search
top
Currently Browsing: Duchtynia

10 typów rodzimowierców. Sprawdź, którym jesteś [z przymrużeniem oka ;)]

Na rozluźnienie postanowiliśmy wziąć nasze środowisko pod lupę. Wybraliśmy 10 najbardziej charakterystycznych typów osób, które można spotkać na obrzędach i zjazdach rodzimowierców. Sprawdźcie do której grupy się kwalifikujecie. [PS. TAK, TO SĄ ŻARTY!] * Gotowi? Zaczynymy! * 1. Komputerometalowiec-wojownik Lubi piosenki o dzielnych wojownikach i bitwach. Dzień spędza na wspominaniu z rozrzewnieniem „czasów bohaterstwa i honoru”, które splamił krzyż. Jego ścianę zdobi plakat z Conanem i ciągle gada coś o pogańskiej sile i męstwie, ale siłownię widział tylko na teledysku Manowara. W pobliżu kobiety był tylko raz. Doszło do tego kiedy przypadkiem przechodził obok demonstracji feministek i zaczepiła go lesbijka z wadą w wzroku. Zwabiły ją długie, przetłuszczone włosy, które uznała za manifestację kobiecej niezależności i walki z patriarchatem. Uważa się za intelektualistę, dlatego półki ma szczelnie zastawione książkami. Na ich grzbietach przeczytać możemy takie tytuły jak „Warhammer” i „Forgotten Realms”. Ma także „Władcę Pierścieni”, ale nie przebrnął przez pierwszy tom, bo się znudził. * 2. Natchniony lewak Typowy dzień spędza według dwóch scenariuszy. Albo biega w panice i krzyczy o brunatnej fali, albo biega z kamienną miną i krzyczy o neoliberaliźmie, który doprowadza ludzi pracy do nędzy. Rodzimowierstwem zainteresował się, ponieważ nie lubi kościoła (raz poszedł tam tylko, żeby ostentacyjnie wyjść) i wierzy, że przed 966 r. panowała harmonia i wszyscy dostawali wsparcie socjalne, a państwo płaciło za internet. Czy coś takiego. Żeby jeszcze dobitniej podkreślić jak jest otwarty i tolerancyjny, a wszyscy inni zaściankowi, zaprosił kiedyś na obrzęd zaprzyjaźnioną parę gejów. Kiedy zauważył, że ich obecność nie robi na nikim wrażenia pobiegł do żercy i kilkukrotnie próbował zacząć temat małżeństw homoseksualnych. Kiedy i to nie wywołało sensacji, a zaproszeni przyjaciele powiedzieli, że muszą już wracać do domu, wydarł się wniebogłosy, że to wszystko faszyzm i znieczulenie społeczne, po czym obrażony wyszedł. * 3. Złowrogi naziol Mówi, że jest patriotą, ale tatuaże na jego ciele przypominają ilustracje z nigdy nie wydanej wersji „Mein Kampf” dla najmłodszych. Jest przeświadczony, że wspólnoty plemienne żyły w narodowym socjalizmie. Nie do końca jest w stanie odróżnić bogów nordyckich od słowiańskich, ale wie, że krzyż splamił jego honor. Kiedyś dziewczyna wyciągnęła go na konwent komiksowy. Wszyscy podziwiali jego fryzurę i gratulowali doskonałego cosplayu Lexa Luthora. * 4. Blackmetalowiec/NSBMowiec Powstaje gdy metalowiec pozna radykalny klimaty. Do typowego przekazu o sile i wojowniczości dodaje wzmianki o żydowskich spiskach i nawołuje do krwawego rozprawienia się z judeochrześcijaństwem. Nauczył się na pamięć całej strony Burzum. W szczególnie zaangażowanej wersji biega po lesie w zbroi z IX wieku. Jest... read more

NS Zadruga a Rodzimowierstwo

Nacjonalistyczne Stowarzyszenie Zadruga jest tworem właściwie wyłącznie politycznym, ale z powodu licznych, powierzchownych odwołań do Rodzimej Wiary  niesłusznie jest wiązane z naszą religią. Dlatego kilka słów o tym jak „zadrużanie” markują religijne obrzędy w imię świeckiej „religii ewolucyjnego panteizmu” i  co z tego wynika dla Rodzimowierstwa. NS Zadruga działa już dość długi okres czasu i w przypadku wielu rodzimowierczych neofitów staje się często jedną z pierwszych „pogańskich” grup na jaką można trafić w internecie. Samo stowarzyszenie nie jest jednakże bezpośrednią, ani nawet dokładną kontynuacją drogi obranej przez oryginalnych Zadrużan, działających w XX-leciu międzywojennym. Kulturalizm, czyli Idea mentora oryginalnej Zadrugi, Jana Stachniuka (1905-1963), pozostaje dość popularna w rodzimowierczych kręgach, szczególnie tych o dłuższym stażu. Do niej odwołuje się także założone nacjonalistyczne stowarzyszenie, obecnie chwalące się istnieniem (przynajmniej w teorii) co najmniej kilku oddziałów („gniazd”) w kraju. Abstrahując od działalności politycznej stowarzyszenia, bo nie o tym traktuje ten artykuł, na bazie Stachniukowskich idei grupa pragnie rozwijać „wyznanie oparte o panteizm ewolucyjny”, tzw. „religię narodową, świecką”, w której wiarę w Bogów zastąpi kult narodu oraz jego bohaterów. Do tego dołączony jest także odpowiedni program gospodarczy: „(…) narodowa wspólnota tworząca z kolektywną gospodarką planowaną. Wraz z odrzuceniem kapitalizmu i komunizmu odrzucamy ich wspakulturę – hedonizm, personalizm, wszechmiłość, nihilizm i moralizm” – czytamy w manifeście grupy. Według Zadrugi, ofiara Rodzimowiercza to zabobon – no chyba, że „składa się ją narodowi”. Wydawałoby się więc, że NS Zadruga posiada jasno sformułowane cele i założenia – kolejne blogi i strony (a jest ich kilka) obfitują w patetyczną poezję, fotoszopowe przeróbki sowieckich i niemieckich plakatów propagandowych oraz manifesty ideowe i wszelakie rozważania. I w zasadzie, jako rodzimowiercy, moglibyśmy działalność Zadrużan zignorować, lub miejscami nawet pochwalić, ale jest jedno „ale”. Niezależnie jak bardzo stowarzyszenie by się od nas odcinało, w oczach opinii publicznej, o ile zostanie w ogóle  dostrzeżone, funkcjonuje jako odłam Rodzimowierstwa. Przeciętny Kowalski oczywiście zauważy wyłącznie płonące swastyki oraz łysych panów w nieumiejętnie zawiązanych na białych koszulach krawatach; nie interesuje go kontekst. Jasne, moglibyśmy powiedzieć – „co nas obchodzi Kowalski” albo po prostu „to nie nasi”, gdyby nie to, że posługują się oni dokładnie tą samą symboliką i nazewnictwem co my – Rodzimowiercy, a postrzeganie Kowalskiego generuję opinię publiczną na nasz temat. Ale od początku. NS Zadruga do serca wzięła sobie sugestię innego czołowego zadrużanina – Antoniego Wacyka (1905-2000) aby „bałwany zostawić bałwanom” i bardzo mocno – szczególnie ustami swojego lidera – odcina się od jakiejkolwiek głębszej duchowości, a więc takiej, która zakłada wiarę w „byty nadprzyrodzone”. Zamiast tego zadrużanie wolą innego bałwana, którym jest naród. Dokładnie tak. Jeśli... read more

Relacja z IV Ogólnopolskiego Wiecu Rodzimowierczego

W dniach 19 – 21 VIII 2016 w podwarszawskim Powsinie odbył się, już po raz czwarty, Ogólnopolski Wiec Rodzimowierczy. W zjeździe wzięli udział przedstawiciele wspólnot z całej Polski, jak również Rodzimowiercy niezrzeszeni, a podczas dwudniowych obrad przedstawiono wiele ważnych tematów i podjęto kilka ciekawych decyzji. Zjazd rozpoczął się w piątek spotkaniem integracyjnym, podczas którego uczestnicy debatowali o tematach z jakimi środowisko powinno się zmierzyć w czasie obrad następnego dnia. Natomiast już w sobotę zaczęła się z lekkim opóźnieniem, ale za to przy bardzo dobrej (aż nazbyt) aurze i w jeszcze lepszych nastrojach, właściwa część tegorocznego zjazdu Rodzimowierców. Po przybyciu ostatnich gości i krótkiej chwili na zakwaterowanie zebrani utworzyli krąg wokół paleniska. Wspólnoty oddelegowały do prowadzenia obrzędu rozpoczęcia swoich żerców, którzy utworzyli wewnętrzny krąg wokół świętego Ognia.  Rytuał rozpoczął się kilkoma słowami powitania od Wojnara (RW Mazowsze) i Leszy (Drzewo Przodków), a po chwili krążył miód i składane były ofiary Bogom, duchom miejsca oraz Przodkom, wraz z prośbami o przychylność na wiecowych obradach. Jako, że czas gonił, krótko po obrzędzie uczestnicy udali się do znajdującej się na terenie ośrodka (Park Powsin) restauracji aby wysłuchać dwóch wykładów. Rozpoczęła Luiza Działowska z Pagan Federation International prelekcją „Rola kobiety w Rodzimowierstwie”. Wykład wzbudził ogromne kontrowersje wśród niektórych słuchaczy, które dotyczyły głównie kwestii źródeł przedstawianych wniosków. Dla sprawiedliwości zaznaczamy jednak, że sprowokował później pytania oraz ciekawą dyskusję. Drugim prelegentem był etnograf Marcin Stańczuk z wykładem pod tytułem „Lokalne mikrohistorie jako źródło do rekonstrukcji obrazu świata dawnych Słowian”, podczas którego autor podkreślił potrzebę oraz sposoby zacieśniania relacji z kultywującymi żywe tradycje mieszkańcami wsi. Jego prelekcja została nagrana i wkrótce będzie dostępna online. Po wykładach zebrani udali się na krótką przerwę, a następnie otwarto właściwą część Wiecu. Omawiano sprawy periodyku „Gniazdo” i publikacji kalendarza Rodzimowierczego, dokonano także analizy majowego święta Stado (organizowanego przez Konfederację Rodzimowierczą), a na koniec podjęto temat reakcji na bezczeszczenie przez Krytykę Polityczną obrzędu postrzyżyn/kosoplecin (to temat nagłośniony przez Duchtynię, pisaliśmy o tym). Tu trzeba odnotować marazm części środowiska. Pojawiały się głosy, aby kompletnie zignorować to zjawisko. Na szczęście widoczna większość postanowiła zareagować. Sobotnią część wiecu zamknęło ogłoszenie o przyjęciu do Konfederacji Rodzimowierczej krakowskiej Gromady Wanda, oraz o zgłoszeniu do Konfederacji akcesu przez grupę Słowianie Północy – Pomorzanie. Po wszystkim zorganizowana została biesiada z ogniskiem i poczęstunkiem. Druga część obrad Wiecu zaczęła się rankiem dnia następnego i była o wiele bardziej intensywna niż pierwsza. Poruszono szereg nowych tematów, podsumowano również kwestie z dnia pierwszego, zapadły także co do nich decyzje. W skrócie: Uchwalono przekazanie funkcji redaktora naczelnego Gniazda nowej osobie i uściślono kilka pomniejszych kwestii... read more

Genderowe postrzyżyny Krytyki Politycznej

Do napisania niniejszego artykułu poczuliśmy się zmuszeni po przeczytaniu artykułu w serwisie PCH24.pl, w którym autor opisuje „kpiny z duchowości”, jakie urządzili sobie funkcjonariusze z Krytyki Politycznej. Sęk w tym, że są to owszem kpiny, ale z Rodzimowierstwa i tradycji w ogóle. Wspomniana wyżej kanapowa organizacja, zajmująca się generalnie dekonstrukcją kultury i człowieczeństwa, a sławna chociażby z zapraszania niemieckich terrorystów na obchody Święta Niepodległości, zapragnęła w swojej siedzibie urządzić „postrzyżyny/zapleciny”, z tym, że na nowoczesną – a jakże – modłę. W artykule czytamy, iż obrzęd (będący rytuałem przejścia z dzieciństwa w wiek młodzieńczy) ma być w zamierzeniu alternatywą dla I Komunii Świętej, co jak do tej pory ma sens, ale za chwilę okazuje się być już tylko gorzej. Otóż zgodnie z nowoczesnymi doktrynami, owe silnie powiązane z rolami i tożsamością płciową obrzędy można na imprezie KriPo wybrać… niezależnie od płci. Jak czytamy: Damy im [dzieciom] wybór bez względu na płeć, czy chcą przejść Postrzyżyny (symboliczne obcięcie kosmyka włosów) czy Zapleciny. Jeden i drugi rytuał dostępny jest i dla chłopców, i dla dziewczynek. Są to słowa niejakiej Anna Kłonkowskiej, inicjatorki wydarzenia i pracownicy… Uniwersytetu Gdańskiego. I dalej: Chcemy jednak połączyć obie uroczystości i wybór danej ceremonii, lub decyzję o uczestnictwie w obu, pozostawić dzieciom – w zależności od ich preferencji i długości włosów. Bez komentarza. Najśmieszniejsze jest jednak to, iż zabawę swoim naukowym autorytetem firmowała inna pracowniczka UG, prof. dr hab. Maria Mendel, która słusznie zauważa, iż rytuał pożegnania dzieciństwa jest potrzebny, z jakiegoś jednak powodu dodaje, że należy go oderwać od duchowości. W rezultacie dzieciom prezentuje się rytuał religijny odarty z pierwiastka duchowego i dodatkowo wynaturzony pseudonaukową ideologią gender. Niestety, na tym szaleństwo bynajmniej się nie kończy i już za chwilę dowiadujemy się, iż podczas ceremonii najmłodsi otrzymują „plasterek dębu” (?), które to drzewo  wyświetlono na komputerze (??). Katolicki autor artykułu na PCH24.pl doszukuje się tu kpin z hostii, my jednak dostrzegamy przede wszystkim niezrozumienie dębowej symboliki, ba – symboliki starszej niż hostia. Nie żeby nas to dziwiło – dąb ściśle związany jest z męską płciowością, a na tak nowoczesnym „obrzędzie” to przecież niedopuszczalne, bo nie można wszak zakładać, że każdy kto wygląda na chłopca się za takiego uważa… Reszta artykułu to już tylko płacz nad „pogańskim odejściem od wiary Chrystusowej”, więc nie będziemy się nad tym rozwodzić. Jakkolwiek, czujemy się jednak w obowiązku powiedzieć stanowcze NIE wiązaniu podobnych praktyk z Rodzimowierstwem. Obrzęd zaplecin/postrzyżyn ma głęboki wymiar mistyczny i ściśle powiązany jest z tradycyjną (czyt. normalną) płciowością, podziałem ról rodzinnych i społecznych, wreszcie ludzką biologią i psychiką. Nie stanowi on zwyczajnego „pożegnania... read more

Dlaczego Rodzimowierstwo nie jest „wiarą w Naturę”

W dyskusjach na temat tego czym jest Rodzimowierstwo często przewija się kuriozalny argument, jakoby była to religia oparta – ni mniej, ni więcej – na czczeniu Natury. Rozumowanie to jest całkowicie błędne i zazwyczaj jest wynikiem utajonego poczucia wstydu przed przyznaniem się do czczenia „bożków”.  Rodzimowiercy wywodzą się z różnych środowisk, ale często ich wspólnym mianownikiem jest niechęć do Chrześcijaństwa. Osoba taka, zawiedziona tzw. religią dominującą oraz jej  wpływem na kulturę, historię oraz codzienne otoczenie, szuka innej drogi duchowej, o ile nie popadnie w ignorancki obłęd ateizmu. Znajduje wówczas Rodzimowierstwo. Jest ono atrakcyjne, bo wciąż istotnym jego składnikiem jest jakiś stopień antychrześcijańskości, a do tego ma ono rzekomo odrzucać kult „wymyślonego Boga”, w zamian proponować kult Natury. „Wszak to religia naturalna!” – zakrzyknie taki neofita. „To znaczy, że czci Naturę, nie wymyślonych bogów! Słowianie nie byli tacy głupi jak chrześcijanie!” Oczywiście. Niestety podejście to jest równie często spotykane, co absurdalne. Pojęcie „religii naturalnej” nie oznacza, że przedmiotem kultu jest w niej Natura. Jak pisze J. Keller w swojej klasyfikacji, religia naturalna to taka, która wyrasta bezpośrednio z podłoża naturalnego danej grupy społecznej i kształtuje się poprzez związki człowieka z Przyrodą. Naturalne religie nie odwołują się do objawień ani pism świętych, nie uwzględniają działalności natchnionych wizjonerów czy proroków. Grupa religijna utożsamia się w nich z naturą, czuje się jej częścią, a jej duchowości wynika ze stopniowego odkrywania natury Wszechświata i budowania na tej podstawie systemu silnie związanych z tożsamością etniczną wierzeń. Religia naturalna wyrasta wraz z danym ludem. Kult związany jest z Przyrodą i zachodzącymi w niej procesami, ale nie musi być czczeniem ich samych w sobie. Do naturalnych religii zalicza się więc wszelkiej maści religie plemienne i znaczną część religii narodowych (np. Shinto), których rdzeniem jest właśnie oddawanie czci Bogom czy Duchom. Na drugim biegunie, w opozycji, znajdują się z kolei religie założone, jak np. islam czy chrześcijaństwo. Każda ma księgę, w której napisano: „jest Bóg” i wyłuszczono co i jak trzeba myśleć i robić – jednym słowem założono „jak jest” i co z tego wynika. Niemniej, w obydwu przypadkach wciąż przedmiotem kultu pozostają Bóg czy Bogowie. Fakt, iż Rodzimowierstwo nie posiada świętych ksiąg (zresztą, nie posiada ich wiele naturalnych politeizmów) nie oznacza, że odrzuca ono kult Bogów. Oczywiście,  z definicji zakłada ono co prawda „przyrodzoność” Bogów, w odróżnieniu od „nadprzyrodzoności” Boga abrahamowego, nie oznacza to jednakże bynajmniej, iż „Bogowie są Przyrodą”. Znaczy jedynie tyle, że nie stoją oni ponad nią, a są jej częścią, tak jak i człowiek. W Chrześcijaństwie Bóg stworzył Przyrodę, ale sam znajduje się poza nią, na zewnątrz. W religiach... read more

« Previous Entries Next Entries »

top
This site uses cookies. Find out more about this site’s cookies.