search
top

O tropicielach „katolstwa” w rodzimowierstwie

Wraz z rozwojem wizerunku Rodzimej Wiary, pojawianiem się kolejnych mniejszych lub większych grup starających się wrócić do wiary Dziadów, w internecie wykwitają również coraz częściej błyskotliwe wypowiedzi rzeszy znawców, którzy po nocach śnią o zemście za Arkonę i mordowaniu Mieszka I, a dotyczą one – oczywiście – jakże powszechnego rzekomego „skatoliczenia” Rodzimej Wiary.  Owo „skatoliczenie”, naturalnie, przejawia się istnieniem we współczesnym Rodzimowierstwie różnych groźnych, rzekomo obcych, zwyczajów jak modlitwa, wyobrażenia Bogów w postaci obrazów, domowe ołtarzyki, a nawet ludowe ozdoby czy zwyczaje. Co bardziej demokratyczni znawcy wytykają również kwestie etyczne jak stosunek do zaburzeń popędu płciowego, aborcji czy in vitro, do których negatywny stosunek – jak wiadomo – mogą mieć tylko wyborcy pewnej partii mającej aktualnie parlamentarną większość. Natomiast skrajnym frustratom przeszkadza nawet sam fakt, że taki Rodzimowierca ma zwykle katolickich dziadków, rodziców czy innych krewnych, i cóż, mimo wszystko, chciałby w chrześcijańskie Boże Narodzenie spędzić czas z nimi, a nie samotnie w lesie. Nie chciałbym rozwlekać zanadto tego tematu, bo zwyczajnie nie zasłużył na taką dawkę uwagi, dlatego powiedzmy sobie wprost co jest czym. Wpis ten zainspirowany został falą głupoty jaka przelała się przez Internet przy okazji zbliżających się Szczodrych Godów, ale również innymi, osobistymi doświadczeniami. Również wyniesionymi z prowadzenia tego bloga. Jak widać, nawet korale mogą kojarzyć się z różańcem, to co dopiero obrazki czy ołtarzyki! Na pierwszy ogień modlitwa – cóż to takiego? Ani chybi „klepanie zdrowasiek” na klęczkach, które widząc Rodzimowierca powinien reagować co najmniej splunięciem. Niestety, modlitwa jest rytuałem o wiele starszym niż Chrześcijaństwo, monoteizm i prawdopodobnie niż religia w ogóle. Wbrew temu, co niektórzy sobie imaginują, Rodzimowiercy nie czczą „zjawisk Przyrody”, ale Bogów, z którymi te zjawiska są powiązane. Dlaczego nie mielibyśmy więc chcieć z Bogami rozmawiać? I to wcale niekoniecznie poprzez wyuczone formułki, ale poprzez własne, szczere słowa z głębi duszy? Bo jeśli nie szukamy kontaktu z Bogami, to właściwie po co nam religia czy duchowość? Oczywiście, znawcy wiedzą lepiej i nawet w geście rąk złożonych do modlitwy widzą katolicyzm, chociaż jest to uniwiersalna postawa obecna szczególnie w religiach indoeuropejskich jak np. religie hinduskie czy irańskie. W ramach ciekawostki wspomnę, że kiedyś spotkałem się z propozycją, by modlić się w postawie, której „uczy słup zbruczański”, to jest z jedną dłonią na piersi, drugą na brzuchu. Problem tylko w tym, że jeśli przyjmujemy, że słup przedstawia Bogów, wówczas jest mocno wątpliwym, aby na słupowym wyobrażeniu byli oni w pozie modlitewnej… Idźmy dalej – ołtarzyki domowe. To nic, że znaleziska archeologiczne jak choćby Świętowit Woliński sugerują... read more

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.