacji, Spartanie, Słowianie, Arianie, Inkowie postępowali podobnie, jeśli niesprawne jednostki nie miały szans na życie były usuwane by nie dopuścić do multiplikacji błędu genetycznego. Oczywiście jeśli ktoś się uparł i zapłacił to mógł zmienić czyiś los, czyli całkiem tak jak obecnie. A wszelkie fałszywe normy moralne wyznaczają tylko cennik…

  9. avatar Nastii pisze:

    W dzisiejszym świecie, w naszym świecie, praktycznie nie ma selekcji naturalnej. Medycyna poszła zbyt mocno do przodu i zbyt bardzo żyjemy w kulturze „życia za wszelką cenę” ratując wcześniaki, zbierając miliony monet na ratowanie noworodków z rakiem czy innymi chorobami. Decydujemy się na jedno, góra dwójkę dzieci, gdyż rozumiemy, że nie stać nas na więcej – bo polegamy zbyt mocno na innych. Dziś idzie się do supermarketu po pomidory, a nie do ogródka. Nasze życie zbyt przyspieszyło by selekcja naturalna mogła mieć coś do powiedzenia. I najwyraźniej jest nas za dużo, skoro tysiące lat nie potrzebowaliśmy bloków i żyliśmy blisko natury, a teraz nagle głównie w takich przybytkach żyjemy, bez własnego poletka.

    Dawniej nie było USG, badań genetycznych i innych „darów” współczesnej medycyny. Płód spędzało się w ciemno, a jak się już urodziło jakieś „chore szkaradztwo”, pozwalano mu umrzeć. Dlaczego dopiero w wieku 7 lat odbywały się postrzyżyny? Dlaczego w Sparcie 7-letnich chłopców zabierano na szkolenie wojskowe? Umieralność noworodków i dzieci była bardzo wysoka. Jeśli przetrwało do 7 roku życia, to już była bardzo niewielka szansa by umarło z przyczyn naturalnych. Stąd wielodzietność.

    Jestem liberałem. Wierzę, że każdy sam za siebie jest w stanie podjąć decyzję. W końcu istniejemy, pomimo milionów lat bezprawia. To, że ja nie dokonałabym aborcji przy zdrowym dziecku, nie znaczy, że mam prawo zabronić tego innej osobie. Niech sobie sama odpowie we własnym sumieniu, czy będzie w stanie z tym żyć.

    Każdy ma własną moralność, własny kodeks, własny umysł. Narzucanie czegokolwiek będzie wiązało się z szarą strefą. Obojętnie czy są to narkotyki, aborcja, adopcja, eutanazja czy wiele innych kontrowersyjnych tematów.

    • avatar Fyrdung pisze:

      Tym tokiem rozumowania należałoby zalegalizować gwałty, morderstwa, czy kradzieże, bo przecież występują każdego dnia – mimo prawnego zakazu. Otóż zadaniem kodeksu karnego jest napiętnowanie danego przestępstwa, a nie jego eliminowanie. Od tego jest edukacja i wychowanie.
      Wolną wolę ma każdy, można robić cokolwiek – to oczywista oczywistość, ale każdy czyn podlega ocenie w świetle prawa.
      Wrzucanie do jednego wora narkotyków z aborcją i adopcją dzieci przez homoseksualistów jest totalnym absurdem – o ile wszelkie substancje psychoaktywne szkodzą bezpośrednio tylko osobie która je przyjmuje, to pozostałe kwestie dotykają drugiego człowieka – dodatkowo bezbronnego, słabszego.

  10. avatar wizun pisze:

    Spędzanie płodu sporyżem (dość niebezpieczne dla matki) czy ziołami nie było zjawiskiem rzadkim na polskiej wsi. Nie ma co prawda specjalnie źródeł do czasów wczesnego średniowiecza, ale wątpię by ów praktyka bardzo się zmieniła. Dusza wradza się w ciało stopniowo, po drodze może zemrzeć przez choroby, wypadki (ciało).
    Druga sprawa tzw. „potworki” – czyli osoby niepełnosprawne (szczególnie umysłowo) – z całkiem nieodległych czasów wiemy, że się „nimi nie chwalono” często pozostawiano bez większej opieki – co generowało wypadki, dodatkowe choroby i w konsekwencji śmierć niepełnosprawnego (zwłaszcza umysłowo) – były bowiem zbyt dużym obciążeniem dla rodziny.
    Byłbym znacznie ostrożniejszy w tym postrzeganiu „obrony życia” wśród religii rodzimych.

  11. avatar Jarosław pisze:

    Jeżeli wierzymy że dusze przodków odradzają się w przyszłych pokoleniach, w obrębie naszego rodu bądz plemienia(narodu)
    To czy pozwolenie na narodzenie się dziecka z gwałtu, nie powoduje (i mam nadzieję że zostanę dobrze zrozumiany) ,,zanieczyszczenia” zbiorowej duszy rodu…
    Gwałt oprócz funkcji zaspokojenia seksualnego gwałciciela, pełni rolę przede wszystkim rozrodcze.
    I same narodziny dziecka stają się uwieńczeniem świadomie bądz nieświadomie działań gwałciciela.
    Przekazuje on swoje geny dalej i koniec.
    Nawet jeżeli on zapłacił za ten czyn głową, to w sumie dopiął swego.
    Dlatego uważam że sprawa urodzenia dziecka z gwałtu nie jest i nie może być sprawą tylko i wyłącznie poszkodowanej.

  12. avatar Bociek pisze:

    To już któryś z kolei artykuł, w którym pada stwierdzenie typu ” jak więc konkretnie do tematu powinni odnieść się rodzimowiercy?”, a także w treści lub komentarzach autorów pojawia się nazywanie oponentów idiotami, głupcami itp. Już samo to odbiera chęć do jakiejkolwiek dyskusji – być może takie jest założenie twórców witryny, niemniej muszę tu rozczarować, brak podjętej polemiki nie oznacza zgody z prezentowanymi tezami, raczej jest przejawem niechęci do marnowania czasu na bezowocne dysputy.
    Wypowiadam się w tym wątku, ale w zasadzie chciałbym odnieść się do całej strony.
    Jawi się ona jako krytyka wszystkiego i wszystkich jako idiotów i głupców. Autorzy prezentują swoje poglądy i postawy wyniesione z domu i podwórka, do których na poparcie swych tez dopisują wybiórcze fakty, przeprowadzając niezmiernie płytką ich analizę. Kompletnie brak tu pierwiastka filozoficznego, wątpliwości czy retorycznych pytań.
    Do wypowiedzi w tym akurat wątku zapewne skłoniło mnie zdanie „Bez dzieci, którym można by przekazać jego spuściznę, również rodzimowierstwo skazane jest na zagładę”. Jest to kompletnie nietrafione stwierdzenie. Wszyscy dorośli rodzimowiercy jakich znam, są to konwertyci. Część z nich ma dzieci, ale z tego co obserwuję, to nie są one jakoś szczególnie religijne. Od kilkunastu lat, jak uczestniczę w grupowych świętach, nie przybyło jeszcze samodzielnego rodzimowiercy w drugim pokoleniu, natomiast licznie pojawiają się nowe twarze konwertytów.
    Ta sprawa niesie ze sobą kolejny „problem”, który zdaje się nie do zaakceptowania przez twórców witryny. Otóż każdy rodzimowierca póki co dochodzi swoją własną ścieżką do rodzimowierstwa. Jedni dochodzą przez patriotyzm, inni przez uwielbienie natury, inni przez fascynację kulturą ludową, a jeszcze inni poprzez poszukiwania duchowe w różnych kręgach kulturowych. Każdy z nich ma inne poglądy i inne aspekty rodzimej wiary są dla niego ważne. Dla autorów jak zauważyłem istotne jest konserwatywne podejście do rodziny, kobiety, seksualności, narodu. Tylko że hołdowanie tym postawom nie wymaga bycia rodzimowiercą i nie potrzeba do nich lektury źródeł na temat religii słowiańskiej. Prawda jest taka, że nie ma w źródłach słowiańskich niczego, co mówiłoby o tabu aborcyjnym. Najistotniejszą wzmianką w artykule jest informacja o istotach demonicznych powstających z płodów ludzkich. Jest li tylko wzmianka, a przecież to ona w całych rozważaniach powinna być kluczowa. Dyskusja w Polsce dotyczy kwestii, czy zezwolić ludziom na samodzielny (chciałoby się rzecz „suwerenny”) wybór w tej materii, czy ścigać ich z mocy prawa. Zamiast tych wszystkich wywodów, widziałbym raczej przestrogę, jakie konsekwencje za sobą niesie usunięcie płodu, czyli możliwość powstania porońca i jakie dalsze szkody taki poroniec może uczynić. A może też głębsze informacje, w jaki sposób można się zabezpieczyć przed takim porońcem. A może podczas usuwania płodu należy po prostu odprawić jakiś obrzęd? To są informacje, których oczekiwałbym od medium rodzimowierczego, anie tysiąc razy słyszanych wywodów co prawdziwy Polak/katolik, rodzimowierca (niepotrzebne skreślić) powinien zrobić. Głównym jednak problemem jak mniemam jest to, że zdecydowana większość samych rodzimowierców w owe porońce nie wierzy i decydując się na aborcję rozważa kwestie etyczne, ekonomiczne, prawne czy zdrowotne, a nie kwestie, czy powstanie wskutek tego groźna istota demoniczna i w ogóle będą z tego jakieś konsekwencje na linii człowiek-zaświaty. Zauważyć to można i w zamieszczanych komentarzach. W świetle tego jakiekolwiek podtrzymywanie ciągłości pokoleniowej w rodzimowierstwie nie ma sensu, po co przekazywać dalej zagasłą już dawno żagiew? Niech najpierw ona zapłonie, a wówczas płonąca pochodnię można posłać dalej pokoleniom. Rodzimowierstwo polegające na wykrzykiwaniu boskich imion (to tak w kontekście sporu o nie) nie jest żadną religią. Religia to wiara w istnienie pozaludzkiej świętości i kontakcie z nią.
    Autorom zalecam założenie własnej sekty – powstało już kilka takich w Polsce. Żadna z nich nie zyskała wprawdzie większej popularności, a raczej stała się zarzewiem kolejnych podziałów, ale spróbować zawsze warto. Ma to tę zaletę, że we własnej sekcie można spisać sobie jasno dogmaty i każdy wyznawca będzie zobligowany do ich przestrzegania. Obfite źródła pisane pozwalają na stworzenie wielu, kompletnie różnych systemów dogmatycznych. Gorąco zachęcam.

    • avatar Duchtynia pisze:

      Autorzy strony mają nielichy ubaw obserwując kolejne rzesze zakompleksionych i urażonych „atakiem na swoją wolność” internetowych wojowników, dla których posiadanie przez kogoś zdecydowanej opinii na dany temat jest z miejsca „nakazywaniem”, „podziałem rasowym”, „wojną religijną” itd. Gorąco zachęcam do nieodwiedzania strony, jeśli treści są aż tak bulwersujące; zapewniam, że na brak poparcia stawianych tu tez środowisko nie narzeka, przy czym my akurat mamy to gdzieś. Autorzy strony, w odróżnieniu od piszących tu komentarze, nie boją się wkładać kij w mrowisko, natomiast reakcje pokazują jak wielu tzw. „pogan” jest zaszczutą zwierzyną panicznie lękającą się, że ktoś coś im „każe” i zagrożenie to widzą w każdym przejawie innego myślenia. Tekstów o rozrodczości nawet nie skomentujemy, bo zbyt dobrze ilustrują one mentalność autora, żeby trzeba było coś dodawać. Zresztą zaraz by płakał, że to „krytyka wszystkich i wszystkiego”, a tak w ogóle „zniechęci się do dyskusji” lub jej nie podejmie, bo ma tak wiele innych rzeczy do roboty, że komentarz zostawił przechodząc z tragarzami. Rodzimowierstwo to nie jest jakaś „bezpieczna przestrzeń” dla przerażonych wizją posiadania jakiegokolwiek kręgosłupa pięknoduchów.

      • avatar Bociek pisze:

        Treści nie są bulwersujące, tylko niezmiernie płytkie, żenująco słabe. Odpowiedź do komentarza nie zawiera żadnego merytorycznego elementu a jest dzieciną obroną urażonej dumki, że ktoś ośmielił się wyrazić krytykę. Osoba mająca to gdzieś, ignoruje to, a nie pisze elaborat na temat krytyka. To jest zaprzeczenie „zdecydowanej opinii”. Przejawów odwagi też tu nie zauważam, no chyba, że jest nią zostanie blogerem i histeryczna reakcja na każdy krytyczny wpis.

  13. avatar FastinOnline pisze:

    what is a tablet good for prescription cough suppressant pills south african pharmacy council eye doctors colorado springs sex good for health

  14. avatar Sławomira pisze:

    ,,Zapłodnienie komórki jajowej przez plemnik powoduje powstanie NOWEGO ŻYCIA, które nie istniało przedtem. Ma ono swój unikalny kod genetyczny i za kilka tygodni zacznie nabierać kształtów i cech istoty ludzkiej. ”

    W ogóle dziwne, że tyle tu o nauce i naturze, a życie jest od poczęcia… ale nikt nie przywołał jeszcze zaśniadów groniastych. Zatem ja muszę to zrobić.

    Zaśniad groniasty jest, owszem, poczęty. Ma swój unikalny kod genetyczny. I za kilka tygodni nie zacznie wcale nabierać kształtów i cech istoty ludzkiej. Bo nie może. Może za to nowotworzyć. To co, ratujemy zaśniady?

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.