Upolitycznienie rodzimowierstwa i inne mity

W ostatnim czasie zaobserwować można w środowisku rodzimowierczym niejakie poruszenie wywołane najwyraźniej przez stare i dobrze znane demony z szafy, a mianowicie kwestie „rasizmu”, „nacjonalizmu” i wszelkich innych „izmów” budzących lęk nowoczesnego człowieka. Tego rodzaju strachy od blisko 70 lat wywołują w społeczeństwie popłoch, jednakże rodzimowierstwo do tej pory zdawało się być od tej paniki wolne. Co takiego się więc zmieniło w ostatnim czasie?

Każdy, kto rodzimowierstwem interesuje się głębiej niż na zasadzie ładnej estetyki rozumie jego związki z kulturą, ludem, ziemią. Są to rzeczy oczywiste, zawarte wszak w samej nazwie rodzimowierstwa – wiary „rodzimej”, więc „tutejszej”. Tutejszość oznacza zaś nie bynajmniej samą geografię, ale związki zamieszkującego dany teren ludu – w tym wypadku oczywiście Słowian – z jego ziemią. Rodzimowierstwo podkreśla znaczenie tego związku; promuje kult płodnej matki ziemi, kult przodków. Jest to więc religia krwi i ziemi, które to stwierdzenie już jest dla niektórych przerażające z racji skojarzeń z niemiecką ideologią Blut und boden (niem. Krew i ziemia) odwołującej się właśnie do więzi człowieka z uprawianą przez niego ziemią. Ideologia promowała wartości chłopskie, rustykalne, przeciwstawiane miejskim. Spopularyzowana została w czasach III Rzeszy, gdzie wpasowała się w ideologię narodowego-socjalizmu i volkizmu, ale sama w sobie jest od niej blisko 30 lat starsza. Jakkolwiek, abstrahując od Niemców i ich nazizmu, rodzimowierstwo bynajmniej nie jest i nigdy nie było samo w sobie ruchem politycznym, a przecież tak prosta idea jak więź ludu i ziemi, oczywiście niepisana, istnieje odkąd powstała tylko agrokultura, a i ludów koczowniczych odsądzać od czci dla ich ziemi nie można.

Więź ludu chłopskiego z ich ziemią dostrzegali wcześni propagatorzy proto-rodzimowierczych idei jak choćby Zorian Dołęga-Chodakowski (1784 – 1825), wskazując na silnie związaną z cyklem rocznym, ponadczasową obrzędowość ludową będącą echem wierzeń przedchrześcijańskich. Więź tą dostrzegali także XX-wieczni działacze kładący fundamenty pod późniejsze rodzimowierstwo związani z międzywojennym środowiskiem „Zadrugi”.  I dziś, po upływie niemal wieku, okazuje się, że niektórzy rodzimowiercy mają z tym problem, powołując się np. na hippisowskie podłoże podobnych ruchów na Litwie (co bynajmniej wcale nie neguje związków lud-ziemia, wręcz przeciwnie) czy też lewicowy charakter zachodnich ruchów pogańskich. Zaczynają się w debacie wrzaski o wszelkich hitlerach i negacje najbardziej tradycjonalistycznej warstwy naszej wiary. Przede wszystkim jednak wskazuje się na rzekome upolitycznienie rodzimowierstwa, oczywiście działające tylko w jedną stronę. Czy coś takiego ma miejsce w istocie? Czy jest w ogóle o czym rozmawiać?

Nie tak dawno temu na fali paniki wywołanej prowokacją pewnej zachodniej telewizji nadającej na terenie Polski pojawiać zaczęły się histeryczne dyskusje odnośnie „odcinania”, „odżegnywania” itd. od ideologii układania wafelków w prastary znak Słońca. Były oświadczenia, była krytyka oświadczeń, były zadymy na facebooku i wyrzucanie się ze znajomych. Wszystko to w trosce o „apolityczność” Rodzimowierstwa, rzecz co najmniej niemożliwą do zrealizowania, szczególnie biorąc pod uwagę nastawienie wielu przedstawicieli tego środowiska do religii większości. Tu i ówdzie powyciągano jakieś brudy – ten był w Ruchu Narodowym, tamten w Niklocie, a jeszcze inny w Waffen-SS. Nadal wszystko dla dobra środowiska, które – wedle mentorów odżegnywania się – powinno się raz, a dobrze odżegnać od wszystkiego co może wywoływać jakiekolwiek skojarzenia z wydarzeniami lat 1933-1945 w kraju tak ościennym jak i rodzimym. Brudów typu Razem, KPP czy inne NKWD nikt z atakujących oczywiście nie wyciągał.

Nieco wcześniej cyklicznie wracała też na różnych zjazdach zadyma o niebezpieczne słowa takie jak „etniczny”, „narodowy” czy „biały”, bo przecież a to ktoś chciałby mieć w gromadzie Murzyna, a to inny z kolei nie; a jak ktoś ma żydowskie nazwisko to już w ogóle afera. Stanów przejściowych nie stwierdzono. Paradoksalnie, wszystkie te zabawy nakręcali przede wszystkim co liberalniejsi rodzimowiercy, którzy z jednej strony chcieliby odłożenia polityki na bok (tudzież „odżegnania się”), z drugiej – uderz w stół, a nożyce się odezwą. Tak jak z odcinaniem się od wafelków w momencie gdy o powiązania z nimi środowiska nikt specjalnie nie posądzał.

Jest też strona, która wielce by sobie życzyła, aby druga strona wreszcie została dobitnie zaszufladkowana jako IV Rzesza, a wtedy ona mogłaby się ODŻEGNAĆ i zbić jakiś tam kapitał na kolejnym podziale. Znowuż, są też tacy co coś tam, gdzieś tam widzieli, nie bardzo wiedzą gdzie i co, no ale dla dobra wszystkich zrobią z tego aferę na tak dużą skalę, jak tylko się da; inni zaś chętnie takie afery wywołają prowokując tych pierwszych, bo tak lubią. I tak to się kręci. A tymczasem ktoś zupełnie trzeci zaciera ręce widząc co się wyprawia w tym rachitycznym rodzimowierczym światku.

Prawda jednak jest taka, że odkąd autorzy pamiętają nikt nie kwestionował etniczności rodzimowierstwa czy też nie zadawał pytań o to czy taki a śmaki może być rodzimowiercą. Rodzimowierstwo powstało w oparciu o kulturę Słowian – przez Słowian, dla Słowian, o Słowianach, ze Słowianami. Było to tak naturalne, że aż niewidoczne w debacie, bo nikt nie zaprzątał sobie głowy jakimiś kompletnymi podstawami sensowności całego ruchu. „Niewygodne” (dla zadających) pytania musiały prędzej czy później paść, ale zarzuty o upolitycznienie rodzimowierstwa wypowiadają jedynie ci, którzy te pytania zadali. Bo otrzymali odpowiedzi niezgodne z ich oczekiwaniem. Bo każdy chciałby, żeby było na jego. Bo każdemu coś przeszkadza i każdego coś uwiera. Szkoda tylko, że jedni po prostu podrapią gdzie swędzi i zajmą się swoją robotą, inni wolą żeby pół świata usłyszało jak to im niewygodnie.

Tymczasem, najlepsze co Rodzimowierca, niezależnie od poglądów politycznych – o ile nie kolidują one z sensem wyznawanej przez niego religii, a to wcale nie jest takie rzadkie i wcale często takiemu delikwentowi to nie przeszkadza, ba prędzej zrobi awanturę o reformę religii w celu dostosowania jej założeń do jego odlotów – powinien zrobić, to zająć się Rodzimowierstwem. Budową świątyń i świętych miejsc. Organizacją obrzędów. Debatami o obrzędach, teologii, folklorze. Kwestie czy Mokele Mwabme może być Rodzimowiercą bo tak mu się podoba są do rozstrzygania co najwyżej na poziomie lokalnym, ale nie można oczekiwać, że reszta temu przyklaśnie tylko i wyłącznie ze strachu przed pałką z napisem „rasizm”. Rodzimowiercy wykazują zaskakujący brak konsekwencji jednocześnie pokazując jakiś rodzaj etno-nacjonalizmu w stosunku do katolickiej większości, która nierzadko bywa przez nich szufladkowana jako jacyś „najedźcy”, „okupanci” – w każdym razie „oni”, w odróżnieniu od „nas”, Słowian…  I jednocześnie odżegnując się od takich tendencji gdy wchodzą na grząski grunt politycznej poprawności klucząc wśród tabliczek z napisami „rasa”, „etnos” czy „naród”.

Tak, przywiązanie, kultywowanie i nawet uważanie za lepszą własnej kultury, rasy, etnosu nie musi się wiązać z negatywnymi emocjami w stosunku do innych kultur, ras i etnosów – ale paranoiczne odżegnywanie się ile razy ktoś szczeknie czyni z nas jedynie tchórzy i pożywkę dla szukających taniej sensacji hien. Rodzimowierstwo Słowiańskie to słowiańska religia współczesnych Słowian kultywujących wiarę ich Słowiańskich Przodków. W tym zdaniu zawiera się chyba wszystko co moglibyśmy na ten temat powiedzieć – reszta jest konsekwencją. Potem słuchamy krytycznych tyrad o kosmopolitycznym, uniwersalistycznym Chrześcijaństwie – i to od osób, którym  w ogóle nie przeszkadza promowanie tego samego w Rodzimowierstwie. Nader wszystko śmieszne są w tej politycznej zadymie reakcje – najczęściej polegające na stosowaniu różnych blokad na Facebooku. To chyba najlepiej świadczy o powadze tego wszystkiego. I środowiska w ogóle.

A dla wszystkich, którzy w ZUPEŁNIE DLA RODZIMOWIERSTWA naturalnym swego rodzaju tradycjonalizmie, elitaryzmie i hermetyczności widzą jakieś upolitycznianie, a jednocześnie sami bez przerwy szczują środowisko jakimiś pomówieniami o polityczny radykalizm prosta rada, aby zastanowili się, co właściwie robią i komu to służy. Bo jedyne upolitycznianie czegokolwiek stosują tu oni, nadając zupełnie naturalnym kwestiom i zjawiskom polityczny ton, wrzucając go w prostackie ramy osi lewo-prawo i kręcąc kolejne afery. A pokłosie tego już zaczyna być widoczne.

7 Komentarze

  1. I po co to rżnięcie głupa i odwracanie kota ogonem? Nikt nie kwestionuje etniczności rodzimowierstwa, bo to sprawa oczywista. Co innego jednak tolerowanie i to z nieograniczonym kredytem tolerancji jawnego neonaziolstwa na obrzędach i w grupach. Duchowi spadkobiercy morderców naszych Przodków i Bohaterów są mile widziani i bez przerwy pokrętnie usprawiedliwiani i to jest problem! Nie ma płotu pomiędzy rodzimowierstwem a ruchami neonaziolskimi i brunatne bagno wlewa się jak chce, kiedy chce i to jest OK. Co innego gdy jakiemuś uczciwemu polskiemu patriocie to się nie spodoba. O wtedy, to jest straszne lewactwo, które o zemstę perunową woła… Przestańcie więc bagatelizwać, ściemniać i zwyczajnie łżeć!

    • Panie, ale miej pan odwagę wreszcie wskazać tych nazistów i nieuków z imienia i nazwiska, bo ciągle ktoś, coś gdzies, ale kto to jest? Bo przeciez musza istniec jakies niezbite dowody na istnienie tych nazistów, a skoro istnieją, to czemu ciągle to owijanie w bawełnę?
      Czy ja ciebie nie widziałem na nazistowskim marszu w WarsZawie?
      I w ogóle skad pan wiesz co sie dzieje na obrzedach rodzimowierczych skoro bywasz pan tylko na jakiś podwarszawskich spędach?

      • Miarkuj się anonimowy chłystku, kiedy do mnie mówisz.
        Neonazistów hulających w polskim rodzimowierstwie w większości z imienia i nazwiska nie znam, bo się nie przedstawiają i tchórzliwie kryją twarze. Godne stawanie z odkrytą przyłbicą jak aryskim wojom przystało jest obce im i tobie.
        Wątpliwości jak na razie nie mam co do Tomasza Szczepańskiego, prezesa Niklota – 11.11.2017 przekroczył brunatny Rubikon idąc z Czarnym Blokiem pod znakiem Czarnego Słońca, symbolu zakonu SS. Od tej pory Regalica jest mi zdrajcą słowiańskiej ziemi i krwi, wrogiem Polski, naszych Przodków i Bohaterów. 20 lat przyjaźni spuszczam w kiblu.

  2. „Jawnego neonaziolstwa na obrzedach” poprosilbym o jeden (pewnie ma pan ich cala mase) taki przypadek, chociaz w miare udokumentowany. Nie wiem, jakis oltarz rodzimowierczy ze Swietowitem i Hitlerem, sztandary 3 Rzeszy na obrzedzie, nie wiem, cokolwiek…

  3. > „W ostatnim czasie zaobserwować można w środowisku rodzimowierczym niejakie poruszenie wywołane najwyraźniej przez stare i dobrze znane demony z szafy”

    Skoro stare i dobrze znane to dlaczego nikt się nimi wcześniej nie zajął? A może jednak, tylko wówczas środowiska, które się tego podejmowały, próbowano dyskredytować?

    > „jednakże rodzimowierstwo do tej pory zdawało się być od tej paniki wolne.”

    Czyżby? Chyba jednak nie do końca.

    > „Co takiego się więc zmieniło w ostatnim czasie?”

    Zjawisko zaczęło przybierać na natężeniu?

    > „rodzimowierstwo bynajmniej nie jest i nigdy nie było samo w sobie ruchem politycznym”

    Teza źle postawiona… Nigdy nie powinno być, a jednak część środowisk skrajnie nacjonalistycznych (np. powojenna NS Zadruga) uważała i nadal uważa zgoła inaczej, że rodzima wiara i polityka są ze sobą ściśle i stale związane. Z tego co wiem, to tylko jeden związek rodzimowierczy otwarcie i publicznie zgłasza swój apolityczny (na tyle na ile to współcześnie możliwe – bo o ile wiara nie powinna zajmować się polityką, to niestety polityka niejednokrotnie zajmuje się regulacjami dotyczącymi wiary) charakter.

    > „Prawda jednak jest taka, że odkąd autorzy pamiętają nikt nie kwestionował etniczności rodzimowierstwa czy też nie zadawał pytań o to czy taki a śmaki może być rodzimowiercą.”

    Śmiech Yonga: HA, HA, HA… A przykładowo taki zapis jednej czy dwóch ze wspólnot ktoś sobie przypomina? „Do rodzimej słowiańskiej wiary nie należą [osoby które] genetycznie nie są Słowianami (nie są pochodzenia słowiańskiego)”?

    > „Tymczasem, najlepsze co Rodzimowierca, niezależnie od poglądów politycznych […] powinien zrobić, to zająć się Rodzimowierstwem. Budową świątyń i świętych miejsc. Organizacją obrzędów. Debatami o obrzędach, teologii, folklorze.”

    No jakbym słyszał nawołujące do tego od co najmniej kilku lat RKP. 🙂

    > „…przywiązanie, kultywowanie i nawet uważanie za lepszą własnej kultury, rasy, etnosu nie musi się wiązać z negatywnymi emocjami w stosunku do innych kultur, ras i etnosów”

    …uważanie za lepszą DLA SIEBIE własnej kultury – jak wyżej.

    > „Rodzimowiercy wykazują zaskakujący brak konsekwencji”

    Jak mają nie wykazywać skoro większość wspólnot i grup nie posiada nawet sformułowanych i publicznie przedstawionych założeń?

    > „prosta rada, aby zastanowili się, co właściwie robią i komu to służy”

    A komu służy przymykanie oczu i tolerowanie nazioli w środowisku rodzimowierczym, którzy przez to z roku na rok poczynają obie w nim coraz śmielej? W artykule przewija się miejscami bliżej nieokreślona trzecia strona (lub siła) której zależy na skłócaniu i rozbiciu środowiska rodzimwoierczego lub chcąca zbić jakiś bliżej nieokreślony kapitał. A mnie interesuje inna sprawa, mianowicie kto stoi za naziolami, którzy tak usilnie próbują się wkręcać do naszego środowiska lub co gorsza mienią się osobami sprawującymi funkcje kapłańskie przy jednoczesnym braku elementarnej wiedzy i wykształcenia, że o podstawach osobistego obycia nie wspomnę? Jaka trzecia siła stoi za nimi finansowo i komu zależy na wypaczeniu wizerunku rodzimowierstwa?

  4. Uwaga! na rodzimowierstwie próbuje się ukręcić kapitał polityczny który będzie można wykorzystać przeciw rządowi. Od jakiegoś czasu widać aktywną działalność pewnych „czerwonych ludków” pseudo-rodzimowierców, którzy próbują rozkręcać konflikty z kościołem. Takie prowokacje mają swoje wsparcie propagandowe w antypolskich mediach! Miejcie to wszystko na uwadze. Ci pseudo poganie wyróżniają się tym że pojawili się od niedawna, nie mają oni przeszłości zapisanej w jakiejś działalności na rzecz rodzimowierstwa z których byliby znani ogółowi. Doszukiwanie się „nazizmu” w rodzimowierstwie to próba odsunięcia na bok patriotyzmu, konserwatywnego podejścia do pogaństwa, które jest czymś normalnym wśród ludzi którzy są rzeczywiście przywiązani do korzeni i tradycji. Konserwatyzm i patriotyzm szeroko występujący w rodzimowierstwie stoi jednak na przeszkodzie planom wykorzystania anty-chrześcijańskich, czy anty-kościelnych uprzedzeń rodzimowierców, do zmontowania z tego kolejnych kodomitów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*