search
top

Festiwal Rodzimowierczy w Katowicach: Zapusty – Relacja

Coraz częściej środowisko Rodzimowiercze udowadnia, że nie tylko organizacja obchodów świąt stanowi jego domenę. Odbywa się coraz więcej prelekcji, koncertów oraz wydarzeń kulturalnych przybliżających temat społeczeństwu. Jedną z takich inicjatyw był „Festiwal Rodzimowierczy: Zapusty” który odbył się 7 lutego 2016 w Katowicach. Na festiwal wybraliśmy się skromną reprezentacją krakowskiego środowiska rodzimowierczego.

Plakat festiwalu (Sylwia Sylwana Kasperczyk)

Z powodu egzaminów kierowcy wyjechaliśmy z Krakowa po godzinie 15. Na miejscu byliśmy około 16.30. Droga upłynęła nam na dyskusji także na tematy rodzimowiercze. Skupiliśmy na regionalizmie tej religii oraz sposobach tworzenia (lub próbach odtworzenia) obrzędów oraz specyfice środowiska. Na miejscu byliśmy niestety spóźnieni, ale organizatorzy czekali na na nas z rozpoczęciem. Jednocześnie bardzo ucieszyła nas frekwencja, znajome twarze oraz zachwyciło miejsce w którym festiwal miał się odbywać. Część wykładową rozpoczął Mirosław Kurek ze Stowarzyszenia „Golęszyczanie”, który opowiedział o miejscu i dzielnicy gdzie odbywał się festiwal. Centrum Zimbardo w dzielnicy Nikiszowiec jest miejscem spotkań dla młodych ludzi, w którym mogą oni spędzić czas i gdzie organizowane są różne wydarzenia.

Centrum Zimbardo- fot. Beata Bubak

Centrum Zimbardo- fot. Beata Bubak

Następnie Mirek przedstawił działalność Stowarzyszenia „Golęszyczanie”, które dąży do zrekonstruowania jednego z głównych grodów tego słowiańskiego plemienia – Lubomii, w innym miejscu niż oryginalne grodzisko, by nie niszczyć zabytku. Więcej informacji w linku: https://www.facebook.com/wskrzesmylubomie. W trakcie pierwszej części wydarzenia obecni byli wolontariusze ze stowarzyszenia Kocia Przystań, które zbierało datki na pomoc i utrzymanie swoich podopiecznych.

Centrum Zimbardo- fot. Mirosław Kurek

Centrum Zimbardo- fot. Mirosław Kurek

Pierwszym prelegentem był Scott Simpson, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, od lat działający także w środowisku rodzimowierczym. Tematem jego wykładu, do którego przygotował barwną prezentację, były zwyczaje kolędowe oraz kolędnicy w Polsce oraz Wielkiej Brytanii. Opowiadał o składzie orszaku kolędniczego i wielu ciekawostkach z nim związanych.  Zadziwiające dla mnie były podobieństwa postaci, grup postaci oraz symboliki z nimi związanej, pomiędzy tymi rodzimymi, a ich odpowiednikami w kulturze Wielkiej Brytanii. Od razu można było dostrzec pewne analogie. Oczywiście Scott poruszył także temat tego jak obecnie w Polsce wyglądają kolędnicy wśród rodzimowierców. Nawiązał także do brytyjskich wyznawców Wicca. Na końcu podsumował wykład trzema podejściami do próby rekonstrukcji pogańskich zwyczajów. Pierwsze podejście zakłada, że przez okres po chrystianizacji zwyczaje powoli zanikały i trzeba wyłapywać pojedyncze pierwotne cząstki zwyczajów i próbować je składać w całość; drugie mówi o ciągłej ewolucji; natomiast ostatnie o tym, że zwyczaje się nie zmieniły tylko zostały pokryte cienką warstwą nowej ideologii.

Wykład Scotta Simpsona fot. Józef Kijowski

Wykład Scotta Simpsona fot. Józef Kijowski

Następnym punktem programu była nauka korowodów rosyjskich przez Jolantę Misiarz. W międzyczasie kolejne osoby się przebierały w stroje zapustników .

Nauka kroków korowodu zapustowego fot. Józef Kijowski

Nauka kroków korowodu zapustowego fot. Józef Kijowski

Kiedy wszyscy się już przebrali i przygotowali, wyruszyliśmy barwnym pochodem na ulice. Na orszak składały się różne mniej lub bardziej tradycyjne stroje. W grupie znalazł się także muzyk z lirą korbową, który wtórował kobiecemu śpiewowi kiedy przemierzaliśmy ulice. Do tego doszły piszczałki, klaskanie i dzieciaki uderzające w metalowe pokrywki. Odwiedziliśmy 4 lokale oraz jedno mieszkanie spotykając się przy tym z bardzo pozytywnym odzewem. Oczywiście nie zabrakło psot w wypadku braku podarku od gospodarza lokalu oraz niechęci do tańcowania z niedźwiedziem, ale kończyło się to dość skromnie – wysmarowaniem twarzy bryłką węgla. Nie obyło się też bez wyrywania słomy z niedźwiedzia, co ma przynieść szczęście. Po więcej informacji o zwyczaju wodzenia niedźwiedzia zapraszam pod link: http://rajzynfiber.pl/pl/wodzenie-bera/.

Korowód fot. Józef Kijowski

Korowód fot. Józef Kijowski

Pochód okazał się bardzo pozytywnie przyjęty, a dla przechodniów był dużą atrakcją i ciekawostką.
Po odwiedzeniu tych paru miejsc niedźwiedź już ledwo co zipał, więc trzeba było w końcu wrócić do Centrum Zimbardo i „zabić” futrzaka podczas sądu nad nim, by mógł narodzić się nowy. Po odrodzeniu misia przyszedł czas na dalszą część wykładowczą festiwalu. Swój wykład przedstawiła Świerada. Opowiadała o obrzędach, zwyczajach oraz świętach związanych z okresem zapustów oraz końca karnawału. Dla tych, którym nie udało się dotrzeć zostanie on przedstawiony także podczas krakowskiego Wieczoru Tradycji Słowiańskiej i Rodzimowierczej organizowanego przez Gromadę Wanda w lutym, na który oczywiście serdecznie zapraszam.

Wykład Świerady fot. Mirosław Kurek

Wykład Świerady fot. Mirosław Kurek

Ostatnim oficjalnym punktem festiwalu był koncert Brzezicy. Brzezica to katowicko-krakowskie trio wykonujące najdawniejsze pieśni Słowian, sięgające do tradycyjnych technik wokalnych oraz do najstarszych wątków tematycznych pieśni. Członkinie grupy od lat interesują się śpiewem tradycyjnym i można je już było usłyszeć w różnych składach, takich jak KISA, Piwnica Śpiewu Tradycyjnego, Baby, Wte i nazod oraz Kuczeryki. Obecnie współpracują z folkowym zespołem Jar, tworząc projekt Jar i Brzezica. Zapraszam po więcej materiałów oraz informacji o tym projekcie tutaj: https://www.facebook.com/brzezica. Dziewczyny zaśpiewały a capella, ale były wspomagane przez klaszczącą publiczność.

Występ Brzezicy

Występ Brzezicy

Po występie, z racji że zbliżała się 22 i cisza nocna, przenieśliśmy się do pobliskiego pubu na biesiadę oraz folkowe jam session.

Folkowe jam session-fot. Mirosław Kurek

Folkowe jam session-fot. Mirosław Kurek

Podczas całego festiwalu organizatorzy zadbali oczywiście o przekąski oraz ciepłą herbatę. Na stołach leżała ogromna ilość pączków, faworków i innych słodyczy, którymi każdy się mógł częstować. Przerwy pomiędzy kolejnymi punktami festiwalu zapełniły nam rozmowy na tematy rodzimowiercze oraz o kształcie obecnego ruchu rodzimowierczego w Polsce. Rozstawaliśmy się w bardzo dobrym humorze oraz z zapowiedzią organizacji podobnego wydarzenia w przyszłym roku, na którym oczywiście zamierzamy się pojawić.

Zobacz też:

One Response to “Festiwal Rodzimowierczy w Katowicach: Zapusty – Relacja”

  1. avatar Spyra pisze:

    Związki Rodzimowierstwa Słowiańskiego z Celtyckim, które zachowało się na wyspach są oczywiste. Wystarczy zapoznać się z historią naszego Kraju
    ( patrz: http://sbb-music.jimdo.com/background ).

    Kto wie cokolwiek na temat folkloru Korsyki znajdzie jeszcze więcej podobieństw.
    Wiele obrzędów, nazw czy symboli zostało wchłonięte i nazbyt często skorumpowane przez narzuconą ludożerczą (androphagoi=barbarzyńcy=Germanie, haplogrupa I1) wersję pseudochrześcijaństwa, dla której płonące stosy, ludobójstwo i eksterminacja “pogan“, “heretyków“, “partyzantów“, “terrorystów“ i “politycznie niepoprawnych“ stanowią standardowe procedury.

    Warto dodać, że zarówno labarum, pierwsze chrzcielnice na Bałkanach czy plany pierwszych bazylik oparte były na Śudaršana Čakra, czyli znanym wśród Słowian (członków większej wspólnoty ludów haplogrupy R1 oraz stowarzyszonych grup G, I2 i N) znaku Peruna (Parjanya) “Gromoviti“ używanym przez Brahminów-Magów-Druidów-Żerców-Kołodziejów “przechrzczonym“ przez germańskich okupantów (już od 2000 lat) na “Mainzer Rad – Wheel of Mainz“.

    To właśnie Kołodzieje (właściwi), znani na terenach południowej Polski od ok. 2400 lat (Dorje-Dervan-Dzierżoń czy Kaśyapa-Kaśper-Spyra) związani z Kotynami-Kunonami-Hutynami (stąd nazwy jak kuźnia czy huta) i Bojkami (Kambojas) od ponad 4000 lat w demokratyczny sposób wybierali Piasta (właściwego), którego rytualna korona “Piasta“ (bardzo rozpowszechniona wśród Mittani i Hetytów (Niesytów)) i znana ze znalezsk z Perkuni (zachodnich ziem Bojków, Białowieża-Belovessiusa) znanej dziś jako Bawaria i Badenia, patrz korona Spyry ze Spiry (łac. Noviomagus Nemetus, ger. Schifferstadt bei Speyer) czy z okolic Ostrovicy nad Radęcą (niedaleko ger. Nürnberg) a nawet Avanton na zachód od Paryża nazywana była przez starożytnych Greków “Polos“. Piasta (Polos) Żerców-Kołodziejów stała się pierwowzorem papieskiej tiary, a pamięć o Piastach (właściwych) starano się wykorzenić nazywając tym tytułem całą rządzącą w Polsce dynastię, której znaczną część, n.p. Władysława Wygnańca i większość jego potomków t.zw. “Piastów Śląskich“, czy wyrodnego syna Władysława Łokietka – Kazimierza “Wielkiego“, który nie tylko dał Germańcom wszystko o co walczyli jego przodkowie, n.p. Śląsk i Pomorze Gdańskie, ale na domiar zainstalował w Polsce Germańsko-Żydowską agenturę nadając im przywileje i obsadzając na wysokich stanowiskach, podczas gdy Polacy zaprzęgani byli do niewolniczej pracy przy wycinaniu lasów, wyrobie cegieł i budowania dla Germańców i Żydów murowanych, zimnych warowni, które przez stulecia ogrzewano Polskimi lasami. Lasy zniknęły ułatwiając Germańską okupację Słowiańszczyzny a pola stanowią do dziś de facto Germańsko-Żydowskie latyfundia.
    Zarówno Kultura Wedyjska, zwana też Rodzimowierstwem, jak i autentyczne Chrześcijaństwo, zwane herezją zostało niemal doszczętnie wytrzebione przez “święte cesarstwo rzymskie narodu niemieckiego“ w ramach doktryn “Gott mit uns“ i “Deutschland (Teutonischland) über Alles in der Welt“.

    Polscy patrioci niestety nadal ulegają podstępnym manipulacjom Skandynawskich androphagów (ludożerców, haplogrupa I1) i ich “kościołowi katolickiemu“ zapominając, że w Polsce mieszkamy już ponad 5000 lat a nasze najznakomitsze rody szczycą się 4000-letnim rodwodem. Wiele rodów szlacheckich szczyci się 2600-letnim rodowodem – t.zw. “Scytowie“ (Śaka, Škudra, Kamboja, Sarmaci) – wezwani przez Żerców-Magów-Kołodziejów na pomoc przy zdobyciu despotycznej Niniwy ok. 612 p.n.e. powrócili przez Anatolię, Saspersję, Kolchidę i Kaukaz na Kresy i znani są odtąd jako Sarmaci. W tamtych czasach spokrewnieni z Sarmatami Słowianie nie parali się jeszcze wojaczką, lecz jako rolnicy przywiązani do ziemi przodków zachowali również srarożytny język (stąd nazwa, choć mogło by być również Głagolcy lub Sanglechi) oraz wiele elementów pierwotnych wierzeń i kultury.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.