Rodzimowiercy, czas odzyskać Toporła!

„Przynoszę wam zatem piękny znak, nowego Orła i to jeszcze prostszego od piastowskiego, abyście wy, co opętani jesteście jako i ja, zamiarem rodosławiańskiej misji; z sercem otwartym przyjęli na swe sztandary, szczerego wyznania patriotyzmu narodowego i rasowego, ten oto znak Topora, co Orłem się stał. Niechaj Toporzeł da nam wszystkim, bez względu na odmienne ścieżki zmierzań do tego samego Ideału, potrzebne dziś natchnienie!”

Tak o toporle pisał jego twórca Stanisław Szukalski, znany także jako Stach z Warty w wydawanym przez siebie piśmie „Krak” z 1938 roku. W założeniu artysty symbol miał się stać znakiem rozpoznawczym jego wizji z pogranicza sztuki i polityki, której urzeczywistnieniem byłoby powstanie „Polski II-giej”, kraju rządzonego przez „twórczą młódź”. Ustroju nowego państwa artysta nie sprecyzował, ale jako jego duchowego patrona wskazywał marszałka Józefa Piłsudskiego.

Miejscem narodowego kultu, odpowiednikiem Wawelu, miałaby być nomen omen Duchtynia, zbudowana na dnie Smoczej Jamy. W niej stanąłby specjalny, symboliczny pomnik marszałka, a także światowid z twarzami Piłsudskiego, Kazimierza Wielkiego, Kopernika oraz Mickiewicza. Wewnątrz rzeźby stanąłby zaś toporzeł, którego pielgrzymi odwiedzający świątynię mogliby dotykać wsuwając ręce w jej głąb.

Szukalski na wystawiue w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie,
rok 1936
Fot. NAC

Tyle pokrótce o wizji Stacha. Po niej do dziś został nam między innymi właśnie symbol toporła – dziś nieco zapomniany i kojarzony raczej z radykalnymi ruchami politycznymi, o ile w ogóle. Jak można się domyślić wiąże się z tym jego demonizacja, i tak np. organizacja „Football Against Racism in Europe” w swojej walce z wiatrakami zakwalifikowała go jako „symbol rasistowski”, tym samym zrównując go np. z Falangą. Tymczasem, ani rodzimowiercy ani ktokolwiek inny Toporła bać się, ani wstydzić, nie powinni.

Szukalski pomyślał swój symbol jako uosabiający ducha nowej Polski, która – w odróżnieniu od starej – charakteryzowałaby się młodzieńczą siłą i kreatywnością, bojowym nastawieniem, a co dla nas najważniejsze, zawierała w sobie silne odwołanie do słowiańskiej plemienności i hardości lechickiego ducha. Topór, jako narzędzie tak obronne jak i gospodarskie, miał świadczyć o przywiązaniu do ziemi („ziemię kochają tylko Ci, co ją uprawiają”) oraz zdolności do jej obrony. Orzeł zaś, pradawny symbol Polski (związany z Perunem) każdemu jest znany.

Niewielki epizod, toporzeł zaliczył jako rekwizyt w „Kraku, synu Ludoli”. W jednej z ostatnich scen dzierży go Gniewatra, matka tytułowego bohatera. Postać pojawia się w krytycznej chwili, a zebrani padają przed nią na kolana.

Oddaję wam Młodzi Sławiańska, na ręce syna mego Kraka ten oto znak Woli i narzędzie Czynu! A ty, synu Ludoli i Gniewatry, idź przed się z Toporłem w nieustępliwej dłoni, by Wolę w Czyn zamienić, Słowo w Chleb, a Marzenie w Wielkość Sławii. Uczyń z niego nabrzmiano Odrodzenia Dziejów i zmartwychwstania Bogobrzędu! Budujcie Nim świątynię dla Boga Jedności Sławiańskiej, wspólnym zamiarem!

A teraz biegnijcie tam, gdzie się krzywda dzieje, tam gdzie starzy z Młodych krwawe ofiary sobie dla korzyści czynią!

(Krak odebrawszy Toporła od Gniewatry stoi z nim wysoko podniesionym na środku bębna. Gniewatra znika powolnie pod ziemię, Krak opuszcza Toporła do piersi.)

Ta scena chyba najlepiej tłumaczy czym, w założeniu jego twórcy miał być toporzeł.

Rodzimowierstwo w zakresie światopoglądu charakteryzuje się patriotyzmem, poczuciem etnicznej wspólnoty i to zupełnie abstrahując od zapatrywań politycznych rozkładających się na (przestarzałej zresztą) osi prawica – lewica. Wielu rodzimowierców, z charakterystycznym romantyzmem (żeby nie powiedzieć, romantyczną naiwnością) wierzy, że ich wiara jest odtrutką tak na religie abrahamowe, ze szczególnym uwzględnieniem tej obecnie panującej, jak i na otchłań ateizmu, kosmpolityzmu czy liberalnych doktryn społecznych. Stąd Toporzeł wydaje się być idealnym symbolem „nowego Polaka”, Słowianina, przywiązanego do swojej ziemi i tradycji, a jednakże patrzącego w przyszłość – inną niż, chcieliby rysować tak inżynierowie modernizmu jak i konserwatorzy starego porządku. A jednak środowisko rodzimowiercze od Toporła wyraźnie stroni i chciałoby się spytać – dlaczego?

Po lewej klasyczny Toporzeł Szukalskiego na okładce dramatu „Krak, syn Ludoli” jego autorstwa. Po prawej – współczesny Toporzeł wykorzystywany przez NS Zadruga.
Fot. Wydawnictwo Toporzeł / NS „Zadruga” Podlasie

W obecnej chwili symbolu Toporła używają trzy instytucje.

Pierwszą z nich jest Wydawnictwo Toporzeł, założone w 1990 roku we Wrocławiu przez Zdzisława „Unibora” Słowińskiego. Znane jest przede wszystkim z popularyzowania dzieł ideologów przedwojennej „Zadrugi” Jana Stachniuka, z która to organizacją zresztą Szukalski przez krótki okres współpracował.

Drugą grupą jest marginalne Nacjonalistyczne Stowarzyszenie „Zadruga”, odwołujące się na swój sposób do działalności przedwojennego imiennika, działające na uboczu politycznego radykalizmu.

Trzecim zaś użytkownikiem Toporła jest Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”, grupa metapolityczna, angażująca się w organizację wykładów, spotkań czy manifestacji, prowadząca także działalność wydawniczą (np. periodyk „Trygław).

Nie oceniając działalności żadnej z grup, należy wskazać, że żadna z nich nie zajmuje szczególnie widocznego miejsca na arenie politycznych zmagań, a poza gronem co bardziej wtajemniczonych wszystkie trzy pozostają co najmniej nieznane.

Nie licząc także słynącej z przeróbek sowieckich i nazistowskich plakatów NS „Zadrugi”, żadna bynajmniej nie razi swoim wizerunkiem, co tym bardziej każe się zastanowić, co też powoduje odrzucenie – zdawałoby się skrojonego specjalnie dla nich – symbolu Toporła przez rodzimowierców. Szczególnie, że to właśnie oni czynią niemałe wysiłki, aby zmyć odium z pradawnego symbolu swastyki.

St. Szukalski – „Aviator”
Domena publiczna

Jaki więc czeka los symbol niedoszłej Polski drugiej? Biorąc pod uwagę brak ciążącej na nim „politycznej klątwy” powinien być stosunkowo łatwym do implementacji elementem identyfikacji środowisk Rodzimowierczych, podkreślającym jednocześnie charakter ich działalności. Natomiast wysiłek, by Toporła „odzyskać” z politycznego marginesu powinien być poczyniony kolektywnie – i bez zbędnej sensacji, tak jak robi się to właśnie z innymi symbolami, które szerszemu społeczeństwu zohydzili ludzie, którzy mieli najmniejsze prawo do posługiwania się nimi.

Ilustracja do tekstu: Stanisław Szukalski wraz z członkami grupy artystycznej Szczep Rogate Serce na wystawie w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie,
rok 1936
Fot. NAC

4 Komentarze

  1. Próba odzyskania toporła, której jesteście chyba pierwszymi apologetami, nasuwa od razu skojarzenie z obrońcami sierpa i młota, natomiast związek ze swastyką jest bardzo naciągany. Zarówno sierp i młot jak i toporzeł to współczesne symbole, które przez większość czasu swojego istnienia najsilniej zostały rozpoznane w użyciu ze strony tworów politycznych o wątpliwej proweniencji, w przeciwieństwie do posiadającej tradycję liczoną w tysiącach lat swastyki. Nie bardzo widzę sens ich odzyskiwania. Nie rozumiem także stwierdzenia, że Niklot nie razi swoim wizerunkiem, skoro regularnie pojawia się na Marszu Niepodległości i współpracuje z organizacjami narodowo-katolickimi. W internecie można natrafić na takie zdjęcia: https://www.wprost.pl/_thumb/02/dd/37bccbbe60107a94f3734a85a0e0.jpeg Nie razi?
    Toporzeł również pojawia się na koncertach neonazistowskich zespołów bez pomocy jakichkolwiek organizacji: http://antyfaszystowskiepodbeskidzie.blog.pl/files/2016/06/foto-4.jpg
    Natomiast manifest Szukalskiego określa rodosławizm wprost jako ideę rasistowską: http://www.zadruga.pl/zew-do-m-odzi-rodos-awia-skiej.html

    Co tu jest zatem do odzyskiwania? I po co? To nie jest nawet symbol religijny. Ot, wymysł turbosłowianina (uzdolnionego, bo uzdolnionego, ale jednak), ukochany przez turbopatriotów (czy jak kto woli nacjonalistów).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*