search
top

Po co przychodzę na obrzędy czyli uwaga za rozmowy na lekcji

Dziś krótki wpis o ludziach, którzy nie tylko nie szanują Bogów, ale także czasu i pracy innych ludzi; a nadto nie szanują samych siebie. O kim mowa? O specyficznym rodzaju ludzi przychodzących na obrzędy nie po to, aby uczestniczyć w nich duchowo, ale by móc skomentować otoczenie i „wyrobić normę” w oczekiwaniu na zimne piwo na biesiadzie.

Z jednej strony temat ten nie jest ani nowy, ani szczególnie bulwersujący, ani nawet ciekawy. Nie mniej jednak wart jest zaznaczenia, szczególnie po tegorocznych obchodach święta Stado. Ludzie, o których mowa we wstępie przybyli tam szczególnie tłumnie – i co dość deprymujący – średnia ich wieku zdawała się oscylować co najmniej w okolicach pięćdziesiątki. Aczkolwiek nie jest to regułą, bo znaleźliby się i młodsi przedstawiciele tej grupy.

A stanowią ją osobniki, które już po rozpoczęciu obchodów głośno komentują wszystko dookoła i to w dość prymitywny sposób. Nie mówimy tu o zwykłej wymianie zdań czy głośnym wypowiadaniu normalnych opinii, ale o kpiarskim tonie lekko zabarwionym cynizmem i suto doprawionym kompletnym brakiem zainteresowania esencją święta. A przede wszystkim wypowiadanym w czasie trwania, nomen omen, nabożeństwa.

„I oni tak na poważnie?” – pyta starsza pani koleżankę, tez już w słusznym wieku. „Po ile takie ozdoby?” A z czego są robione?” – te słowa padają z kolei w czasie gdy żercy składają w święty ogień ofiarę, a zgromadzony w kręgu tłum słucha i obserwuje ich z nabożną czcią. „Nieźle musieli się naćpać” – komentuje inna pani, widać weteranka komunistycznych wieców, gdyż przed rozpoczęciem obchodów przy barze oburza się na sugestię, że mogłaby obchodzić Boże ciało w inny sposób niż grillując. Komentarzom nie ma końca. Starszy pan co chwilę pyta małżonkę o jakieś nieistotne w tym momencie rzeczy; powinny one w każdym razie poczekać do końca obrzędu albo zostać wyjaśnione przed jego rozpoczęciem. Widać jednak, że osobnik ów nie wie za bardzo gdzie jest i po co. „Ileż można stać! Co oni sobie myślą!” – to już komentarze na temat czasu trwania obrzędu. „I oni tak marnują to do ognia?”, „Wszyscy na biało jak sekta jakaś albo katole”, „Daj rozmasuję” czy „Niech to się skończy” to kolejne komentarze. Towarzyszy im przewracanie oczami oraz wyjmowanie telefonów. Te ostatnie zresztą kilka razy zadzwoniły nie tylko owym nieszczęśnikom, i to mimo wyraźnej prośby żerców o ich wyłączenie i zwykłego poczucia przyzwoitości. O wychodzeniu sobie z kręgu, siadaniu czy wykonywaniu wszelkich innych czynności poza przeżywaniem obrzędu litościwie nie wspomnę.

Z jednej strony mogę zrozumieć neofitów, że czegoś nie wiedzą. Mogę zrozumieć nie-rodzimowierców nie znających zwyczajów. Nie mogę natomiast zrozumieć obwieszonych słowiańską symboliką ludzi z premedytacją przychodzących na obrzęd, stających w kręgu by potem móc kpić, lżyć albo swobodnie komentować niczym Tomek i Romek z ostatniej ławki na lekcji matematyki. Wiadomo – obchody były tak liczne, że naturalnie trudno zapanować nad takim chaosem oraz tym, kto staje w kręgu i po co. Z pewnej odległości nie zawsze było słychać, co żercy mówili i czy w ogóle. Żadne to jednak usprawiedliwienie, ponieważ gdy stojący nieopodal młody człowiek zwrócił komentatorom uwagę, ci zareagowali dwojako. Zmieniając miejsce w kręgu na bardziej od owego młodzieńca oddalone oraz… w ogóle z niego wychodząc. Taki to szacunek dla czyjejś pracy i boskiego dzieła.

Stąd ludzie ci raz, że nie szanują Bogów, skoro w momencie składania dla Nich ofiar ważniejsze jest szczebiotanie do kolegi obok. Nie szanują pracy innych ludzi, bo święto przygotowano również dla nich, skoro się na nim stawili, a dają do zrozumienia, że jego treść ich bynajmniej nie interesuje. Nie interesuje ich też czy aby nie przeszkadzają innym uczestnikom. Ludzie ci nie szanują wreszcie samych siebie, bo wystawiają sobie nędzne świadectwo, które potem skutkuje ich zapamiętaniem i pisaniem takich artykułów jak ten, a nadto – nie szanują swojego czasu, skoro uważają, że przeszkadzanie komuś w akcie religijnym jest dobrym pomysłem na jego spędzanie.

Najgorsze w tym jednak to, że podane wyżej przykłady dotyczyły co prawda ludzi starszych i być może niezwiązanych z ruchem na co dzień, ale z powodzeniem można je rozciągnąć również na obecnych na święcie o wiele młodszych rodzimowierców, którzy zachowywali się zgoła podobnie. A to każe myśleć, że dla niektórych jest to po prostu normą.

Zobacz też:

4 Responses to “Po co przychodzę na obrzędy czyli uwaga za rozmowy na lekcji”

  1. avatar Przewodas pisze:

    Jestem zdumiony, że przeprowadzacie obrzędy w miejscach, gdzie nie można zagwarantować należytego szacunku dla żertwy. W imię czego to robicie? Dla zawyżania frekwencji na siłę? Czy żeby zrobić medialną pokazówkę z rodzimej wiary?
    Przypominam, że Rodzimy Kościół Polski z założenia nie robi żadnych obrzędów na Przystanek Woodstock, właśnie po to by nie narażać powagi ceremonii. Ale to wy jesteście „prawdziwi rodzimowiercy”, więc my się pewnie nie znamy…

    • avatar Duchtynia pisze:

      Kto to jest wy? My niczego nie organizujemy. Piszemy jak było u kogoś.
      Zabawy „najstarszego itd.” związku nas nie interesują i zgodnie z obietnicą próby reklamy czy antyreklamy tego związku na tej stronie kończyć się będą banem, panie Konradzie.

  2. Dobry temat, bardzo dobry.

    Jednakże takich ludzi można spotkać w każdej społeczności religijnej. Przy czym u nas w grupach gdzie powiększają się, pojawiają się tacy ludzie. Prawdopodobnie dlatego że wyszli z innych obrządków, a tam zachowywali lub zachowują się wciąż tak samo. (pewnie są wśród nas tacy którzy w sobotę idą na obrzęd rodzimowierczy, a w niedziele na mszę do kościoła)

    Np. Do obrzędu podchodzą już pijani, obiata dla nich to wrzucenie jakiegoś śmiecia (np. paragonu ze sklepu jak kupował piwo) czy ogólne stosowanie słownictwa które nie przystoi człowiekowi. Już nie mówiąc że często takie zachowania są też przy małych dzieciach, które obserwują i widzą że dorośli nie są w żaden sposób ukarani za taki niegodny czyn.

    Na koniec powiem, że My Rodzimowiercy. Ciągle uczymy się i będziemy uczyć się jeszcze długie lata jak porządnie uczestniczyć w obrzędach i świętach.

  3. avatar Kulejanka pisze:

    Warto wspomnieć również o osobach, ktore przychodzą na obrzędy, biorą w nich udział (dokładniej można to nazwać udziałem biernym ) i odnoszę wrażenie, że robią to tylko dla biesiad, które mają miejsce po obrzędzie. Jestem w społeczności, gdzie składamy się na tego typu spotkania lub sami przygotowujemy obiatę dla Bogów i przynosimy własne jedzenie oraz trunki w celu zabawy. Rozumiemy, że niekotrzy chwilowo nie mają możliwości wykazać się w tej kwestii, bo brak czasu lub pieniędzy, ale spotykamy się z takim zachowaniem notorycznie. To samo dotyczy przygotowania miejsca przed świętowaniem… Chociażby naszykowanie drewna, co kosztuje tylko pracę naszych mięśni. Dla mnie to po prostu brak zaangażowania. Ale tak, jak mówił Lechosław… Musimy czekać, dawać przykład sobą samym i wytrwale potępiać zachowanie niegodne Rodzimowiercy podczas obrzędów.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.