search
top

Kim nie jest żerca?

Swego czasu, na popularnym wówczas, ogólnopolskim Rodzimowierczym forum pewien człowiek podjął się uporządkowania swoich przemyśleń dotyczących tego, kim jest i powinien być żerca. Całości tego wywodu nie pomnę, dość powiedzieć, że nakreślony w nim obraz przypominał raczej liberalnego zachodniego pastora, aniżeli faktycznego kapłana dawnej wiary. Analiza tychże propozycji, w połączeniu z obserwacją odbywających się w środowisku dyskusji na ten temat, skłoniła mnie do spisania kilku własnych refleksji. Środowisko rodzimowiercze w Polsce poszczycić się może posiadaniem co najmniej kilkunastu osób mieniących się żercami, czasem wołchwami. Z uwagi, iż środowisko jest nadal dość rachityczne w swej strukturze, żerca taki zwykle wykonuje swoją posługę „po godzinach”, czyli najczęściej posiada zwykłą pracę i życie, a żercą staje się głównie na czas obrzędów. A więc kilka razy do roku. Pod artykułem dotyczącym zbiórki na świątynię zbulwersowany czytelnik zarzucił jej inicjatorom, że gdy taka świątynia już stanie, ktoś będzie musiał w niej siedzieć, a ludzie na niego łożyć, aby ten mógł się utrzymać. Patrząc praktycznie byłaby to wizja wcale ciekawa, ale czy a) wśród dzisiejszych żerców istnieje ktoś gotowy na takie poświęcenie i jakby nie patrzył niepewny byt; oraz b) czy na takiego żercę, dostępnego 24/7 jest w ogóle popyt, pomijając przekaz o żercach utrzymujących się z pracy własnych rąk? Odpowiedź na oba pytania wydaje się być prosta: wątpliwe. Przeciętna wspólnota rodzimowiercza gromadzi od kilku do góra kilkudziesięciu osób, którym wystarczy uczęszczać na obrzędy, a jeśli potrzebują osobistego kontaktu z Bogami to raczej udadzą się w głuszę (jeśli w ogóle), niż do człowieka. Rodzi to kolejne pytanie czy w takim razie żerca jest w ogóle potrzebny. W jednej z dyskusji inny czytelnik zauważył, że wybór przez grupę osoby prowadzącej obrzędy jest sztuczny, bo „lać miód w ognisku umie każdy głupi”. Dlatego zastanówmy się przez chwilę kim żerca nie jest – a kim powinien być. Zgodnie z naszym redakcyjnym kierunkiem „narzucania”*. Żerca nie jest księdzem, ale nie jest też aktorem teatralnym Jak pokazuje doświadczenie, w Rodzimowierstwie ważniejszy jest osobisty kontakt z Bogami osiągany w anekumenie, aniżeli wstawiennictwo kapłana przed Nimi. Stąd, jak to już wspomniano, raczej brak popytu na etatowego kapłana, który służyłby wiernym wsparciem duchowym i moralnym 24/7. Czy to dobrze – można polemizować, dość powiedzieć, że brak popytu nie oznacza bynajmniej, że żerca na taką ewentualność nie powinien być przygotowany. Zwykle przecież to właśnie żercy gromadzą wokół siebie resztę wspólnoty, powinni więc być ludźmi co najmniej godnymi zaufania, nie zaś zwykłym kolegą, który czasem zakłada białą szatę. Z drugiej strony, żerca to nie aktor występujący... read more

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.